Poranek zapowiadał spokojny słoneczny dzień, ale wciąż miałam przeczucie, że coś złego się dzisiaj wydarzy. Zdaje się, że wstałam pierwsza, bo w całym domu panowała błoga cisza. Takie dni uwielbiam, świeci słonko ale jest przyjemny chłodek, nie słychać tych irytujących ptaków ani bzyczenia much. Jednym słowem, żyć, nie umierać. Zrobiłam sobie kolorowe kanapki, kawę i przeniosłam się do salonu, chcąc pooglądać telewizję. Skakałam po kanałach, szukając czegoś, co mogłoby zwrócić moją uwagę. Niestety, jak to bywa, akurat nic nie było. Wzdychając i cicho przeklinając, zostawiłam kanał, na którym leciała najstarsza wersja Scooby Doo. Zjadając śniadanie i wypijając poranną porcję kofeiny, pomyślałam, że w domu przyda się trochę świeżego powietrza, więc podeszłam do drzwi balkonowych, podnosząc rolety i otworzyłam je na oścież. Na tarasie leżało czterech chłopców, praktycznie na sobie. Wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam. To bezdomni jacyś czy co tu się kurna dzieje? Wspomniani wcześniej, na mój wrzask zerwali się i rozglądali zdezorientowani.
- Elie? Co się stało? - Koło mnie pojawił się Luhan.
- Sama nie wiem. - Odpowiedziałam. - Wystraszyłam się, bo zobaczyłam tą czwórkę leżącą na ziemi. Niecodziennie można spotkać przed swoim domem taki widok. - Mój strażnik popatrzył na wskazanych przeze mnie dzikich lokatorów i rozpromienił się.
- Jackson! Jimin! - Wykrzyknął. - Jak się cieszę, że jesteście! - Przytulił dwójkę z nich. - Pewnie musicie być głodni. Prawda? Zaraz obudzę Tae, on coś nam przyrządzi. - Po czym zaprosił ich od środka. No tak, najlepiej wziąć czwórkę bezdomnych do domu, kazać swojemu facetowi dla nich gotować, a swojej "pani" nawet nie powiedzieć kim oni są.
Lulu znikł na górze, pewnie chcąc sprowadzić Taemina, a ja bez krępacji im się przyglądałam. Jeden miał bardzo zagubiony, uroczy uśmiech i czerwono-rudo-różowe włosy, do tego był całkiem wysoki. Z kolejnym moje pierwsze skojarzenie to "wielkooka przerażona ryba", nie wiem czemu, ale jak na niego patrzyłam, to właśnie to przychodziło mi na myśl. Hmm.. Był bardzo przystojny. Elie, uspokój się! To nie czas na romanse a poza tym... Wróć, żadne "poza tym".
Pozostała dwójka wyglądała podobnie do siebie. Praktycznie te same czapki z prostym daszkiem, spodnie z krokiem w kolanach i koszulki na prostych ramiączkach, takie, jakie mają koszykarze. Tylko twarze im się różniły, jeden miał bardziej dziecinną twarz a drugi trochę dojrzalszą, ale sądząc po błysku w oczach, to takie same dzieci jak Zelo i U-Kwon. Panom 1 i 2 chyba nie było na rękę, że tak im się przyglądam, za to jeden z "klonów" był wyraźnie ucieszony tym faktem. Zbliżył się do mnie, chwycił za rękę i pocałował w jej wierzch.
- Witam panią. Jestem Jackson. - Posłał mi zniewalający uśmiech. Muszę powiedzieć, że większość dziewczyn padłaby mu w tej chwili pod nogi, no ale ja to nie większość.
- Miło poznać, ja jestem Elie. - Też obdarzyłam go uśmiechem, najlepszym jakim tylko potrafiłam. - Przepraszam, ale kim wy tak w ogóle jesteście?
- Jak to kim są? - Od strony schodów usłyszeliśmy głos Taemina. - Toż to Jackson i Jimin! Największe głodomory świata. - Zbliżył się do mnie i szepnął mi prosto do ucha : - Ta dwójka razem jest milion razy gorsza od Zelo i U-Kwona. Teraz to będzie tu armagedon. - Wyprostował się i uśmiechnął. - Pewnie nie znacie jeszcze Elie. To następczyni Ireth. A wasi nowi podopieczni to?
- Jestem Mark. - Powiedział "Pan 1". - Miło mi poznać. - W tym widzę nadzieję, z takim niewinnym uśmiechem nie ma szans, żeby okazał się jak reszta tych zwierząt w domu.
- Mam na imię V. - Rodzice okłamywali mnie pół życia, mówiąc, że dzieci i ryby głosu nie mają. A ta ryba ma, i to jaki. Odchrząknął. - A ten tam, co wraz z Jacksonem ślini się na widok jedzenia, to Jimin, mój strażnik. - Coraz nas więcej, a to oznacza, że większe bezpieczeństwo.
Z góry powoli zaczęli schodzić ludzie, zwabieni zapachami śniadania. Kiedy w kuchni pojawiła się Kora z U-Kwonem, Jackson i Jimin stanęli w pozycjach bojowych przed swoimi podopiecznymi. Kora z rozczochranymi włosami i w kusej piżamie spojrzała na dwójkę strażników, podniosła jedną brew, zmierzyła ich wzrokiem i skomentowała:
- Boże, a miałam taką nadzieję, że ci debile tu nie trafią. - Odwróciła się do Taemina. - Minnie słoneczko, mogłabym prosić jakiś posiłek specjalny? Muszę naładować energię. - Teraz chłopaki zamiast w pozycji obronnej, stali z rozchylonymi ustami i szeroko otwartymi oczyma.
Mark i V dalej wyglądali na bardzo zagubionych, więc postanowiłam, że pomogę im poznać wszystkich. Podeszłam do nich i wdaliśmy się w ciekawą rozmowę, w trakcie której zdążyliśmy się dowiedzieć o sobie kilku szczegółów. Obydwoje byli użytkownikami ognia, co oznacza, że w końcu będę miała z kim ćwiczyć. Opowiadali mi, jak nas znaleźli i ich przygody z autem, które popsuło się po drodze i musieli iść na piechotę po jakiegoś mechanika. Mówili naprawdę ciekawie i po chwili opowiadała tę historię cała czwórka (jak tylko kolny skończyły jeść) a wszyscy obecni słuchali i tylko co chwilę wybuchali śmiechem.
- Tak sobie myślę, że będziemy mieli mały problem z pokojami. - Po jakimś czasie wtrącił się Zelo. - Jeżeli jeszcze ktoś do nas dojdzie, trzeba będzie kogoś ze sobą połączyć. - Cassie z Korą wymieniły spojrzenia.
- My możemy mieć razem pokój... - Nie zdążyły dokończyć swojej myśli, bo przerwał im U-Kwon.
- Błagam nieee... - zajęczał. - Wystarczy mi, że Taemin i Luhan mieszkają koło mnie, a jak wy jeszcze... Już w ogóle nie będę mógł spać. - Wszyscy na niego popatrzyli i wybuchnęli głośnym śmiechem.
- Na razie i tak nie masz się czym martwić, bo póki nie przyjdzie ktoś jeszcze, to nie będzie potrzeby, żeby laski mieszkały razem. - Jeszcze chwilę wszyscy naśmiewali się z biednego chłopaka, ale niedługo potem każdemu przeszło.
Od rana spędzałam dzień z V, jak na taką krótką znajomość poznaliśmy się już całkiem dobrze. Mieliśmy podobne upodobania i poczucie humoru (bawiły nas własne suchary). Z czystym sumieniem stwierdzam, że bardzo go polubiłam, jest osobą której zaufałam najszybciej, ale może to dlatego, że przy nim czuję się tak swobodnie, bo wiem, że nigdy nie będzie między nami nic oprócz przyjaźni. Ponieważ V jest zakochany po uszy w swojej dziewczynie. Już od dłuższego czasu czuję na plecach czyjś wzrok, ale do tej pory starałam się to ignorować. Teraz zaczęło mnie to irytować, więc odwróciłam się, spoglądając na wszystkich, którzy siedzieli przy stole. Nikt się nami nie interesował i nie patrzył w naszą stronę, wzruszyłam ramionami i wróciłam do rozmowy. Po jakimś czasie znowu poczułam, że ktoś się gapi, ale przeczucie mówiło mi, że jeśli znowu się odwrócę, to nikogo nie złapię. Zerknęłam w wyłączony ekran telewizora i skupiłam się na odbiciach osób siedzących przy stole w jadalni. Chyba jednak mi się wyda... Aha! Mam cię. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i szybko napisałam sms’a do osoby, przez którą nie mogłam się skupić.
Elie:
Jak jestem brudna na plecach to mi powiedz, a nie gapisz się.
Odwróciłam się i uśmiechnęłam do Tao najładniej jak tylko potrafiłam, na co on pokazał mi język i odpisał.
Tao:
Nie na co dzień widzi się takiego wielkiego pająka.
Dobra, może i nie boję się pająków, ale jak ktoś pisze ci coś takiego, to nie wzruszysz tylko ramionami i to olejesz. Nie, ja musiałam podskoczyć i wykonywać dzikie tańce do moich krzyków, jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry.
- Zdejmijcie go, zdejmijcie go, zdejmijcie go!! - Krzyczałam. Przestałam dopiero, kiedy usłyszałam rozpaczliwy śmiech czarnowłosego. Śmiał się tak, że łzy płynęły mu po twarzy a dłonią uderzał o stół. Reszta była zupełnie zdezorientowana. No, jeśli to zrobiłby ktoś inny, też bym była, ale teraz w moich oczach zapłonęła żądza mordu. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek zrobić, odezwał się Luhan.
- Widział ktoś Taemina? - Nikt nie opowiedział, więc kontynuował. - Jakiś czas temu wyszedł po coś na dwór, ale do tej pory nie wrócił. - Nawet nie zauważyłam, że nie ma go przy stole, a co dopiero czy gdzieś wyszedł. - Mam złe przeczucie.
Luhan poszedł poszukać Tae na zewnątrz a my poszukaliśmy w domu. Ale chłopak jakby rozpłynął się w powietrzu. Zaczęliśmy się bardzo martwić, najbardziej Lulu i Cassie. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a Taemina wciąż nie było. Lu odchodził od zmysłów, zresztą jak my wszyscy. Nagle rozległo się pukanie w drzwi ogrodowe, poderwałam się pierwsza ale Kora była bliżej, otworzyła i głośno wciągnęła powietrze.
- Chyba wam się jakiś kociak zabłąkał. - Usłyszeliśmy mocny głos przesiąknięty sarkazmem. - Zwracam waszą zgubę. - Mówiąc to, mocno pchnął kogoś do środka. Tym kimś nie był nikt inny niż Taemin. Pobity, praktycznie cały we krwi, ledwo utrzymywał przytomność. Nie poświęciłam większej uwagi swojemu przyjacielowi, bo chciałam dokładnie obserwować Minho. Albo mi się wydawało, albo w jego oczach, kiedy rzucił mniejszego o ziemię, pokazało się coś na kształt zawahania? Nie, na pewno nie, musiało mi się przywidzieć. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy koło mnie przeleciał Luhan i rzucił się na chłopaka. To była ich druga walka, ale teraz zdecydowanie Lu wygrywał. Okładał przeciwnika pięściami, drapał i kopał nie oszczędzając przy tym żadnej siły. Widziałam w jego oczach łzy, musiał cierpieć, na pewno obwinia się, że nie pilnował własnego chłopaka.
- Tao, odciągnij proszę Luhana od niego. - Zwróciłam się do czarnowłosego, po czym odezwałam się do Minho. - Czego tu chcesz?
- Jak to czego? To chyba jasne, ciebie. - Uśmiechnął się szeroko. - Pójdź ze mną z własnej woli, a nikomu innemu nie stanie się krzywda.
- Kłamiesz. Kłamiesz. Nie pozwolisz im żyć. Jak tylko mnie zabijecie, przyjdziecie tu i pozbędziecie się reszty. - Założyłam ręce na piersi a jego uśmiech lekko przygasł.
- Jednak nie jesteś taka głupia, jak mi się wydawało. - Usłyszeliśmy głos zza Minho. - To prawda, że gdybyś poszła z nami, nawet z własnej woli, i tak wybiłbym resztę tych twoich przyjaciół. - Taeil. - A teraz ładnie proszę, chodźcie za mną, to zrobimy to prawie bezboleśnie. - Popatrzył wszystkim zebranym w oczy. - Widzę, że moi poprzedni goście do was trafili, szkoda, dobrze się z tobą bawiłem, Luna. - Jego uśmiech tak na mnie działał, że w tym momencie pierwszy raz miałam ochotę kogoś zabić.
- Słuchaj kurduplu, bo nie mam zamiaru się powtarzać. Nigdy, ale to nigdy, nie uda ci się nas pokonać, a tym bardziej zabić. - Nie wytrzymałam już. - Chyba zapomniałeś, że my mamy większe moce niż wy! - Nawet z tej odległości widziałam, jak zaciska zęby. Nagle, w całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Ale przecież to może być...
Luhan, sprawdź to! Jeśli to ktoś z nas, Taeil nie może go przechwycić.
Chłopak bez słowa skierował się do drzwi. Nie było go przez dłuższą chwilę i zaczęłam się martwić. Jednak kilka sekund później usłyszeliśmy krzyki przy drzwiach i z korytarza wyłonili się moi rodzice.
- Elie! Jak śmiałaś nas okłamać?! Powiedziałaś mi, że jedziesz do mojego brata! Zadzwoniłam do niego wczoraj i okazało się, że nie mieszkasz z nim, tylko z obcymi ludźmi! - Matka, kończąc swój wywód, podniosła oczy ze mnie i rozejrzała się po pomieszczeniu. - Co tu się dzieje?
- Mamo, ja... - Nie zdążyłam dokończyć, bo, nie wiadomo skąd, pojawił się Minho i jednym ruchem ogłuszył moich rodziców.
- Niech ktoś spróbuje się tylko zbliżyć, a zabiję ich. - Serce stanęło mi w gardle a do oczu napłynęły łzy. Musiałam patrzeć na własnych rodziców niesionych do ogródka przez chłopaka, który tyle razy chciał mnie zabić. Położył ich na trawie pod nogami Taeila. Rodzice obudzili się po pewnym czasie, nie wiem czy to trwało sekundy, czy godziny, ale to straszne uczucie.
- Przepraszam bardzo, ale czy mogą państwo poprosić córkę o to, żeby dała się grzecznie zabić? - Chłopak sarkastycznie zapytał się moich rodziców.
- Słucham?! Chyba jesteś chory, młody człowieku. Nawet tak nie żartuj. - Mój ojciec, zawsze oaza spokoju, teraz wybuchnął.
- Ech... Żadnego z was pożytku. - Odwrócił się do swojego strażnika. - Podaj mi pistolet. - Kiedy już go dostał, wymierzył lufę w głowę mojego ojca. - Pożegnaj się z rodzinką. - Chciałam krzyknąć, żeby tego nie robił, żeby zabił mnie, a moich rodziców oszczędził, ale nie zdążyłam nawet otworzyć ust, kiedy koło Taeila stanęła dziewczyna o niebieskich oczach.
- Przestań. Oni nic ci nie zrobili. Puść ich. - Powiedziała do niego.
- Jak to nic nie zrobili? - Krzyknął jej w twarz. - Zrobili ją! Dla mnie to już jest zbrodnia. - Zmierzył dziewczynę wzrokiem. - Gisa, kruszynko, proszę. - Wręczył jej pistolet. - Masz się ich pozbyć.
- Nie! - Krzyknęła i wypuściła broń na ziemię. Brunet zamachnął się i uderzył dziewczynę w twarz.
- Zero pożytku z ciebie! Sam to zrobię.
- Nie! Zostaw ich! - Gisa dalej próbowała bronić niewinnych ludzi.
- Ty suko. - Taeil znowu uderzył ją w twarz, tyle że teraz siła uderzenia powaliła ją na ziemię. Kiedy już nikt mu nie przeszkadzał, z powrotem chwycił pistolet i, posyłając mi uśmiech zwycięstwa, strzelił moim rodzicom w głowę.
Widziałam jak ich ciała pozbawione życia upadają na ziemię. Usłyszałam szyderczy śmiech tego, kto to zrobił i w końcu mój krzyk, zmieszany z płaczem. Błagałam ich, żeby się podnieśli, żeby dali mi szlaban do końca życia za to, że ich okłamałam, ale żeby mnie nie zostawiali. Chciałam do nich pobiec, ale nie mogłam, ktoś mnie trzymał. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Tao. Coś do mnie mówił ale żadne słowa do mnie nie docierały, próbowałam się wyrwać, ale nie puścił mnie. Jak długo to trwało? Nie wiem. Ale jak tylko poczułam, że nikt mnie nie trzyma, puściłam się biegiem do rodziców. Upadłam koło nich na kolana i potrząsnęłam ramieniem mamy.
- Nie, nie.. - Po twarzy płynęły mi łzy. - Nie, nie to nie może być tak. Błagam mamo, otwórz oczy. Popatrz na mnie. Nie możesz mi tego zrobić. Nie zostawiajcie mnie samej. Błagam nie.. - Dotykałam ich ciał z których powoli uciekało ciepło. - Proszę... Obudźcie się. - Wzięłam głowę mamy na kolana i gładziłam ją po włosach. Czułam taką pustkę w sercu, czułam się jakbym nie miała po co już żyć, jak gdyby i moje życie skończyło się wraz z ich śmiercią.
- Elie... - Usłyszałam swoje imię, dochodzące jakby z innego miejsca. - Elie, popatrz na mnie. - Znowu ten głos. Podniosłam oczy do góry. Nade mną stał Tao. - Chodź. Nie mogą tu być, wiesz o tym. Jeśli ktoś się o tym dowie, będziemy musieli uciekać. - Pokiwałam głową. Ich życie się skończyło, ale wciąż jeszcze są osoby, które muszę chronić. Już nigdy nie zawiodę.
***
Siedziałam na plaży gapiąc się tępo w zachód słońca i przypominając sobie wszystkie wspólne chwile z rodzicami, niektóre wywoływały lekki uśmiech na ustach, inne kolejne fale łez. Najbardziej jednak trudno mi było pogodzić się z tym, jak ich pożegnałam. Musieliśmy upozorować wypadek, tak, żeby policja znajdująca później ich ciała stwierdziła, że był to błąd kierowcy. Tak więc wsadziliśmy moich rodziców do ich samochodu, który później zrzuciliśmy ze skarpy do lasu. Przyjaciele nie chcieli żebym z nimi szła, ale powiedziałam, że muszę się pożegnać z własnymi rodzicami. Kiedy samochód zatrzymał się na kamieniach i stanął płonieniach, upadłam na kolana i rozpłakałam się na nowo. Później pamiętam tylko, jak ktoś wziął mnie na ręce i zapakował do naszego vana.
Obudziłam się jak było jeszcze ciemno, rozejrzałam się i zdałam sobie sprawę, że jestem u siebie w pokoju. Przypomniałam sobie, co stało się poprzedniego dnia i znów poczułam na policzkach słone łzy. Teraz jak nigdy potrzebowałam czyjejś bliskości i ciepła. Chciałam bardziej naciągnąć na siebie kołdrę, ale coś ją blokowało. Nachyliłam się, żeby zobaczyć o co się zaczepiła. Jak się okazało, nie była zaczepiona tylko przygnieciona. Na ziemi, oparty o moje łóżko, przykryty swoją bluzą spał Tao i tak pierwszy raz po stracie rodziców na mojej twarzy pojawił się grymas imitujący uśmiech. Zeszłam z łóżka zabierając kołdrę, po czym usiadłam koło czarnowłosego okrywając naszą dwójkę. Położyłam głowę na jego ramieniu i znowu zasnęłam.
Teraz potrzebuje samotności i ciszy, dlatego siedzę na plaży tylko z Luhanem pod postacią psa i wspominam. Rano w wiadomościach podawali, że znaleźli samochód ze zwłokami dwójki ludzi, więc to tylko kwestia czasu kiedy mój wujek albo ja dostaniemy telefon o tym zdarzeniu.
Usłyszałam, że ktoś idzie w moją stronę, ale nie zamierzałam się odwracać. Dziś już był u mnie V, Zelo i nawet kuśtykający Taemin, ale każdy i tak odchodził kiedy nie odpowiadałam na jego pytania. Mam nadzieję będzie tak i tym razem. Niestety, osoba która teraz do mnie przyszła, była bardziej uparta niż ja. Tao usiadł koło mnie i razem ze mną wpatrywał się w zachodzące słońce.
- Jak się czujesz? - Ciche pytanie dotarło do moich uszu, zastanawiałam się czy odpowiedzieć czy nie. Ale to jest Tao, nie zrazi się brakiem odpowiedzi i nie pójdzie. Ehhh...
- Nie widać? - Nic nic nie mogłam poradzić na ton, jakim to powiedziałam. - Czuję się martwa w środku. - Kolejna fala łez zalała moją twarz. - Boję się samotności. A oprócz rodziców i wujka nie mam już nikogo, to znaczy... tylko wujka.
- Masz. - Złapał moją brodę i skierował moją twarz tak, żebym popatrzyła na niego. - A my wszyscy? Jesteśmy teraz twoją rodziną, a ty naszą. Taemin, cały obolały, ledwo tu przyszedł, nawet na chwilę, żeby pokazać ci że masz w nim oparcie i wracając omal nie spadł ze schodów na taras. - Usłyszeliśmy ciche skomlenie koło mojego boku. Odwróciłam się od Tao i spojrzałam na psa.
- Leć, poradzę sobie. - Nie trzeba było powtarzać mu tego dwa razy. Kilka sekund później Luhana już przy nas nie było. Podciągnęłam nogi pod brodę i położyłam swoją głowę na kolanach. Znowu zapadła między nami cisza. - Dziękuję. Naprawdę dziękuję, że jesteście tu ze mną. - Uśmiechnął się i chwycił moją dłoń.
- Możesz zawsze na nas liczyć. Na mnie. Obiecuję, że nie pozwolę ci zrobić żadnej krzywdy. - Zaczęło robić się chłodno. - Wracajmy już do domu. - Podnieśliśmy się i skierowaliśmy w stronę przyjaciół, cały czas trzymając się za ręce.
************************
Dodatek - Yaoi
,,Porwanie’’
Taemin wyszedł na chwilę do ogrodu złapać trochę świeżego powietrza. Zszedł na trawę i stanął pod dużym drzewem, kryjąc się w jego cieniu.
- Nie powinieneś być w domu z przyjaciółmi? - Za nim rozbrzmiał głos, mocny i głęboki,!ten sam który wcześniej nazwał go przestraszonym gówniarzem, głos należący do osoby, która piętnaście lat wcześniej podczas rozejmu porwała go i zgwałciła. - To co powiesz na to, żeby zrobić powtórkę z rozrywki? - Rudowłosy poczuł na na swoim brzuchu owijające się ręce i wiedział, że już nie da rady uciec. Chciał krzyknąć, ale duża ręka zasłoniła mu usta. - Wiesz co? Nic się nie nauczyłeś. Obiecuję, że dostarczę cię tu z powrotem, jak już Taeil wyjaśni ci kilka spraw.
Jednak brunet nie zabił go, nawet go nie okaleczył, czym Taemin był bardzo zaskoczony. Zadawał tylko pytania, na które chłopak i tak nie odpowiadał.
- Dobrze, nie chcesz gadać? To nie. - Skinął ręką. - Minho, masz go przy ozdobić tak, żeby jego facet ostro się wściekł.
- Z wielką przyjemnością.
Tae został zaciągnięty do pustego pomieszczenia tylko z jednym krzesłem po środku. Usiadł na nim i wysoko podniósł głowę do góry. Minho uporał się z zamknięciem starego zardzewiałego zamka i odwrócił się do chłopaka.
- Proszę. - Młodszy rozprostował ręce na boki. - Bij, kop, rób co tylko chcesz, im szybciej skończysz tym lepiej.
Brązowowłosy uśmiechnął się.
- Skoro mam twoje pozwolenie, będzie mi łatwiej. - Stanął naprzeciwko chłopaka, ręce kładąc na oparciu krzesła. Schylił się i nosem przejechał po całej długości jego szyi. Jedną ręką złapał Taemina w talii a drugą za szyję, zbliżając swoje usta do jego. - Otwórz usta. - Pierwsze polecenie, zaczął wyliczać sobie młodszy w głowie, ale nie zrobił tego. - Powiedziałem otwieraj! - Wymierzył nieposłusznemu gówniarzowi policzek. - Jeszcze raz. Otwórz usta. - Teraz Tae zrobił to od razu. - Dobry chłopiec. A teraz wystaw język. - Kolejne spełnione polecenie. - Widzisz, jak chcesz, to jesteś grzeczny. - Minho także wysunął swój język i polizał ten młodszego. Samo lizanie przeobraziło się w namiętny pocałunek, w który byli zaangażowani oboje. Starszy zdziwił się, że osoba pod nim także wykazuje chęć. - Dlaczego ty..?
- Im mniej będę się opierał, tym mniej będzie boleć. Prawda? - Minho uśmiechnął się. Zamienił ich miejscami, teraz to on siedział na krześle a na jego kolanach był drobny, rudy chłopak. Całowali się zachłannie, walcząc o dominację w tej pieszczocie. Ale od początku było wiadome, kto wygra ten nierówny pojedynek. Brunet ściągnął sobie i Taeminowi koszulkę.
- A teraz dzieciaku, pokaż mi że te usta nie tylko wspaniale całują. - Rudowłosy uklęknął przed chłopakiem i zawahał się.
- Ja.. - Urwał. - Muszę to robić? Nie wystarczy ci że mnie..
- Albo będziesz współpracował, albo zrobię to po swojemu. - Można to zaliczyć jako kolejny rozkaz, pomyślał chłopak i mocno zacisnął szczękę. Drżącymi dłońmi odpiął pasek do spodni, rozpiął rozporek i zsunął dżinsy wraz z bielizną do kostek chłopaka. Tae złapał męskość swojego kata do rąk i zaczął mu obciągać dłonią. Kiedy członek robił się coraz twardszy, młodszy polizał całą jego długość, by na końcu wziąć go całego do ust. Co chwilę zmieniał tempo, doprowadzając bruneta do jęków. Kiedy Minho był prawie na granicy, złapał młodszego za brodę i po raz kolejny złączył ich usta w namiętnym pocałunku. - Wstawaj i ściągaj spodnie. - Cztery, Taemin uśmiechnął się pod nosem, ale zrobił co mu kazano, zostając całkiem nago przed brunetem. Starszy odwrócił go do siebie tyłem i kazał pochylić się i złapać oparcia krzesła. - Naśliń. - Minho włożył swoje trzy palce do ust młodszego, drugą ręką stymulując jego członka. Kiedy palce był już wystarczająco śliskie, brunet zaczął przygotowywać chłopaka. Na początku jeden palec, później drugi podczas którego z ust Tae zaczęły wydostawać się jęki, oddech zrobił się cięższy. Do dwóch szybko dołączył trzeci, rozciągając chłopaka. Po ich zabraniu, z ust młodszego wyrwał się jęk zawodu, za co było mu strasznie wstyd. Praktycznie uprawiał seks z facetem, z którym stracił dziewictwo, do tego zdradzając swojego chłopaka. - Odwróć się do mnie. Chcę widzieć twoją twarz. - Kiedy to zrobił został, przyparty do muru. Minho nakierował swojego penisa do dziurki chłopaka i wszedł w niego jednym płynnym ruchem do samego końca. Krzyk młodszego wypełnił pomieszczenie. Nie chciał być bardzo brutalny dla swojego kochanka, dlatego dał mu chwilę na przystosowanie się. Nie trwało to jednak długo i już po chwili szybko wycofywał się z chłopaka, żeby znowu w niego wejść. Taemin objął Minho za szyję i przylgnął do niego najbliżej jak tylko się dało. Jęczał mu prosto do ucha, co tylko jeszcze bardziej nakręcało starszego. Tae doszedł chwilę później, rozlewając się na ich brzuchy, a brunet, widząc jego twarz wykrzywioną w orgazmie, doszedł wewnątrz niego. Trwali w takiej pozycji, uspakajając swoje oddechy. Kiedy Minho wyszedł z rudowłosego, musiał go przytrzymać, bo inaczej dzieciak upadłby na ziemię. Widząc jak z Taemina wypływa jego sperma, rzucił w niego swoją koszulką.
- Powycieraj się. - Kolejny rozkaz, prychnął pod nosem. - Mówiłeś coś?
- Nic, tak się tylko śmieję, że już siedem razy wydałeś mi polecenie. - Zapyskował.
- Tak? Siedem? - Przerwał na chwilę. - W takim razie dostaniesz jeszcze jedno. Ubieraj się. - Tae zmarszczył brwi, wykonując rozkaz. - Wiesz, od naszego ostatniego razu czegoś się nauczyłeś. - Rudowłosy prychnął.
- Oczywiście, już nie jestem dzieckiem.
- To dobrze. - Podszedł do niego i pocałował go. - Przepraszam.
- Dlaczego? - Ale nie dostał odpowiedzi, bo starszy otworzył drzwi i wychodząc wydał tylko rozkaz, tym razem jednak nie do niego.
- Ma wyglądać żałośnie, ale nie mieć nic połamane. - Do pokoju weszła trójka chłopaków z kijami.
- Tak jest, szefie. - Dostając w głowę od jednego z nich, Taemin stracił przytomność.
______________________________________
Jednak szybko udało mi się napisać ten rozdział :3
Pisałam go cały dzień, bo akurat miałam duuuużo weny ;)
Ale rozdział 6 pokaże się dopiero 5 września ze względu na to że do 1 nie będzie mnie w domu :p
I kto jedzie na koncert LEDApple - 30 sierpnia w Warszawie? :D
Na koniec chciałam polecić bloga osoby, która dopiero zaczyna, więc wszelkie rady i spostrzeżenia na pewno jej się przydadzą ;)
http://zycie-w-wyobrazni-opowiadania.blog.pl
Pozdrawiam, Elie <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ty też dopiero zaczynasz Elie xd Muszę powiedzieć, że ciężko było sprawdzać ostatnią część tego rozdziału, mianowicie dodatek, ponieważ, mimo wszystko, moja psychika nie jest przystosowana do takich scen (i nigdy nie będzie, jak sądzę). Ale sama o to prosiłam, więc.. I chciałabym też oficjalnie pozdrowić autorkę, bo jest na tyle zdolna, że potrafi mnie rozbawić w najmniej odpowiednim momencie. Najsmutniejsze sceny, zamiast łez, wywołują u mnie niepohamowany śmiech, dzięki jej znajomości ortografii ;d Zatem, do września! :)
Luna