wtorek, 23 września 2014

Recenzja - Tokyo Ghoul

 Dawno nie było żadnej recenzji ;)


"Opowieść ta ma miejsce w Tokio nękanym przez tajemnicze, pożerające ludzi „ghoule”. Wśród ludzi szerzy się panika, jako że prawdziwe tożsamości wspomnianych potworów ciągle pozostają tajemnicą. Kaneki, zwyczajny student college’u, w kawiarence, którą często odwiedza spotyka Rize, dziewczynę podzielającą jego entuzjazm do książek. Chłopak nie zdaje sobie sprawy, że najbliższej nocy jego życie i przyszłość ulegną diametralnej zmianie."
Telst skopiowany z AnimeZone.pl



Ilość odcinków: 12



Anime, które skradło moje serce! 
Przygodę z Tokyo Ghoul zaczęłam w dzień dodania pierwszego rozdziału na Centrum-Mangi.pl , i już wtedy wiedziałam że to będzie COŚ!
Kiedy dowiedziałam się, że powstanie anime na podstawie tej mangi, więcej nic mi do szczęścia nie było potrzebne. Trailery oglądałam z zapartym tchem, fan arty odbierały mi mowę i nie mogłam się powstrzymać przed ściąganiem ich. 


Wyczekiwany pierwszy odcinek oglądałam z rodzicami. Uparłam się, by oglądać go na wilekim ekranie, więc podłączyłam swój wspaniały komputer do telewizora i oglądałam. Rodzice patrzyli na mnie jak na wariatkę. To anime jest z gatunku gore i wszędzie leje się krew, choć moi rodzice są przyzwyczajeni, że lubię bardzo dziwne rzeczy, to chyba nie spodziewali się zobaczyć mnie oglądającą coś takiego :p 

Postacie jak dla mnie są idealne i ciekawe.
Kaneki jest zwykłym chłopakiem, który pojawił się w złym miejscu i o złej porze, zakochując się w potworze. Osoba, która od pierwszego odcinka zadziwia wytrwałością i silną wolą. Woli głodować i nawet poświęcić życie, żeby tylko nie stać się jednym z ghouli. Ma dobre serce i wszystkicm chce pomagać, jednocześnie zaciekle walcząc ze swoją nową, złą naturą.
W openingu można zobaczyć Kanekiego w białych włosach i czekałam na ten moment z sercem w gardle. Jak się w końcu doczekałam, to dostałam 2-3 minuty. Dla mnie stanowczo za mało! Zawsze marzyłam, żeby wykreować TAKĄ postać.


Mogłabym rozpisywać się i rozpisywać na temat tego wspaniałego pod każdym względem anime, ale obiecałam sobie, że recenzje będą zwięzłe :p



Czas na ocenę!

Kreska : 10
Fabuła : 9
Postacie : 9

Ocena końcowa : 9 




________________________
Rozdział już się pisze i jak tylko wyślę go do mojej wspaniałej Bety, powiadomię wszystkich na Twitterze - dlatego zapraszam do bycia na bieżąco ;)



sobota, 20 września 2014

Rozdział 7

     Myślałam, że najgorszą rzeczą jest stracić rodziców, lecz gorszą jest pogodzić się z ich odejściem. Nie żyję już złudzeniem, że gdzieś są i czekają aż wrócę z wypoczynku. Tydzień po wypadku skontaktował się ze mną wujek, powiedział kiedy odbędzie się pogrzeb i poprosił, żebym nie wracała do domu przed tym. I tak nie mogłabym wrócić. Jutro właśnie jest ten dzień. Pojadę, to na pewno, ale nie chcę przechodzić przez to na nowo, nie chcę czuć tej samotności. Luhan oczywiście pojedzie ze mną, przecież wie kiedy i gdzie to będzie, bo słyszy moje myśli. Ale chciałabym żeby był tam z nami ktoś jeszcze. Moje pierwsze myśli skierowały się do Triss. Od czasu jej przyjazdu jesteśmy praktycznie nie rozłączne, w wielu rzeczach jesteśmy takie same, przez co dogadujemy się jeszcze lepiej. Dziewczyna zgodziła się od razu. Jednak jest jeszcze jedna osoba, którą bardzo chciałabym mieć przy sobie w czasie tej uroczystości, ale w życiu się do tego nie przyznam. Mianowicie, Tao. Za każdym razem kiedy próbuję go o to poprosić, otwieram usta jak ryba bez wody, ale nie mogę wydobyć z siebie ani słowa. Lulu wtedy zaczyna się śmiać, a ja cała się czerwienię i oczywiście w końcu nic z tego nie wychodzi. Dziś mam ostatnią szansę, bo wieczorem musimy wyjechać. Zobaczyłam jak chłopak idzie w stronę swojego pokoju, więc pomyślałam ,,teraz, albo wcale''. Zerwałam się z kanapy i poszłam za nim. Kiedy byliśmy już na piętrze, udało mi się odezwać.
     - Tao. - Zaczęłam. - Mogę cię o coś prosić? - Byłam bardzo dumna z siebie i swojego pewnego głosu. 
     - Oczywiście. Cokolwiek zechcesz. - Odpowiedział. 
     - Dobrze, w takim razie... czy mógłbyś pojechać ze mną na pogrzeb moich rodziców? - Tego się chyba nie spodziewał, bo mina lekko mu zrzedła. 
     - Nie ma sprawy. - Powiedział po chwili i rzucił mi pocieszające spojrzenie. - Kiedy jedziemy?
     - Wieczorem.
     Postanowiłam, że nie będę nic ze sobą brać, pogrzeb będzie w moim rodzinnym mieście i miałam zamiar zatrzymać się na ten czas w swoim domu, więc tam się przebiorę. Luna z Gisą obiecały, że zapewnią tym, którzy zostali, bezpieczeństwo. To naprawdę wspaniale, że te dwie tak się zaprzyjaźniły, aż miło patrzeć. JJ także szybko się zaaklimatyzował i często można było zobaczyć go z Luhanem w kuchni, przyrządzjących posiłki, kiedy Taemin siedział w swoim pokoju zachowując się jakby był w ciąży, wieczne zmiany nastroju i fochy. No ale najwyraźniej przechodzi okres buntu. Lulu mówi, że relacje między nimi są coraz gorsze. Młodszy zarzuca mu, że ten go nigdy nie kochał i przez niego nie może znaleźć teraz szczęścia. Oni razem wyglądali tak uroczo i wspaniale jak nikt inny, a teraz, kiedy widzę jak Luhan przez niego cierpi, robi mi się szkoda ich obydwu.





****




     Gotowi do drogi zapakowaliśmy się do vana Zelo, za kierownicą usiadł Luhan, nawet nie chcę wiedzieć skąd ma prawo jazdy, a na miejscu pasażera Tao. Triss siedziała z tyłu, więc ulokowałam się koło niej z zamiarem przespania się na jej ramieniu. Nie mogły mnie opuścić myśli, że wracam do domu, pustego, cichego i już tylko mojego. To było przerażające. W końcu po długim myśleniu udało mi się usnąć. 
      Obudziłam się już w mieście gdzie mieszkałam, było bardzo ciemno, więc zakładam że jechaliśmy całkiem długo. Mijaliśmy miejsca, z którymi wiązały się moje wspomnienia, dzieciństwo i, jak kiedyś myślałam, przyszłość. Luhan jechał nie patrząc nawet na plan miasta, spędził tu razem ze mną trichę czasu, zatem wiedział gdzie zajduje się mój dom. Kątem oka zobaczyłam znajomy budynek, więc odwróciłam głowę w tamtą stronę. Moja szkoła, przyjaciele, których zostawiłam bez słowa wyjaśnienia i miejsce, gdzie poznałam Tao. Przez to wspomnienie na moich policzkach pokazały się lekkie rumieńce, a w lusterku zobaczyłam roześmiane oczy mojego strażnika, na co pokazałam mu język. Czyli zostało raptem kilka minut zanim staniemy przed moim domem. 
     Wyglądał tak, jak przed moim wyjazdem, kwiaty na parapetach, zasłony w kolorze dojrzałych brzoskwiń, nienawidziłam pomarańczowego i jego pochodnych, ale moja mama twierdziła że to dobry kolor do okien, bo zawsze wydaje się jakby świeciło słońce, uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Wysiedliśmy z auta, a ja poczułam jak o moją nogę coś się ociera, spojrzałam w dół i ucieszyłam się, widząc Luhana w postaci psa. Otworzyłam drzwi i wpuściłam wszystkich do środka. Pachniało tam jak zwykle, korytarzem od razu skierowałam się do kuchni. Nawet jak rodzice jeszcze żyli, przez cały tydzień nie było ich w domu, bo praca zajmowała im większość czasu, tylko weekendy były czymś wyjątkowym i każdy spędzaliśmy razem. Otworzyłam lodówkę i, tak jak się spodziewałam, w środku nie było nic innego niż ketchup, majonez i musztarda, uśmiechnęłam się pod nosem. Następnie zajrzałam do zamrażalnika, tam wybór był ogromny, chwyciłam pierwsze z brzegu cztery pudełka z obiadem i wsadziłam do piekarnika. Spojrzałam w stronę salonu, na kanapie leżał Lu, koło niego siedziała Triss i oglądała jakby nigdy nic telewizję. Rozejrzałam się po pokoju i dopiero zatrzymując wzrok na moim ulubionym fotelu zobaczyłam, że to, co wcześniej wzięłam za bagaże, tak naparawdę było leżącym, czy raczej śpiącym chłopakiem. Piekarnik cicho zadzwonił, oznajmiając, że jedzenie jest już gotowe. Zaniosłam do salonu sztućce i porcję dla każdego. Zaśmiałam się, kiedy zobaczyłam co akurat wybrałam. Pierogi ruskie, lazania, schabowy i ziemniaki, oraz spaghetti.
     - Tao, wstawaj. - Potrząsnęłam śpiącym chłopakiem. - Zrobiłam obiad. - Pomruczał coś pod nosem, ale otworzył oczy. - Wybierzcie sobie coś. - Powiedziałam do obecnych, sama chwytając porcję z kotletem. Co jak co, ale mięso zawsze dobrze wpływa na człowieka. Srebrnowłosa, widząc w lazanii szpinak, praktycznie ze śliną lecącą po brodzie, zaczęła jeść. Lulu znowu był człowiekiem, kiedy zajadał się ze smakiem spaghetti, za to Tao najpierw dokładnie pooglądał pierogi z każdej strony, potem nachylił się, powąchał i chyba nie znalazł nic, co by go odrzuciło, bo włożył sobie całego do ust i przeżuwał dokładnie, po przełknięciu jego oczy rozbłysły i zaczął pochłaniać resztę w niemożliwym tempie. Chciało mi się śmiać na ten widok, był taki uroczy. Jedliśmy w ciszy, wszyscy wgapieni w telewizor, leciały jakieś wiadomości. W pewnym momencie Triss, ni stąd ni zowąd, zaczęła się śmiać. Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam w ekran. Stało tam małżeństwo wyglądające na smutne, ale bardziej się przyglądając, zauważyłam w tym pewną obłudę. 
     Państwo Hunt, niedługo kolejna gala na rzecz dzieci chorych i ofiar przemocy domowej. Są państwo jednymi z najbardziej szczodrych ludzi, miesięcznie przekazujecie na konto fundacji ponad 5 tysięcy złotych, to naprawdę dużo i dzięki temu wiele dzieci poprawiło swoje warunki życia. - Prezenterka przedstawiła sytuację. 
      Cieszymy się z mężem, że możemy pomagać, nam też w życiu przytrafiło się coś przykrego, przez co niestety jedno z naszych dzieci nie przeżyło, chcemy żeby teraz takie rzeczy nie miały miejsca. - Wymuszony uśmiech zagościł na twarzy kobiety.
     - Śmieszni są, prawda? - Triss wskazała widelcem na telewizor. - To moi rodzice. Teraz tacy kochani, wielcy przeciwnicy przemocy domowej, a mnie katują od zawsze. - Dziewczyna wzruszyła ramionami. 
     Po kolacji pokazałam, kto gdzie będzie spać, dziewczyna dostała pokój gościnny, a Tao kanapę w salonie. Mieliśmy jeszcze kilka godzin odpoczynku przed jutrzejszym dniem. Wraz z Luhanem poszłam do siebie, podeszłam do szafy i wyciągnęłam piżamę. Byłam już naprawdę zmęczona i nawet taka prosta czynność jak pójście do łazienki i przebranie się, było poza moim możliwościami. Zrzuciłam z siebie ubrania i szybko włożyłam przygotowaną wcześniej piżamę. Łóżko, tak dawno nie spędziłam nocy we własnym łóżku. Na czworaka doszłam do swojej połowy i tam opadłam na poduszki, przekręciłam głowę w stronę drugiej połówki łóżka i zobaczyłam wpatrzone w moje oczy złote tęczówki. Uśmiechnęłam się. 
     - Idź spać Lulu. - Poczochrałam go między uszami i odpłynęłam w objęcia morfeusza.





***





    Obudziłam się wcześnie, mając zamiar iść na zakupy. Szybko ubrałam się, chwyciłam w rękę smycz i wyszłam z domu. Luhan szedł koło mojej nogi, wesoło machając ogonem, pogoda była taka, że samemu chciało się uśmiechać, dzień zapowiadał się ładny i ciepły. Weszłam do małego osiedlowego sklepu, wybierając podstawowe składniki do przyrządzenia śniadania, po czym skierowałam się do kasy. Za ladą stała pani Clarks, właścicielka. Kiedy mnie zobaczyła, jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
     - Dzień dobry. - Przywitałam się. 
     - Dzień dobry, Elie. - Posłała mi lekki uśmiech, zaczęłam się denerwować kiedy tak mi się przyglądała, nigdy nie lubiłam kiedy ludzie patrzyli się na mnie z taką uporczywością, ale moje dobre wychowanie nie pozwalało mi nic powiedzieć. Zaczęłam się rozglądać za czymś, co mogłoby odwrócić jej uwagę, na szczęście z pomocą przyszedł mi Lu. Skoczył na drzwi sklepowe, zaczął szczekać i w nie drapać. Kasjerka popatrzyła w tamtym kierunku i uśmiechnęła się szeroko. - Kogo ja tam widzę. - Obeszła ladę dookoła, podeszła do drzwi i otworzyła je wpuszczając mojego strażnika do środka. - Tyle razy już ci mówiłam, nie zostawiaj go na zewnątrz, tylko wchodź z nim.
     - Głaskała psa po głowie i plecach. Uśmiechnęłam się.
     - Teraz już postaram się zapamiętać. 
     Zapłaciłam, pożegnałam się, po czym skierowałam się z powrotem do domu. Wracając, myślałam że zastanę resztę jeszcze śpiącą, ale jak się okazało, Triss koczowała już przy drzwiach. 
     - No nareszcie! - Uśmiechnęła się do mnie chytrze. - Nie mówiłaś, że z tego Tao to taki przystojniak jest. - Wskazała palcem na salon. Z lekkim wahaniem weszłam do pokoju i spojrzałam na kanapę. Leżał na niej Tao w dziwnej pozycji, do tego był prawie całkiem roznegliżowany. Bez koszulki i spodni, w samej bieliźnie. Mój wzrok prześliznął się po jego klatce piersiowej, brzuchu, zatrzymując się na gumce bokserek.  Momentalnie się zaczerwieniłam jak dojrzały pomidor i szybko odwróciłam. - Powiem ci, że gdybym nie była teraz w związku, to jarałabym się nim jak Fretka Jeremiaszem. - Skąd ta dziewczyna brała porównania, nie mam pojęcia i szczerze, to nie chcę wiedzieć. 
      - Lu, obudź go proszę. - Pies przekrzywił głowę na bok i w dwóch skokach znalazł się na kanapie. Powąchał kolano śpiącego chłopaka i polizał je. Sekundę później Luhan był już człowiekiem, pochylał się nad czarnowłosym w dwuznacznej pozycji. Dłoń położył mu na brzuchu i musnął jego szyję ustami.
      - Bez jaj! - Dziewczynie obok najwyraźniej się to podobało. Lulu zwiedzał ręką nagi tors chłopaka. Powoli chyba zaczynało go to nudzić, bo westchnął i złączył jego wargi ze swoimi. Nie mam nic do homoseksualistów, ale przez patrzenie na tą scenkę krew mnie zalała. Mam dziwne wrażenie, że to nie Luhana usta powinny się tam znaleźć. Nagle oczy Tao otworzyły się i popatrzyły przed siebie, na Lu, potem przeniosły się na mnie i Triss, po czym znowu na chłopaka, który na nim leżał. Poderwał się jak oparzony i spadł z kanapy. 
      - Co tu się wyprawia?! - Wrzasnął. 
      - Próbujemy cię obudzić. - Odpowiedział spokojnie Lulu. - Nie bierz tego do siebie, ale nie jesteś w moim typie. 
      - To dlaczego mnie pocałowałeś? - Zapytał przerażony Tao.
      - Że niby ja to zrobiłem? - Puknął się w czoło. - Chyba sobie coś uroiłeś, chłopczyku. Wiesz.. - Zmierzył go spojrzeniem od góry do dołu. - Po pierwsze, jesteś dla mnie o wiele za młody, a po drugie, takich niewiniątek jak ty nie mam zamiaru gorszyć. - Luhan wstał i wyszedł z pokoju. Tao popatrzył na nas wzrokiem małej, zabłąkanej owieczki.
     - Rozumiecie coś z tego? 
     - Ja tam nic nie wiem i nic nie widziałam. - Triss podniosła obie ręce do góry, odwróciła się i zniknęła na schodach. Pokręciłam głową na znak, że też nic nie wiem i, podobnie jak wcześniej srebrnowłosa, skierowałam się do swojego pokoju. Przeszukałam całą szafę, w końcu znajdując czarne rurki ze wzorkiem w kształcie gwiazdek wyszytym srebrną nitką, do tego czarny golf z długim rękawem. Przeczesałam swoje włosy i wplotłam w nie cieniutkie rzemyczki, na których były malutkie czarne róże. W mojej szafie zawsze większość ubrań była we wszystkich odcieniach czerni, ale teraz, patrząc na siebie w lustrze, wyglądałam żałośnie. Cała na czarno z włosami koloru krwi wyglądałam jak kostucha. Moje rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. 
      - Proszę.
      - Elie, masz może pożyczyć mi jakąś czarną bluzkę? - Zapytała Triss. Gestem ręki pokazałam jej żeby weszła i wskazałam moją szafę.
      - Szukaj, tylko szybko, bo nie mamy dużo czasu. 
       Nie całe dwadzieścia minut później wszyscy siedzieliśmy już w vanie i kierowaliśmy się w stronę cmentarza. Bałam się jak cholera. Będzie tam moja rodzina, jak ja popatrzę im w oczy, wiedząc, że oni zginęli przeze mnie? Przed kaplicą zebrali się ludzie z miasteczka, sąsiedzi i znajomi, przeszłam między nimi, słysząc szepty na mój temat, wszystkim było mnie szkoda. W środku, zaraz po przekroczeniu progu, przybiegła do mnie siostra mojego ojca i zacisnęła w niedźwiedzim uścisku. Za nią zobaczyłam wujka, który ciepło się do mnie uśmiechnął. Rozejrzałam się, na środku kaplicy stał ołtarz, a przed nim, na specjalnym stojaku stały dwie urny. Dlatego tak długo zwlekano z pogrzebem, próbowano z ciał pozyskać jakiekolwiek dowody, ale były tak bardzo spalone, że nie dało się nawet dobrze zobaczyć tych ciał. Z całych sił próbowałam się nie rozpłakać, płakanie na pogrzebie było dla mnie ukazywaniem własnych słabości. Nie płaczemy za osobą, tylko nad własnym nieszczęściem, bo to TY już nigdy kogoś nie zobaczysz. Cała uroczystość przebiegła spokojnie,obok mnie stał wujek i cały czas trzymał mnie za rękę, chcąc dodać mi otuchy. Po mszy wszyscy skierowali się w stronę miejsca, gdzie miały zostać złożone urny. Wtedy po moich policzkach poleciały łzy. Wtuliłam się w płaszcz wujka, kiedy po moim ciele przebiegały spazmy szlochu. Płakałam, już nawet nie starałam się tego ukryć, w tej chwili zrozumiałam, że zostałam sama. Poczułam jak ktoś odciąga mnie od rękawa wujka i przytula się do moich pleców.
Poczułam ciepło drugiego człowieka, było mi w tym momencie tak wspaniale i przytulnie.
     - Nie jesteś sama. - Usłyszałam bezpośrednio przy moim uchu. Odwróciłam się przodem do chłopaka, dalej mnie obejmował, a ja czułam się jakby wokół była bariera niedopuszczająca do mnie zła. Uspokoiłam się już na tyle, że mogłam coś powiedzieć. 
     - Dziękuję. 
     Kiedy już wszyscy, którzy byli na pogrzebie, złożyli mi kondolencje, w końcu mogłam skierować się z powrotem do domu. Nie chciałam uczestniczyć w stypie, a wujek zrozumiał mój wybór i nawet nie próbował mnie przekonywać. Wiedział, że teraz muszę o tym zapomnieć. Jak dobrze mnie znał. 
    Po powrocie do domu poszłam od razu do siebie, żeby się przebrać. Założyłam bardzo obcisłe szare rurki, tunikę na ramiączkach, do tego czarne trampki, przeczesałam włosy i na koniec zawiesiłam na szyi kilka łańcuszków. Musiałam zapomnieć, chciałam żeby w mojej głowie pojawił się spokój. Przy drzwiach zastałam Luhana z zaciętą miną na twarzy.
     - Idę sama. - Powiedziałam do chłopaka. - Proszę. - Zagryzł wargę i westchnął. 
     - Daję ci trzy godziny. - Oznajmił. - Potem idę cię szukać. - Skinęłam głową, to i tak lepiej niż się spodziewałam.
     Wejście do klubu było niesamowicie oświetlone, nie sposób go było przeoczyć. Nie musiałam ustawiać się w kolejce, bo wszyscy ochroniarze mnie tu znali, często wynosiłam zalanych w trupa znajomych. W środku było duszno i gorąco. W powietrzu unosił się zapach potu zmieszanego z perfumami. Zmarszczyłam nos, nie lubiłam tego. Usiadłam przy barze i zamówiłam pierwszego drinka. Chciałam jak najszybciej odlecieć. Po czterech szklankach ruszyłam na parkiet, skakanie, kręcenie się wokół własnej osi było czymś, co kiedyś robiłam często. Teraz, kiedy wiedziałam, że przyszłam tu sama i czułam procenty zaczynające działać we krwi, było tak inaczej. Co jakiś czas stawałam przy barze, zamawiając kolejnego drinka. Z każdą szklanką było mi coraz lepiej, zapomniałam po co tu przyszłam i jak się tu dostałam. Było mi tak lekko i przyjemnie, przez co chciałam więcej tego magicznego płynu. Około pierwszej poczułam, że ktoś obejmuje mnie wokół tali. W klubie panował coraz większy ścisk ale i tak nie zwróciłam większej uwagi na ten incydent, tańczyłam dalej. Dopiero kiedy te same ręce potrząsnęły mnie za ramiona, odwróciłam się z zamiarem skrzyczenia tego, kto mi zawraca głowę, jednak widząc jego twarz, zaniemówiłam. Przede mną stał ktoś, z kim dawno temu wiązałam przyszłość, ktoś, z kim chciałam założyć rodzinę i zestarzeć się. Alan był ze mną od małego, wychowywaliśmy się razem i spędzaliśmy razem każdą chwilę. Nasi rodzice też popierali ten związek i bardo nam kibicowali, nawet trzyletnia różnica wieku im nie przeszkadzała. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy pojechał na studia. Po pijaku przespał się z jakąś dziewczyną, a ona później zaszła w ciążę. Jego rodzice chcieli go wydziedziczyć, ale za moją namową wybaczyli mu. Związał się z tą dziewczyną, bo uważał że musi, ale z dnia na dzień między nimi zrodziło się uczucie i teraz są szczęśliwym małżeństwem z dwójką dzieci. 
     - Elie, co ty tu robisz? - Zapytał. 
     - Raczej... - Nawet powiedzenie prostego zdania przychodziło mi z trudem. - To ja... powinnam o to... zapytać. - W końcu mi się udało.
     - Mnie nie oszukasz. - Złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia. - Wiedziałem, po prostu widziałem! Już na pogrzebie zachowywałaś się dziwnie, nie jak ty. Kiedy coś cię boli, to wyłączasz się od świata. - Mówił. - Ale żeby zapić się tak, że nie możesz nawet złożyć poprawnie zdania? Jestem w szoku. - Wyszliśmy z klubu i stanęliśmy na chodniku. - Dlaczego Sam na to pozwolił? Nie jest u ciebie? Czemu jesteś sama? - Nie miałam jak odpowiedzieć (nawet jeślibym dała radę wycisnąć z siebie choć jedno słowo), bo ktoś się wtrącił.
     - Nie jest sama. - Ten głos poznam wszędzie. - I przepraszam, że przerywam, ale muszę zabrać ją do domu. - Tao wziął mnie na ręce, czułam się dziwnie kiedy słyszałam jak bije mu serce. 
      - Kim jesteś? - Alan groźnym wzrokiem patrzył na trzymającego mnie chłopaka.
       - Jestem Zitao. - Prawie warknął. - Tyle powinno ci wystarczyć. - Już chciał się odwrócić i pójść, ale straszy złapał go za ramię.
      - Nie, tyle mi nie wystarcza. - Chyba chciał uderzyć Tao, ale przerwał mu głośny warkot. Ten dźwięk też wszędzie bym poznała. - Luhan. - Alan najwyraźniej był w szoku. Znał dobrze mojego psa i wiedział, że nie ufa ludziom, którym ja nie ufam. Alan opuścił rękę i patrzył się w plecy odchodzącego chłopaka. 
      Kiedy dotarliśmy do domu, czarnowłosy zaniósł mnie do mojego pokoju i położył na łóżku. Chciał od razu po tym wyjść, ale złapałam go za rękaw. Spojrzałam mu w oczy.
      - Zostań ze mną.
      Westchnął głośno, ale nie wyszedł. Ściągnął kurtkę i buty, po czym położył się koło mnie na łóżku. Nie mówiliśmy nic, nie było nam to potrzebne, w tym momencie pragnęłam ciepła ciała drugiego człowieka. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, tuż przy moim uchu słyszałam miarowe i silne bicie jego serca, czułam się tak bezpiecznie. Podczas gdy tak leżałam i wsłuchiwałam się w jego serce, on bawił się moimi włosami i gładził mnie po plecach. W pewnej chwili odsunęłam się od niego, tak żeby być twarzą na wysokości jego twarzy. Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, po czym złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Trwaliśmy tak chwilę, nie ruszając się nawet o milimetr, a później wstąpił w nas ogień. Całowaliśmy się, jakby jutro nigdy nie miało nadejść, jego język badał moje podniebienie, oplatał i ocierał się z moim językiem. Najpierw delikatnie i z czułością, a za chwilę brutalnie i namiętnie. Oderwaliśmy się od siebie kiedy zaczęło brakować nam powietrza. Tao przytulił mnie do siebie, ucałował w czoło i oboje odpłynęliśmy w krainę snów.






***





Ranek przyszedł szybko i wiedzieliśmy, że trzeba wracać. Oprócz Luhana, który znał moje najskrytsze przemyślenia, nikt jeszcze nie podejrzewał co zaplanowałam po powrocie. Byliśmy już w połowie drogi do domu nad morzem, kiedy się odezwałam.
     - Wieczorem zaatakujemy Taeila.








__________________________________
Hej wszystkim ;D
Jestem z siebie dumna, że udało mi się napisać ten rozdział. Ostatnio wstąpiły we mnie czarne myśli i byłam gotowa usunąć wszystko, co do tej pory napisałam, ale dzięki kilku osobom jednak będę to kontynuować ;)

Proszę wszystkich, którzy czytają to nędzne opowiadanie - zostawcie po sobie komentarz, to bardzo motywuje do dalszej pracy ;p

Pozdrawiam 
Elie

~~~~~~~~~~~~~~~
Apff, a ktoś to w ogóle czyta? I wypraszam sobie, nędzne to to może jest zanim trafi do mnie, już ja dbam o to, żeby takie nie było xd Muszę też powiedzieć, że jestem jedną z osób, które zareagowały oburzeniem na wieść o planach usunięcia tego opowiadania (do tej pory sądziłam, że jedyną ;d) i wybiłam to z głowy autorce. Choć nie do końca grzecznie, z tego co pamiętam... Ale ważne, że w ogóle ;>
                                                                                                        Luna

sobota, 6 września 2014

Rozdział 6

Hej wszystkim! Dziś na początku ;)
Pierwsza część rozdziału jest pisana oczami nowej bohaterki. Chciałam wprowadzić coś innego i padło na nią. Jest ostatnią osobą, która pojawi się w tym opowiadaniu. ;)

__________________________________

   Ciężko zaczęło się moje nowe życie.  Ni stąd ni zowąd jakiś wariat mówi mi, że od dziś będę posiadała jakieś moce i chronić będzie mnie jakiś chłopak. Sorry, ale moje życie już i tak jest do dupy, a ci szaleńcy wcale mi nie pomogli. Niestety, nie mogę nawet zadzwonić na policję z donosem, że wypalili mi w dłoni jakieś znaki, bo kiedy zrobią oględziny mojego ciała, zobaczą siniaki, stare, źle zrośnięte złamania, na pierwszy rzut oka widać, że spowodowane pobiciem. Rodzice katowali mnie już odkąd pamiętam, dostawało mi się za wszystko, nawet za to, co nie było moją winą. Z zewnątrz kochająca się rodzinka, chodząca na przyjęcia w strojach i butach od najlepszych projektantów, mieszkająca w wielkim domu. Krótko mówiąc, wspaniała rodzina jednego z wysoko postawionych polityków. Jednak nic bardziej mylnego. Jestem ich jedyną córką. Córką, której nie chcieli. Matka zaszła w ciążę bliźniaczą, spodziewała się chłopca i dziewczynki. Syn miał być następcą ojca i przejąć cały majątek rodziny, plany na jego życie były ustalone jeszcze zanim okazało się, że przyjdzie na świat. A ja byłam tylko pięknym dodatkiem od Boga, miałam być tylko dobrze prezentującą się damą, córką na pokaz, nie mającą własnego zdania, miałam znaleźć męża pasującego do naszej rodziny, słuchać go i nawet nie myśleć o sprzeciwie, oraz urodzić mu gromadkę dzieci. Ale już podczas porodu pojawiły się komplikacje, nasze pępowiny zaplątały się wokół naszych szyi i nawzajem się zabijaliśmy. Lekarzom udało się uratować tylko mnie, co spotkało się ze złością i zawodem ze strony moich rodziców. Do tej pory nie wybaczyli mi, że zabiłam im ich syna. Nie chcieli na mnie patrzeć czy nawet przebywać w moim towarzystwie. Moje pierwsze lata spędziłam z babcią, to ona dała mi imię i pokazała co to jest miłość. Kiedy skończyłam trzeci rok, babcia ciężko zachorowała i już nie mogła się mną opiekować, wtedy zaczęło się piekło. Trafiłam do domu rodziców poniżana, wyzywana i karana. Długo nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje, co złego zrobiłam. Z roku na rok było coraz gorzej, ojciec bił mnie codziennie, nie szczędząc przy tym wyzwisk. Jedyne, co mnie w życiu dobrego spotkało, to chłopak. Poznaliśmy się w szkole, kiedy moja drużyna miała zawody. Często zdarzało się, że dyrektorzy innych szkół zapraszali nas na mecz, w końcu nasza prywatna uczelnia należała do elitarnych, gromadziła dzieci wpływowych i znanych ludzi. Taka szkoła dla bogatych, zapatrzonych w siebie dzieciaków, które mają wszystko co chcą. Kiedy zaprosili nas do tej szkoły, dużo mnie to nie obeszło, nie koleguję się z nikim z drużyny, ja tam tylko gram. Mecz oczywiście wygrany, bo co jak co, ale taka bogata placówka może pozwolić sobie na najlepszych trenerów. Rytuałem naszej drużyny jest przejście się w strojach po tych "biednych" szkołach, bo tym pustakom sprawia to przyjemność a jak przy okazji upokorzy lub wyśmieje się kilka dziewczyn, to dodatkowy sukces. Tak stało się i tym razem. Znana na pół kraju drużyna siatkarska, w swoich droższych od niejednego domu strojach (dodajmy, że ledwo co zasłaniających pośladki) idzie sobie jak gdyby nic po twoim korytarzu, głośno komentując tutejsze obskurne warunki, nie jest tym, co chcesz oglądać. Zawsze trzymałam się z tyłu nie chcąc brać w tym udziału, nie sprawia mi przyjemności gnębienie ludzi, może dlatego, że sama jestem ofiarą. Czasem zdarzy mi się przewinić, ale w ogóle się tym nie przejmuję. Czemu? Bo i tak po powrocie do domu rodzice spuszczą mi niezły łomot, więc dlaczego nie dać im jakiegoś powodu? Tak wróciłam kiedyś z kolczykami w wardze po obu stronach, tatuażem na dłoni. Często z nudów zdarzy mi się wdać w pyskówkę z nauczycielem albo przyjść pijana do szkoły.
    Kiedy moje koleżanki znalazły swój nowy cel, oddaliłam się od nich i dalej zwiedzałam szkołę. Nie szłam szybko, bo dzień wcześniej ojciec nieźle mnie urządził i nawet zwykłe chodzenie sprawiało mi trudności. Nagle zza zakrętu wbiegł na mnie jakiś chłopak, zderzając się ze mną. Upadając, stłukłam jeszcze bardziej miejsce, gdzie najbardziej mnie bolało. Syknęłam z bólu i z pięści uderzyłam go w twarz, po czym zemdlałam.
   Obudziłam się w jakiejś klasie i pierwsze co zobaczyłam po otworzeniu oczu, to burza włosów w jakimś trudnym do zidentyfikowania kolorze. Należały do chłopaka o dużych oczach, który w tym momencie pochylał się nade mną.
   - Przepraszam, że na ciebie wpadłem. - Uśmiechnął się. - Może w zamian dasz się zaprosić na kawę?
   I tak zaczęła się nasza znajomość. Lubiłam spędzać z nim czas, był zabawny i naprawdę pomocny. Po jakimś czasie zostaliśmy parą, co spotkało się z kolejnym atakiem rodziców. Matka, bijąc mnie, krzyczała, że jak już muszę żyć i mieć ich nazwisko, to chociaż powinnam spotykać się z kimś wysoko postawionym, a nie z chłopakiem z żadną przyszłością. Nie słuchałam ich, byłam po raz pierwszy szczęśliwa i zakochana. Kiedy odkrył ślady na moim ciele, chciał żebym poszła do szpitala i na policję. Z nim czułam, że mogę pokonać wszystkie trudności.
   Od czasu jak ten wariat nagadał mi bzdur, chodzi za mną jakiś koleś, mówiąc, że będzie mnie bronił. Oczywiście nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi i udawałam, że nie istnieje. Od tamtej chwili moje włosy zrobiły się srebrno-szare, a oczy burszytnowo-pomarańczowe, co zaczęło mnie bardzo martwić. I cały czas nie miałam kontaktu z moim chłopakiem, tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Przez to czułam się coraz gorzej. Pewnego dnia, kiedy wracałam wieczorem do domu (bardzo zdenerwowana, bo ten pajac znowu za mną łaził), kilku chłopaków złapało mojego prześladowcę i, bez skrupułów, skręcili mu kark. Poczułam w sobie obezwładniający ból. Upadłam na kolana i spojrzałam w jego kierunku. Ci, którzy go zamordowali, rozglądali się na boki szukając kogoś, i miałam dziwne wrażenie, że szukają mnie.
   No i tak właśnie skończyłam teraz, siedząc na przystanku z walizką. Kiedy po zobaczeniu morderstwa wróciłam do domu, zauważyłam na biurku kartkę z adresem i dopiskiem "Tam będziesz bezpieczna". Więc właśnie tam jadę.


***


   Czemu to musi być tak daleko? Podróżowałam już trzema autokarami, a teraz czekam na ostatni autobus, który zawiezie mnie dokładnie na ulicę, gdzie znajduje się dom, do którego się wybieram. Na szczęście przyjechał szybko i równie szybko dostałam się na miejsce. Nie było tam żadnych budynków, zwykła pusta droga. Skierowałam się w stronę szumu morza, cały czas rozglądając się za jakimiś znakami życia. Zza zakrętu powoli wyłaniały się pierwsze mury domu, był przyjemnego kremowego koloru, z brązowymi okiennicami i kwiatami. Był wielki, wyglądał jak hotel. Podeszłam do drzwi i lekko zapukałam, za nimi rozległy się kroki i po chwili się otworzyły. Pojawił się w nich chłopak o wielkich oczach i pomarańczowych włosach. W pierwszej chwili nie wiedziałam co się dzieje. Może mam zwidy, tyle kilometrów od domu, to niemożliwe. Chłopak odezwał się pierwszy.
   - Triss, co ty tu robisz? - Był zaskoczony i lekko przerażony, ale również bardzo szczęśliwy.
   - Uciekłam z domu, a ktoś kazał mi tu przyjść. - Odpowiedziałam. On złapał mnie za dłoń i spojrzał na nią, widząc bliznę uśmiechnął się lekko i pocałował mnie w nią.
   - Nie chciałem cię tam zostawiać, ale wolałem żeby nie groziło ci większe niebezpieczeństwo. - Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Znowu poczułam się bezpiecznie, po raz pierwszy od dawna. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie, jednak wiedziałam, że to niemożliwe.
   - V, dlaczego tu jesteś? Co to za miejsce?
   - Jestem z tego samego powodu co ty, tu nic nam nie grozi. A to miejsce to był kiedyś pensjonat, teraz jest to nasza kryjówka. - Pociągnął mnie do środka. - Chodź, poznasz resztę.
   - V, kto to? - Nagle na ramieniu mojego chłopaka uwiesiła się dziewczyna, miała piękne czerwone włosy i niesamowicie zielone oczy, do tego była śliczna. Nie jak dziewczyny w mojej szkole, ładne dzięki portfelom rodziców i sprawnym dłoniom lekarzy, nie, ona była piękna naturalnie. Tae popatrzył na nią z jakimś dziwnym uczuciem, najpierw myślałam o najgorszym, ale patrząc na nich zobaczyłam, że w jego oczach jest tylko troska i delikatność, jakby dziewczyna miała się zaraz rozpaść. Już nie raz widziałam u niego takie spojrzenie, patrzył tak na Mikę, jego młodszą siostrę, kiedy leżała w szpitalu czekając na operację. Z miejsca polubiłam tę czerwonowłosą dziewczynę, emanowała taką dobrą aurą.
   - To Triss, moja dziewczyna, ta o której ci opowiadałem. - Jej wielkie oczy spoczęły na mnie. Lekko się uśmiechnęła.
   - Miło mi poznać. - Podeszła do mnie, wyciągając rękę. Uścisnęłam ją. Jej wyraz twarzy po chwili stał się pusty, odwróciła się i odeszła. V podążał za nią smutnym wzrokiem, lekko przygryzając wargę. Zawsze tak robił, gdy się o kogoś martwił.
   - Śliczna jest. - Powiedziałam.
   - Jest. - Stwierdził. - Ale ty, kochanie, jesteś najpiękniejsza na świecie. - Pocałował mnie delikatnie w usta.
    - Coś jej się stało?
    - Musisz wiedzieć, że są ludzie, którzy pragną naszej śmierci i oni nie cofną się przed niczym. Kilka tygodni temu, kiedy mieliśmy z nimi starcie, akurat przyjechali rodzice Elie i... zostali zabici przez naszych wrogów. Nie może sobie z tym poradzić. Kiedy już wszyscy myślą, że jest lepiej, ona znowu zamyka się w sobie. Gdyby nie Luhan, jej strażnik, i Tao, dawno by się całkiem załamała. - W jego oczach widać było szczerą troskę. - A czemu jesteś sama? Gdzie twój strażnik?
   - Nie ma. - Opowiedziałam. - Nie żyje.



*****Elie*****




   Nowa dziewczyna okazała się świetną osobą. Jej szczery, uroczy uśmiech powalał na kolana większość zebranych w domu osób. Do tego wraz z V rzucali do siebie dyskretne czułe spojrzenia. Byłam szczęśliwa, że w końcu chłopak może znów z nią być, bo tyle o niej mówił. Od tamtego dnia mało się odzywałam, spędzałam czas głównie w swoim towarzystwie i nie miałam z tym żadnego problemu. Największym utrapieniem był Tao, cały czas czegoś ode mnie chciał, nie dając mi nawet chwili sam na sam z własnymi myślami. Ale przez te kilka tygodni moim ulubionym zajęciem było obserwowanie reszty. Relacje między Luhanem a Taeminem z dnia na dzień stawały się coraz gorsze. Prawie ze sobą nie rozmawiali, a jeśli już, to tylko podczas kłótni. Cassie chodziła po domu często podśpiewując i kiedy tylko się dało, obsypywała pocałunkami Korę. Widać, że między nimi było coraz lepiej. Luna spędzała najwięcej czasu z U-Kwonem i Zelo. Przez swoją subtelną budowę i dziecięcą buźkę, mogłaby być postrzegana jako młodsza od nich. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak siedemnastoletnia dziewczyna może mieć wygląd trzynastolatki, ale to było w niej urocze. Niestety, ten urok jest tylko zewnętrzny, bo w środku tej przesłodkiej istoty mieszka prawdziwy diabeł. Kiedy ten mały chochlik się zdenerwuje, to trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie. Jimin, V i Jackson nie mogą usiedzieć długo w jednym miejscu i swoją energię najczęściej wyładowują grając na PlayStation Zelo. Mark, widząc ich wygłupy, często śmieje się pod nosem. Jednak nie bierze w tym udziału. Jest od nich o wiele spokojniejszy i od gry w FIFĘ zdecydowanie woli karty. Podobnie jak strażnik Luny, L, który odnajdywał prawdziwą przyjemność w ogrywaniu Marka w pokera lub brydża. Mimo to, od czasu do czasu robił sobie przerwę i dosiadał się do wariatów na kanapie, tylko po to, żeby pokazać, kto tak naprawdę jest mistrzem piłki nożnej.
   Dzisiejszy dzień był jak zwykle, najpierw jakiś trening z mocami, później czas dla siebie. Postanowiłam, że wykorzystam go na przechadzkę po lesie koło domu. Wyszłam cicho i krążyłam między drzewami. Wiedziałam, że ktoś jest za mną, Luhan nigdy nie zostawia mnie samej.
   - Możemy porozmawiać? - Cichy głos rozbrzmiał kawałek przede mną. Zobaczyłam dziewczynę o ciemnych włosach i błękitnych oczach. Gisa.
    - O czym?
    - Przyszłam zapytać czy... mogłabym do was dołączyć. - Jej twarz nie wyrażała wiele. - Codziennie budzę się w strachu, że ktoś mnie zabije. Ci ludzie nie mają skrupułów mordować nawet własnych towarzyszy. - Nie byłam temu chętna, ona to chyba dostrzegła, bo kontynuowała. - Oczywiście odwdzięczę się, znam informacje, które mogą być wam pomocne. - Więcej nie było mi trzeba. Moja krew zapłonęła rządzą zemsty.
   - Zgoda. - Podałam dziewczynie rękę, a ona ją chwyciła. - A teraz mów.
   - Wiem, gdzie dokładnie znajduje się kryjówka Taeila. - O to mi chodziło, w mojej głowie zaczął rodzić się plan doskonały, już nie mogę się doczekać, jak zobaczę wyraz twarzy reszty. - I jest wśród was zdrajca.
    - Czemu tak mówisz?
    - Taeil wie, że jesteś teraz w depresji i chciałby zaatakować jak najszybciej, ale od kogoś dowiedział się, że masz u siebie pierwszą piątkę, a on nie, i wie, że to byłoby samobójstwo uderzyć na was teraz. Zbiera siły. - Ufałam wszystkim tym ludziom jak sobie samej, więc słyszenie, że ktoś nas zdradził, było bardzo dotkliwym ciosem w serce.
    - Dobrze, dziękuję. - Wyciągnęłam do niej rękę, a gdy ją chwyciła, splotłam jej palce ze swoimi i skierowałam ją do naszego domu.
    Weszłyśmy do salonu przez taras, a wszystkie oczy zostały zwrócone ku nam. Większość osób miała na twarzy wymalowane zdezorientowanie.
    - To Gisa, od dziś będzie z nami mieszkać. - Rozejrzałam się po zebranych. - Luna, mogłabyś zająć się nią i pokazać jej, gdzie będzie mieć pokój? - Drobna dziewczyna uśmiechnęła się i zabrała nową koleżankę na piętro domu. W salonie panowała niezręczna cisza, którą przerwało raptowne wejście Taemina.
    - Patrzcie! Fajnie to wygląda? - Zapytał z dużym uśmiechem na twarzy. Kiedy tylko zobaczyłam, co ze sobą zrobił, byłam lekko zdziwiona.. no, może nie lekko. Jego włosy były białe, do tego ścięte i inaczej ułożone. Miał mocny makijaż na oczach i gdybym nie wiedziała, że to on, w życiu bym go nie poznała. Spojrzałam na Luhana, mocno zaciśnięte usta i odrobinę przymrużone oczy. Chyba nie był zadowolony ze zmian swojego chłopaka. - Boże, jeśli się wam nie podoba to spoko, ale nie musicie mnie lustrować takim wzrokiem!
    - Nie, stary! Wyglądasz… - Zelo próbował ratować sytuację. - Inaczej! Ale jak tak na ciebie patrzę, to podoba mi się. - Podszedł do niższego i rozwalił mu nową fryzurkę. - Tylko masz chyba za mocny makijaż.
    - Nie, jest okey. - Uśmiechnął się od ucha do ucha. - To ja idę do siebie. - Po tych słowach zniknął na piętrze. Co się dzieje w tym domu. Ehhh. Idę spać.
    - Elie. - Już kierowałam się na górę, kiedy zatrzymał mnie głos Luhana. - Mogę dziś spać u ciebie? Nie chcę gadać z młodym.
    - Jasne.



*****

    - Tu będzie twój pokój, mój jest prawie naprzeciwko, więc jeśli będziesz czegoś potrzebować, wpadnij. - Gisa nie miała pojęcia, dlaczego ta dziewczynka jest dla niej taka miła.
    - Czemu to robisz?
    - Ale - Luna, zaskoczona, zrobiła chwilę przerwy - co masz na myśli? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
    - Czemu jesteś dla mnie taka pomocna i miła? Nic z tego nie rozumiem.
    - Jeśli Elie cię tu przyprowadziła to znaczy, że ma do tego powód, a ja pójdę za nią wszędzie i będę z nią, niezależnie od jej decyzji. - Niższa dziewczyna spojrzała Gisie w oczy.  - Uratowała mi życie. - W brązowowłosej odezwało się wspomnienie łkającej i krzyczącej dziewczyny w jednym z pokoi w kryjówce Taeila. Codzienne tortury na nic się nie zdawały. Nic im nie powiedziała, a jej płacz zawsze był błaganiem o opatrzenie jej strażnika. - Poza tym, wiem jak on cię traktował, dobrze że odeszłaś. - Kolejna fala wspomnień zalała dziewczynę. Pamiętała słone łzy, kiedy jej własny strażnik był mocno bity bo On odkrył, że chciała uciec.
    - Dzięki mała. - Rozwichrzyła jej włosy.
    - Nie ma za co. Ach, i - uśmiechnęła się przebiegle - może jestem niska, ale jestem rówieśniczką Elie. - Na widok miny Gisy, Luna roześmiała się głośno, wychodząc z pokoju. Przed drzwiami, stał oparty o ścianę U-Kwon. Słysząc śmiech dziewczyny, także się uśmiechnął. Byli teraz naprzeciwko siebie.
    - Widzę, że humor dopisuje. - Odepchnął się od ściany, zbliżając się do blondynki. - Co powiesz na mały, wspólny seans filmowy? - Zapytał, przygryzając wargę. - Musisz tylko wybrać film, reszta jest już gotowa. - Mówiąc to, pociągnął dziewczynę za rękę w stronę swojego pokoju. Otworzył drzwi i przepuścił Lunę pierwszą. Z łóżka została zrobiona prowizoryczna kanapa a przed nią, na krześle, stał laptop. Na półkach były przygotowane przekąski i napoje. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale rozchyliła tylko usta i, prawdopodobnie ze zdziwienia, nie zdołała wydobyć z siebie ani słowa. Po chwili zamrugała szybko, jakby po to, żeby się ocknąć, wzięła też głęboki oddech, jednocześnie otwierając buzię jeszcze szerzej. Dłonie przyłożyła do policzków w najsłodszy sposób, jaki U-Kwon mógłby sobie wyobrazić. W końcu odwróciła wzrok od pokoju i spojrzała na niego. Kiedy ich oczy się spotkały, uśmiechnęła się szeroko, niczym małe dziecko, które dostało pudełko czekoladowych ciastek bez żadnej okazji. Wszystko w niej wyrażało zachwyt, postawa, każdy gest, spojrzenie… U-Kwon, widząc to, nie mógł powstrzymać się przed dumnym uśmiechem.
    - Podoba ci się. - Stwierdził, i bynajmniej, nie było to pytanie.
    Luna wróciła spojrzeniem przed siebie i radośnie wyrzuciła ręce na boki, jakby chciała przytulić wszystko, co widziała.
    - Ojoooj - pisnęła naprawdę wysoko - Oczywiście że mi się podoba! Przygotowałeś to sam? I to naprawdę wszystko dla mnie? To takie...
    - Tak, wiem. - Przerwał Lunie jej potok słów. Nie posiadał się z radości, że to dzięki niemu jest tak podekscytowana. - Jestem cudowny. - Przytulił się do pleców dziewczyny, wkładając głowę w jej włosy. - No! To teraz tylko trzeba wybrać film i jedziemy z tym koksem! - Oboje roześmiali się głośno.




************************************
Dodatek Yaoi


    Taemin nie miał zamiaru iść do pokoju, tak jak powiedział swoim przyjaciołom. Wyszedł przez okno, zostawiając je uchylone, jakoś musiał wrócić. Zeskoczenie z pierwszego piętra było łatwe. Szybko znalazł się w lasku. Biegł przed siebie dość długo, kiedy nagle ktoś złapał go i przystawił nóż do szyi.
    - Spróbuj choćby drgnąć, a poderżnę ci gardło. - Nie minęła nawet chwila, kiedy osoba, która go trzymała, zaczęła całować go po karku, nóż znalazł się na ziemi, a ręce oprawcy teraz błądziły po jego ciele. - Minnie - Wymruczał mu do ucha, na co on obrócił się w uścisku i stanął z nim twarzą w twarz. Duże, brązowe oczy, charyzmatyczne rysy. Jak dobrze go znał. Minho. Kiedy się spotykali, nie mogli ryzykować, że ktoś ich zobaczy. Wtedy któryś z nich straciłby życie.
    - Powiedz, jak podoba ci się moja nowa fryzura? - Zapytał młodszy.
    - Jest niesamowita. - Zaczął chłopak. - Już nie wyglądasz jak dziecko i kiedy będę w ciebie wchodził, nie poczuję się jak pedofil. - Taemin roześmiał się.
    - W takim razie, na co czekasz? - Bardziej wyraźnego zaproszenia brązowowłosy nie potrzebował. Nie kłopocząc się z rozpinaniem bluzy, ściągnął ją przez głowę razem z koszulką, zostając bez żadnej górnej części odzieży. W tym samym czasie młodszy uporał się ze swoim T-Shirtem. Całowali się długo, namiętnie i brutalnie. Obydwoje walczyli o dominację w tej pieszczocie, ale zdobył ją oczywiście starszy. Kiedy się od siebie oderwali, popchnął mało delikatnie blondyna na drzewo, na co z ust poszkodowanego wyrwał się syk bólu. Przyszpilony do pnia przez ciało Minho, mógł się tylko oddać coraz to większej przyjemności, jaką było lizanie i podgryzanie sutków. Tae nie mógł nic poradzić na to, że z jego gardła wypływały ciche jęki i posapywania. Brunet do swojej zabawy dołączył rękę, gładząc męskość młodszego przez materiał dżinsów.
    - Ś... ściągnij. - Taemin wyjęczał. - Ściągnij to i weź mnie w końcu. - Starszy uśmiechnął się, ale spełnił prośbę swojego kochanka.
    - Dziś, kochanie, bawimy się na ostro. - Znowu popchnął chłopaka, tyle, że tym razem na ziemię, jednocześnie rozpinając rozporek w spodniach. - Weź. - Blondyn patrzył na niego z rozbawieniem w oczach, ale grzecznie zrobił, co mu kazano. Lizał, ssał i delikatnie zahaczał zębami główkę penisa starszego. Kiedy zaczął poruszać głową, starając się wziąć go całego do ust, chłopak nad nim zaczął jęczeć. - Postaraj się zostawić jak najwięcej śliny. - Powiedział brązowowłosy i kolejny rozkaz został spełniony przez Tae. Kiedy skończył, został pociągnięty w górę i odwrócony przodem do drzewa. Ręce Minho gładziły jego uda i pośladki. Schylił się i polizał go po obydwu jędrnych półkulach. Z ust młodszego można było usłyszeć coraz to głośniejsze jęki. Chciał, żeby brunet wziął go teraz i natychmiast, w tym momencie nie pragnął niczego innego, oprócz uczucia wgłębiającego się w niego członka.
    - Możesz przestać się ze mną droczyć? - Warknął rozdrażniony chłopak.
    - Jak chcesz, księżniczko. - Minho uderzył wypiętego chłopaka w jeden z pośladków i rozszerzył je. - Postaraj się być cicho. - Po skończonej wypowiedzi, wbił się cały w Taemina. W lesie rozbrzmiał krzyk bólu. - Miałeś być cicho!
   - To kurwa nie jest śmieszne! - Krzyknął młodszy. - Czemu to zrobiłeś? - Po jego twarzy płynęły łzy. Nie był gotowy na przyjęcie całej jego długości bez wcześniejszego przygotowania. Brunet dał blondynowi chwilę na przyzwyczajenie się, a później zaczął się poruszać. W ich seksie nigdy nie było czułości, ciepła i spokoju. Obydwoje woleli raczej uprawiać dziki seks w dziwnych miejscach. Minho pchał chaotycznie i głęboko, ręką pompując członka swojego kochanka. Stęków i jęków było coraz więcej. Nie minęło dużo czasu, aż obaj doszli ze swoim imieniem na ustach.




___________________________________
To znowu ja xD
Piszę też tu, żeby coś wyjaśnić.
Jak na pewno zauważyliście, w rozdziale zmienia się narrator. Zrobiłam to, bo chciałam przybliżyć wam, co dzieje się również u innych domowników. Myślę, że takie wstawki będą się często pojawiać.
Pozdrawiam ;D


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, bo nie widzę żadnych komentarzy :c Jednak liczba wyświetleń mówi co innego. Rozdział miał być wczoraj, ale obie z Elie pracowałyśmy nad nim do późnego wieczora, i ona skończyła, natomiast ja kończę dziś ; ) Ale przynajmniej mam pewność, że wszystko jest idealnie, tak jak powinno. Na koniec, takie małe podziękowanie dla autorki, za to, że pozwala mi zmieniać po swojemu co chcę i jak chcę, bo wie, że wszystko co robię, jest dla dobra opowiadania. : )
                                                                                                                 Luna