Strony

sobota, 16 sierpnia 2014

Recenzja - Danger

Przed moim wyjazdem postanowiłam napisać mini recenzję ;)

wykonawca : Lee Taemin

Czas trwania: 3:26
Wytwórnia: SM Town
Data wydania: 16 sierpnia 2014 (15 sierpnia, godz. 17 - Polska)
Choreografia: Ian Eastwood 
Muzyka : Thomas Torelsen, Remee  S. Jackman





    Jak dowiedziałam się, że Taenim wydaje solową płytę, byłam w niebie. Niecierpliwe czekanie na zdjęcia, teasery, jak i całe MV. Po pierwszych zdjęciach wydałam okrzyk zwycięstwa i połowę z nich wydrukowałam i powiesiłam na tablicy korkowej nad biurkiem. Z kolejnymi zdjęciami przyszła fala śmiechu, co jak co, model piękny i w ogóle, ale leżąc w krzakach wyglądał jak jakiś "żul" xD Po teaserze zaczęłam się bać. Piosenka wpadająca bardzo mi się podobała i "pam, pam, pam , pam, pam , pam , pam" chodziło za mną kilka dni.




Wszystkich piosenek na płycie jest 6 :
1. Ace
2. Danger
3. Experience
4. Pretty Boy
5. Wicked
6. Play Me

   Chociaż "Danger" bardzo mi się podoba, nie jest moją ulubioną z tej płyty. Sama osobiście wolę "Pretty Boy"(ft. KAI of EXO) ;)
    Choreografia, jak przystało na Minniego, dopracowana w każdym stopniu. 

    Co jeszcze mogę napisać, to to, że nasz mały, słodki maknae dorasta. Kolczyki, mocny makijaż i goła klata. Niby SM już od jakiegoś czasu go na takiego promuje, ale większości i tak będzie kojarzyć się z tym rudo i długowłosym, chudziutkim chłopaczkiem z Lucifera ;)

    Płyta już jest zaplanowana i tylko czekam, aż się pojawi w Polsce do kupienia ;)


Jesteś taka silna
Gdyby nie ja, nikt nie mógłby Cię okiełznać
Pokonam mur i otworzę Twoje niedostępne serce

Nadchodzę jak wiatr
Znikam jak dym
Zwodzę Twoje oczy
Podchodzę jak płatek
Wbijam się jak cierń
Zmierzam po Twoje serce

Niebezpieczeństwo
Tej nocy, tej nocy
Tej nocy, tej nocy
Niebezpieczeństwo
Ukradnę Cię, ukradnę Cię
Ukradnę Cię

Zostań, gdy moje palce za Tobą podążają
Jesteś jedyną, która lśni na świecie
Zostań, noc pochłonięta przez ciemność
Czas na moje przedstawienie

Niebezpieczeństwo
Razem, razem
Razem, razem
Niebezpieczeństwo
Zniknijmy, zniknijmy
Zniknijmy, zniknijmy

Jestem ostrożny
Mam tylko jeden cel
Odliczam sekundy
Mój idealny scenariusz

Kiedy patrzę, jesteś jak labirynt
Kiedy chwytam, jesteś jak piasek
Mija więcej czasu
W mojej głowie jesteś niczym mgła
Jak porozrzucane puzzle
Wydaje mi się, że Cię znam, ale tak nie jest

Niebezpieczeństwo
Tej nocy, tej nocy
Tej nocy, tej nocy
Niebezpieczeństwo
ukradnę Cię, ukradnę Cię
Ukradnę Cię

Zostań, w Twoją oczywistą pułapkę
Rzucam się raz jeszcze
Zostań, w tę noc, kiedy tylko Ty możesz mnie zobaczyć
Czas na moje przedstawienie

Niebezpieczeństwo
Razem, razem
Razem, razem
Niebezpieczeństwo
Zniknijmy, zniknijmy
Zniknijmy, zniknijmy

Niebezpieczeństwo, wiesz wszystko
Och, kochanie, tak
Poruszasz mnie kolejny raz
Kontrolujesz mnie
Och, kochanie, tak

Niebezpieczeństwo
Tej nocy, tej nocy
Tej nocy, tej nocy
Niebezpieczństwo
Ukradnę Cię, ukradnę Cię
Ukradnę Cię, ukradnę Cię

Niebezpieczeństwo
Razem, razem
Razem, razem
Niebezpieczeństwo
Zniknijmy, zniknijmy
Zniknijmy, zniknijmy

Zostań, wszystko jest Twoim planem
Prawda leży w Twoich rękach
Zostań, to noc, kiedy cały świat wydaje się mój
Czas na moje przedstawienie

Niebezpieczeństwo
Tej nocy, tej nocy
Tej nocy, tej nocy
Niebezpieczństwo
Ukradnę Cię, ukradnę Cię
Ukradnę Cię, ukradnę Cię

Niebezpieczeństwo
Razem, razem
Razem, razem
Niebezpieczeństwo
Zniknijmy, zniknijmy
Zniknijmy, zniknijmy

Co do oceny, postanowiłam że zmienię system. Będę brała pod uwagę 3 rzeczy : piosenka, teledysk, wrażenie ogólne, po czym będę wyciągać z tego średnią.

Piosenka : 5
Teledysk : 7
Wrażenie ogólne : 6

Ocena końcowa : 6


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 5

   Poranek zapowiadał spokojny słoneczny dzień, ale wciąż miałam przeczucie, że coś złego się dzisiaj wydarzy. Zdaje się, że wstałam pierwsza, bo w całym domu panowała błoga cisza. Takie dni uwielbiam, świeci słonko ale jest przyjemny chłodek, nie słychać tych irytujących ptaków ani bzyczenia much. Jednym słowem, żyć, nie umierać. Zrobiłam sobie kolorowe kanapki, kawę i przeniosłam się do salonu, chcąc pooglądać telewizję. Skakałam po kanałach, szukając czegoś, co mogłoby zwrócić moją uwagę. Niestety, jak to bywa, akurat nic nie było. Wzdychając i cicho przeklinając, zostawiłam kanał, na którym leciała najstarsza wersja Scooby Doo. Zjadając śniadanie i wypijając poranną porcję kofeiny, pomyślałam, że w domu przyda się trochę świeżego powietrza, więc podeszłam do drzwi balkonowych, podnosząc rolety i otworzyłam je na oścież. Na tarasie leżało czterech chłopców, praktycznie na sobie. Wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam. To bezdomni jacyś czy co tu się kurna dzieje? Wspomniani wcześniej, na mój wrzask zerwali się i rozglądali zdezorientowani.
    - Elie? Co się stało? - Koło mnie pojawił się Luhan.
    - Sama nie wiem. - Odpowiedziałam. - Wystraszyłam się, bo zobaczyłam tą czwórkę leżącą na ziemi. Niecodziennie można spotkać przed swoim domem taki widok. - Mój strażnik popatrzył na wskazanych przeze mnie dzikich lokatorów i rozpromienił się.
    - Jackson! Jimin! - Wykrzyknął. - Jak się cieszę, że jesteście! - Przytulił dwójkę z nich. - Pewnie musicie być głodni. Prawda? Zaraz obudzę Tae, on coś nam przyrządzi. - Po czym zaprosił ich od środka. No tak, najlepiej wziąć czwórkę bezdomnych do domu, kazać swojemu facetowi dla nich gotować, a swojej "pani" nawet nie powiedzieć kim oni są.
    Lulu znikł na górze, pewnie chcąc sprowadzić Taemina, a ja bez krępacji im się przyglądałam. Jeden miał bardzo zagubiony, uroczy uśmiech i czerwono-rudo-różowe włosy, do tego był całkiem wysoki. Z kolejnym moje pierwsze skojarzenie to "wielkooka przerażona ryba", nie wiem czemu, ale jak na niego patrzyłam, to właśnie to przychodziło mi na myśl. Hmm.. Był bardzo przystojny. Elie, uspokój się! To nie czas na romanse a poza tym... Wróć, żadne "poza tym".
   Pozostała dwójka wyglądała podobnie do siebie. Praktycznie te same czapki z prostym daszkiem, spodnie z krokiem w kolanach i koszulki na prostych ramiączkach, takie, jakie mają koszykarze. Tylko twarze im się różniły, jeden miał bardziej dziecinną twarz a drugi trochę dojrzalszą, ale sądząc po błysku w oczach, to takie same dzieci jak Zelo i U-Kwon. Panom 1 i 2 chyba nie było na rękę, że tak im się przyglądam, za to jeden z "klonów" był wyraźnie ucieszony tym faktem. Zbliżył się do mnie, chwycił za rękę i pocałował w jej wierzch.
   - Witam panią. Jestem Jackson. - Posłał mi zniewalający uśmiech. Muszę powiedzieć, że większość dziewczyn padłaby mu w tej chwili pod nogi, no ale ja to nie większość.
   - Miło poznać, ja jestem Elie. - Też obdarzyłam go uśmiechem, najlepszym jakim tylko potrafiłam. - Przepraszam, ale kim wy tak w ogóle jesteście?
   - Jak to kim są? - Od strony schodów usłyszeliśmy głos Taemina. - Toż to Jackson i Jimin! Największe głodomory świata. - Zbliżył się do mnie i szepnął mi prosto do ucha : - Ta dwójka razem jest milion razy gorsza od Zelo i U-Kwona. Teraz to będzie tu armagedon. - Wyprostował się i uśmiechnął. - Pewnie nie znacie jeszcze Elie. To następczyni Ireth. A wasi nowi podopieczni to?
   - Jestem Mark. - Powiedział "Pan 1". - Miło mi poznać. - W tym widzę nadzieję, z takim niewinnym uśmiechem nie ma szans, żeby okazał się jak reszta tych zwierząt w domu.
   - Mam na imię V. - Rodzice okłamywali mnie pół życia, mówiąc, że dzieci i ryby głosu nie mają. A ta ryba ma, i to jaki. Odchrząknął. - A ten tam, co wraz z Jacksonem ślini się na widok jedzenia, to Jimin, mój strażnik. - Coraz nas więcej, a to oznacza, że większe bezpieczeństwo.
    Z góry powoli zaczęli schodzić ludzie, zwabieni zapachami śniadania. Kiedy w kuchni pojawiła się Kora z U-Kwonem, Jackson i Jimin stanęli w pozycjach bojowych przed swoimi podopiecznymi. Kora z rozczochranymi włosami i w kusej piżamie spojrzała na dwójkę strażników, podniosła jedną brew, zmierzyła ich wzrokiem i skomentowała:
   - Boże, a miałam taką nadzieję, że ci debile tu nie trafią. - Odwróciła się do Taemina. - Minnie słoneczko, mogłabym prosić jakiś posiłek specjalny? Muszę naładować energię. - Teraz chłopaki zamiast w pozycji obronnej, stali z rozchylonymi ustami i szeroko otwartymi oczyma.
   Mark i V dalej wyglądali na bardzo zagubionych, więc postanowiłam, że pomogę im poznać wszystkich. Podeszłam do nich i wdaliśmy się w ciekawą rozmowę, w trakcie której zdążyliśmy się dowiedzieć o sobie kilku szczegółów. Obydwoje byli użytkownikami ognia, co oznacza, że w końcu będę miała z kim ćwiczyć. Opowiadali mi, jak nas znaleźli i ich przygody z autem, które popsuło się po drodze i musieli iść na piechotę po jakiegoś mechanika. Mówili naprawdę ciekawie i po chwili opowiadała tę historię cała czwórka (jak tylko kolny skończyły jeść) a wszyscy obecni słuchali i tylko co chwilę wybuchali śmiechem.  
   - Tak sobie myślę, że będziemy mieli mały problem z pokojami. - Po jakimś czasie wtrącił się Zelo. - Jeżeli jeszcze ktoś do nas dojdzie, trzeba będzie kogoś ze sobą połączyć. - Cassie z Korą wymieniły spojrzenia.
   - My możemy mieć razem pokój... - Nie zdążyły dokończyć swojej myśli,  bo przerwał im U-Kwon.
   - Błagam nieee... - zajęczał. - Wystarczy mi, że Taemin i Luhan mieszkają koło mnie, a jak wy jeszcze... Już w ogóle nie będę mógł spać. - Wszyscy na niego popatrzyli i wybuchnęli głośnym śmiechem.
   - Na razie i tak nie masz się czym martwić, bo póki nie przyjdzie ktoś jeszcze, to nie będzie potrzeby, żeby laski mieszkały razem. - Jeszcze chwilę wszyscy naśmiewali się z biednego chłopaka, ale niedługo potem każdemu przeszło.
   Od rana spędzałam dzień z V, jak na taką krótką znajomość poznaliśmy się już całkiem dobrze. Mieliśmy podobne upodobania i poczucie humoru (bawiły nas własne suchary). Z czystym sumieniem stwierdzam, że bardzo go polubiłam, jest osobą której zaufałam najszybciej, ale może to dlatego, że przy nim czuję się tak swobodnie, bo wiem, że nigdy nie będzie między nami nic oprócz przyjaźni. Ponieważ V jest zakochany po uszy w swojej dziewczynie. Już od dłuższego czasu czuję na plecach czyjś wzrok, ale do tej pory starałam się to ignorować. Teraz zaczęło mnie to irytować, więc odwróciłam się, spoglądając na wszystkich, którzy siedzieli przy stole. Nikt się nami nie interesował i nie patrzył w naszą stronę, wzruszyłam ramionami i wróciłam do rozmowy. Po jakimś czasie znowu poczułam, że ktoś się gapi, ale przeczucie mówiło mi, że jeśli znowu się odwrócę, to nikogo nie złapię. Zerknęłam w wyłączony ekran telewizora i skupiłam się na odbiciach osób siedzących przy stole w jadalni. Chyba jednak mi się wyda... Aha! Mam cię. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i szybko napisałam sms’a do osoby, przez którą nie mogłam się skupić.


Elie:
Jak jestem brudna na plecach to mi powiedz, a nie gapisz się.


   Odwróciłam się i uśmiechnęłam do Tao najładniej jak tylko potrafiłam, na co on pokazał mi język i odpisał.


Tao:
Nie na co dzień widzi się takiego wielkiego pająka.


   Dobra, może i nie boję się pająków, ale jak ktoś pisze ci coś takiego, to nie wzruszysz tylko ramionami i to olejesz. Nie, ja musiałam podskoczyć i wykonywać dzikie tańce do moich krzyków, jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry.
   - Zdejmijcie go, zdejmijcie go, zdejmijcie go!! - Krzyczałam. Przestałam dopiero, kiedy usłyszałam rozpaczliwy śmiech czarnowłosego. Śmiał się tak, że łzy płynęły mu po twarzy a dłonią uderzał o stół. Reszta była zupełnie zdezorientowana. No, jeśli to zrobiłby ktoś inny, też bym była, ale teraz w moich oczach zapłonęła żądza mordu. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek zrobić, odezwał się Luhan.
   - Widział ktoś Taemina? - Nikt nie opowiedział, więc kontynuował. - Jakiś czas temu wyszedł po coś na dwór, ale do tej pory nie wrócił. - Nawet nie zauważyłam, że nie ma go przy stole, a co dopiero czy gdzieś wyszedł. - Mam złe przeczucie.
   Luhan poszedł poszukać Tae na zewnątrz a my poszukaliśmy w domu. Ale chłopak jakby rozpłynął się w powietrzu. Zaczęliśmy się bardzo martwić, najbardziej Lulu i Cassie. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a Taemina wciąż nie było. Lu odchodził od zmysłów, zresztą jak my wszyscy. Nagle rozległo się pukanie w drzwi ogrodowe, poderwałam się pierwsza ale Kora była bliżej, otworzyła i głośno wciągnęła powietrze.
   - Chyba wam się jakiś kociak zabłąkał. - Usłyszeliśmy mocny głos przesiąknięty sarkazmem. - Zwracam waszą zgubę. - Mówiąc to, mocno pchnął kogoś do środka. Tym kimś nie był nikt inny niż Taemin. Pobity, praktycznie cały we krwi, ledwo utrzymywał przytomność. Nie poświęciłam większej uwagi swojemu przyjacielowi, bo chciałam dokładnie obserwować Minho. Albo mi się wydawało, albo w jego oczach, kiedy rzucił mniejszego o ziemię, pokazało się coś na kształt zawahania? Nie, na pewno nie, musiało mi się przywidzieć. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy koło mnie przeleciał Luhan i rzucił się na chłopaka. To była ich druga walka, ale teraz zdecydowanie Lu wygrywał. Okładał przeciwnika pięściami, drapał i kopał nie oszczędzając przy tym żadnej siły. Widziałam w jego oczach łzy, musiał cierpieć, na pewno obwinia się, że nie pilnował własnego chłopaka.
   - Tao, odciągnij proszę Luhana od niego. - Zwróciłam się do czarnowłosego, po czym odezwałam się do Minho. - Czego tu chcesz?
   - Jak to czego? To chyba jasne, ciebie. - Uśmiechnął się szeroko. - Pójdź ze mną z własnej woli, a nikomu innemu nie stanie się krzywda.
   - Kłamiesz. Kłamiesz. Nie pozwolisz im żyć. Jak tylko mnie zabijecie, przyjdziecie tu i pozbędziecie się reszty. - Założyłam ręce na piersi a jego uśmiech lekko przygasł.
   - Jednak nie jesteś taka głupia, jak mi się wydawało. - Usłyszeliśmy głos zza Minho. - To prawda, że gdybyś poszła z nami, nawet z własnej woli, i tak wybiłbym resztę tych twoich przyjaciół. - Taeil. - A teraz ładnie proszę, chodźcie za mną, to zrobimy to prawie bezboleśnie. - Popatrzył wszystkim zebranym w oczy. - Widzę, że moi poprzedni goście do was trafili, szkoda, dobrze się z tobą bawiłem, Luna. - Jego uśmiech tak na mnie działał, że w tym momencie pierwszy raz miałam ochotę kogoś zabić.
   - Słuchaj kurduplu, bo nie mam zamiaru się powtarzać. Nigdy, ale to nigdy, nie uda ci się nas pokonać, a tym bardziej zabić. - Nie wytrzymałam już. - Chyba zapomniałeś, że my mamy większe moce niż wy! - Nawet z tej odległości widziałam, jak zaciska zęby. Nagle, w całym domu rozległ się dzwonek do drzwi. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Ale przecież to może być...
Luhan, sprawdź to! Jeśli to ktoś z nas, Taeil nie może go przechwycić.
Chłopak bez słowa skierował się do drzwi. Nie było go przez dłuższą chwilę i zaczęłam się martwić. Jednak kilka sekund później usłyszeliśmy krzyki przy drzwiach i z korytarza wyłonili się moi rodzice.
   - Elie! Jak śmiałaś nas okłamać?! Powiedziałaś mi, że jedziesz do mojego brata! Zadzwoniłam do niego wczoraj i okazało się, że nie mieszkasz z nim, tylko z obcymi ludźmi! - Matka, kończąc swój wywód, podniosła oczy ze mnie i rozejrzała się po pomieszczeniu. - Co tu się dzieje?
   - Mamo, ja... - Nie zdążyłam dokończyć, bo, nie wiadomo skąd, pojawił się Minho i jednym ruchem ogłuszył moich rodziców.
   - Niech ktoś spróbuje się tylko zbliżyć, a zabiję ich. - Serce stanęło mi w gardle a do oczu napłynęły łzy. Musiałam patrzeć na własnych rodziców niesionych do ogródka przez chłopaka, który tyle razy chciał mnie zabić. Położył ich na trawie pod nogami Taeila. Rodzice obudzili się po pewnym czasie, nie wiem czy to trwało sekundy, czy godziny, ale to straszne uczucie.
   - Przepraszam bardzo, ale czy mogą państwo poprosić córkę o to, żeby dała się grzecznie zabić? - Chłopak sarkastycznie zapytał się moich rodziców.
   - Słucham?! Chyba jesteś chory, młody człowieku. Nawet tak nie żartuj. - Mój ojciec, zawsze oaza spokoju, teraz wybuchnął.
   - Ech... Żadnego z was pożytku. - Odwrócił się do swojego strażnika. - Podaj mi pistolet. - Kiedy już go dostał, wymierzył lufę w głowę mojego ojca. - Pożegnaj się z rodzinką. - Chciałam krzyknąć, żeby tego nie robił, żeby zabił mnie, a moich rodziców oszczędził, ale nie zdążyłam nawet otworzyć ust, kiedy koło Taeila stanęła dziewczyna o niebieskich oczach.
   - Przestań. Oni nic ci nie zrobili. Puść ich. - Powiedziała do niego.
   - Jak to nic nie zrobili? - Krzyknął jej w twarz. - Zrobili ją! Dla mnie to już jest zbrodnia. - Zmierzył dziewczynę wzrokiem. - Gisa, kruszynko, proszę. - Wręczył jej pistolet. - Masz się ich pozbyć.
   - Nie! - Krzyknęła i wypuściła broń na ziemię. Brunet zamachnął się i uderzył dziewczynę w twarz.
   - Zero pożytku z ciebie! Sam to zrobię.
   - Nie! Zostaw ich! - Gisa dalej próbowała bronić niewinnych ludzi.
   - Ty suko. - Taeil znowu uderzył ją w twarz, tyle że teraz siła uderzenia powaliła ją na ziemię. Kiedy już nikt mu nie przeszkadzał, z powrotem chwycił pistolet i, posyłając mi uśmiech zwycięstwa, strzelił moim rodzicom w głowę.
   Widziałam jak ich ciała pozbawione życia upadają na ziemię. Usłyszałam szyderczy śmiech tego, kto to zrobił i w końcu mój krzyk, zmieszany z płaczem. Błagałam ich, żeby się podnieśli, żeby dali mi szlaban do końca życia za to, że ich okłamałam, ale żeby mnie nie zostawiali. Chciałam do nich pobiec, ale nie mogłam, ktoś mnie trzymał. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Tao. Coś do mnie mówił ale żadne słowa do mnie nie docierały, próbowałam się wyrwać, ale nie puścił mnie. Jak długo to trwało? Nie wiem. Ale jak tylko poczułam, że nikt mnie nie trzyma, puściłam się biegiem do rodziców. Upadłam koło nich na kolana i potrząsnęłam ramieniem mamy.
   - Nie, nie.. - Po twarzy płynęły mi łzy. - Nie, nie to nie może być tak. Błagam mamo, otwórz oczy. Popatrz na mnie. Nie możesz mi tego zrobić. Nie zostawiajcie mnie samej. Błagam nie.. - Dotykałam ich ciał z których powoli uciekało ciepło. - Proszę... Obudźcie się. - Wzięłam głowę mamy na kolana i gładziłam ją po włosach. Czułam taką pustkę w sercu, czułam się jakbym nie miała po co już żyć, jak gdyby i moje życie skończyło się wraz z ich śmiercią.
   - Elie... - Usłyszałam swoje imię, dochodzące jakby z innego miejsca. - Elie, popatrz na mnie. - Znowu ten głos. Podniosłam oczy do góry. Nade mną stał Tao. - Chodź. Nie mogą tu być, wiesz o tym. Jeśli ktoś się o tym dowie, będziemy musieli uciekać. - Pokiwałam głową. Ich życie się skończyło, ale wciąż jeszcze są osoby, które muszę chronić. Już nigdy nie zawiodę.




***




   Siedziałam na plaży gapiąc się tępo w zachód słońca i przypominając sobie wszystkie wspólne chwile z rodzicami, niektóre wywoływały lekki uśmiech na ustach, inne kolejne fale łez. Najbardziej jednak trudno mi było pogodzić się z tym, jak ich pożegnałam. Musieliśmy upozorować wypadek, tak, żeby policja znajdująca później ich ciała stwierdziła, że był to błąd kierowcy. Tak więc wsadziliśmy moich rodziców do ich samochodu, który później zrzuciliśmy ze skarpy do lasu. Przyjaciele nie chcieli żebym z nimi szła, ale powiedziałam, że muszę się pożegnać z własnymi rodzicami. Kiedy samochód zatrzymał się na kamieniach i stanął płonieniach, upadłam na kolana i rozpłakałam się na nowo. Później pamiętam tylko, jak ktoś wziął mnie na ręce i zapakował do naszego vana.
  Obudziłam się jak było jeszcze ciemno, rozejrzałam się i zdałam sobie sprawę, że jestem u siebie w pokoju. Przypomniałam sobie, co stało się poprzedniego dnia i znów poczułam na policzkach słone łzy. Teraz jak nigdy potrzebowałam czyjejś bliskości i ciepła. Chciałam bardziej naciągnąć na siebie kołdrę, ale coś ją blokowało. Nachyliłam się, żeby zobaczyć o co się zaczepiła. Jak się okazało, nie była zaczepiona tylko przygnieciona. Na ziemi, oparty o moje łóżko, przykryty swoją bluzą spał Tao i tak pierwszy raz po stracie rodziców na mojej twarzy pojawił się grymas imitujący uśmiech. Zeszłam z łóżka zabierając kołdrę, po czym usiadłam koło czarnowłosego okrywając naszą dwójkę. Położyłam głowę na jego ramieniu i znowu zasnęłam.
   Teraz potrzebuje samotności i ciszy, dlatego siedzę na plaży tylko z Luhanem pod postacią psa i wspominam. Rano w wiadomościach podawali, że znaleźli samochód ze zwłokami dwójki ludzi, więc to tylko kwestia czasu kiedy mój wujek albo ja dostaniemy telefon o tym zdarzeniu.
   Usłyszałam, że ktoś idzie w moją stronę, ale nie zamierzałam się odwracać. Dziś już był u mnie V, Zelo i nawet kuśtykający Taemin, ale każdy i tak odchodził kiedy nie odpowiadałam na jego pytania. Mam nadzieję będzie tak i tym razem. Niestety, osoba która teraz do mnie przyszła, była bardziej uparta niż ja. Tao usiadł koło mnie i razem ze mną wpatrywał się w zachodzące słońce.
   - Jak się czujesz? - Ciche pytanie dotarło do moich uszu, zastanawiałam się czy odpowiedzieć czy nie. Ale to jest Tao, nie zrazi się brakiem odpowiedzi i nie pójdzie. Ehhh...
   - Nie widać? - Nic nic nie mogłam poradzić na ton, jakim to powiedziałam. - Czuję się martwa w środku. - Kolejna fala łez zalała moją twarz. - Boję się samotności. A oprócz rodziców i wujka nie mam już nikogo, to znaczy... tylko wujka.
   - Masz. - Złapał moją brodę i skierował moją twarz tak, żebym popatrzyła na niego. - A my wszyscy? Jesteśmy teraz twoją rodziną, a ty naszą. Taemin, cały obolały, ledwo tu przyszedł, nawet na chwilę, żeby pokazać ci że masz w nim oparcie i wracając omal nie spadł ze schodów na taras. - Usłyszeliśmy ciche skomlenie koło mojego boku. Odwróciłam się od Tao i spojrzałam na psa.
   - Leć, poradzę sobie. - Nie trzeba było powtarzać mu tego dwa razy. Kilka sekund później Luhana już przy nas nie było. Podciągnęłam nogi pod brodę i położyłam swoją głowę na kolanach. Znowu zapadła między nami cisza. - Dziękuję. Naprawdę dziękuję, że jesteście tu ze mną. - Uśmiechnął się i chwycił moją dłoń.
   - Możesz zawsze na nas liczyć. Na mnie. Obiecuję, że nie pozwolę ci zrobić żadnej krzywdy. - Zaczęło robić się chłodno. - Wracajmy już do domu. - Podnieśliśmy się i skierowaliśmy w stronę przyjaciół, cały czas trzymając się za ręce.









************************
Dodatek - Yaoi

,,Porwanie’’

Taemin wyszedł na chwilę do ogrodu złapać trochę świeżego powietrza. Zszedł na trawę i stanął pod dużym drzewem, kryjąc się w jego cieniu.
   - Nie powinieneś być w domu z przyjaciółmi? - Za nim rozbrzmiał głos, mocny i głęboki,!ten sam który wcześniej nazwał go przestraszonym gówniarzem, głos należący do osoby, która piętnaście lat wcześniej podczas rozejmu porwała go i zgwałciła. - To co powiesz na to, żeby zrobić powtórkę z rozrywki? - Rudowłosy poczuł na na swoim brzuchu owijające się ręce i wiedział, że już nie da rady uciec. Chciał krzyknąć, ale duża ręka zasłoniła mu usta. - Wiesz co? Nic się nie nauczyłeś. Obiecuję, że dostarczę cię tu z powrotem, jak już Taeil wyjaśni ci kilka spraw.
   Jednak brunet nie zabił go, nawet go nie okaleczył, czym Taemin był bardzo zaskoczony. Zadawał tylko pytania, na które chłopak i tak nie odpowiadał.
   - Dobrze, nie chcesz gadać? To nie. - Skinął ręką. - Minho, masz go przy ozdobić tak, żeby jego facet ostro się wściekł.
   - Z wielką przyjemnością.
   Tae został zaciągnięty do pustego pomieszczenia tylko z jednym krzesłem po środku. Usiadł na nim i wysoko podniósł głowę do góry. Minho uporał się z zamknięciem starego zardzewiałego zamka i odwrócił się do chłopaka.
   - Proszę. - Młodszy rozprostował ręce na boki. - Bij, kop, rób co tylko chcesz, im szybciej skończysz tym lepiej.
   Brązowowłosy uśmiechnął się.
   - Skoro mam twoje pozwolenie, będzie mi łatwiej. - Stanął naprzeciwko chłopaka, ręce kładąc na oparciu krzesła. Schylił się i nosem przejechał po całej długości jego szyi. Jedną ręką złapał Taemina w talii a drugą za szyję, zbliżając swoje usta do jego. - Otwórz usta. - Pierwsze polecenie, zaczął wyliczać sobie młodszy w głowie, ale nie zrobił tego. - Powiedziałem otwieraj! - Wymierzył nieposłusznemu gówniarzowi policzek. - Jeszcze raz. Otwórz usta. - Teraz Tae zrobił to od razu. - Dobry chłopiec. A teraz wystaw język. - Kolejne spełnione polecenie. - Widzisz, jak chcesz, to jesteś grzeczny. - Minho także wysunął swój język i polizał ten młodszego. Samo lizanie przeobraziło się w namiętny pocałunek, w który byli zaangażowani oboje. Starszy zdziwił się, że osoba pod nim także wykazuje chęć. - Dlaczego ty..?
   - Im mniej będę się opierał, tym mniej będzie boleć. Prawda? - Minho uśmiechnął się. Zamienił ich miejscami, teraz to on siedział na krześle a na jego kolanach był drobny, rudy chłopak. Całowali się zachłannie, walcząc o dominację w tej pieszczocie. Ale od początku było wiadome, kto wygra ten nierówny pojedynek. Brunet ściągnął sobie i Taeminowi koszulkę.
   - A teraz dzieciaku, pokaż mi że te usta nie tylko wspaniale całują. - Rudowłosy uklęknął przed chłopakiem i zawahał się.
   - Ja.. - Urwał. - Muszę to robić? Nie wystarczy ci że mnie..
   - Albo będziesz współpracował, albo zrobię to po swojemu. - Można to zaliczyć jako kolejny rozkaz, pomyślał chłopak i mocno zacisnął szczękę. Drżącymi dłońmi odpiął pasek do spodni, rozpiął rozporek i zsunął dżinsy wraz z bielizną do kostek chłopaka. Tae złapał męskość swojego kata do rąk i zaczął mu obciągać dłonią. Kiedy członek robił się coraz twardszy, młodszy polizał całą jego długość, by na końcu wziąć go całego do ust. Co chwilę zmieniał tempo, doprowadzając bruneta do jęków. Kiedy Minho był prawie na granicy, złapał młodszego za brodę i po raz kolejny złączył ich usta w namiętnym pocałunku. - Wstawaj i ściągaj spodnie. - Cztery, Taemin uśmiechnął się pod nosem, ale zrobił co mu kazano, zostając całkiem nago przed brunetem. Starszy odwrócił go do siebie tyłem i kazał pochylić się i złapać oparcia krzesła. - Naśliń. - Minho włożył swoje trzy palce do ust młodszego, drugą ręką stymulując jego członka. Kiedy palce był już wystarczająco śliskie, brunet zaczął przygotowywać chłopaka. Na początku jeden palec, później drugi podczas którego z ust Tae zaczęły wydostawać się jęki, oddech zrobił się cięższy. Do dwóch szybko dołączył trzeci, rozciągając chłopaka. Po ich zabraniu, z ust młodszego wyrwał się jęk zawodu, za co było mu strasznie wstyd. Praktycznie uprawiał seks z facetem, z którym stracił dziewictwo, do tego zdradzając swojego chłopaka. - Odwróć się do mnie. Chcę widzieć twoją twarz. - Kiedy to zrobił został, przyparty do muru. Minho nakierował swojego penisa do dziurki chłopaka i wszedł w niego jednym płynnym ruchem do samego końca. Krzyk młodszego wypełnił pomieszczenie. Nie chciał być bardzo brutalny dla swojego kochanka, dlatego dał mu chwilę na przystosowanie się. Nie trwało to jednak długo i już po chwili szybko wycofywał się z chłopaka, żeby znowu w niego wejść. Taemin objął Minho za szyję i przylgnął do niego najbliżej jak tylko się dało. Jęczał mu prosto do ucha, co tylko jeszcze bardziej nakręcało starszego. Tae doszedł chwilę później, rozlewając się na ich brzuchy, a brunet, widząc jego twarz wykrzywioną w orgazmie, doszedł wewnątrz niego. Trwali w takiej pozycji, uspakajając swoje oddechy. Kiedy Minho wyszedł z rudowłosego, musiał go przytrzymać, bo inaczej dzieciak upadłby na ziemię. Widząc jak z Taemina wypływa jego sperma, rzucił w niego swoją koszulką.
   - Powycieraj się. - Kolejny rozkaz, prychnął pod nosem. - Mówiłeś coś?
   - Nic, tak się tylko śmieję, że już siedem razy wydałeś mi polecenie. - Zapyskował.
   - Tak? Siedem? - Przerwał na chwilę. - W takim razie dostaniesz jeszcze jedno. Ubieraj się. - Tae zmarszczył brwi, wykonując rozkaz. - Wiesz, od naszego ostatniego razu czegoś się nauczyłeś. - Rudowłosy prychnął.
   - Oczywiście, już nie jestem dzieckiem.
   - To dobrze. - Podszedł do niego i pocałował go. - Przepraszam.
   - Dlaczego? - Ale nie dostał odpowiedzi, bo starszy otworzył drzwi i wychodząc wydał tylko rozkaz, tym razem jednak nie do niego.
   - Ma wyglądać żałośnie, ale nie mieć nic połamane. - Do pokoju weszła trójka chłopaków z kijami.
   - Tak jest, szefie. - Dostając w głowę od jednego z nich, Taemin stracił przytomność.












______________________________________
Jednak szybko udało mi się napisać ten rozdział :3
Pisałam go cały dzień, bo akurat miałam duuuużo weny ;)
Ale rozdział 6 pokaże się dopiero 5 września ze względu na to że do 1 nie będzie mnie w domu :p


I kto jedzie na koncert LEDApple - 30 sierpnia w Warszawie? :D


Na koniec chciałam polecić bloga osoby, która dopiero zaczyna, więc wszelkie rady i spostrzeżenia na pewno jej się przydadzą ;)
http://zycie-w-wyobrazni-opowiadania.blog.pl

Pozdrawiam, Elie <3

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ty też dopiero zaczynasz Elie xd Muszę powiedzieć, że ciężko było sprawdzać ostatnią część tego rozdziału, mianowicie dodatek, ponieważ, mimo wszystko, moja psychika nie jest przystosowana do takich scen (i nigdy nie będzie, jak sądzę). Ale sama o to prosiłam, więc.. I chciałabym też oficjalnie pozdrowić autorkę, bo jest na tyle zdolna, że potrafi mnie rozbawić w najmniej odpowiednim momencie. Najsmutniejsze sceny, zamiast łez, wywołują u mnie niepohamowany śmiech, dzięki jej znajomości ortografii ;d Zatem, do września! :)
Luna

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 4

    Wymyśliliśmy, że zrobimy dziś ognisko, więc U-Kwon i ja poszliśmy poszukać drewna do lasku koło domu. Kręciliśmy się dobre dwadzieścia minut, jednak nie było tam nic, co mogłoby się nadawać do spalenia. Miałam co prawda dobry humor i rzucałam chłopaka idącego przede mną szyszkami, ale powoli się nudziłam, kiedy on w ogóle nie reagował. ,
   - Długo jeszcze? Nudzi mi się. - Odezwałam się. - Zaczynają mnie boleć nogi i chcę już wracać. - Zamiast odpowiedzi usłyszałam głośne westchnięcie. Rozglądałam się na boki, chcąc znaleźć jakieś zajęcie dla siebie. - Patrz! Wiewiórka. - Ale U-Kwon wzruszył tylko ramionami i poszedł dalej. Uwielbiam takie małe stworzenia, nie dość że rude, to jeszcze takie urocze. Choć ta wydawała się jakaś taka dziwna. Patrzyła na mnie swoimi dużymi oczyma. - Hej, mała, chodź do mnie. - Wyciągnęłam do niej rękę i zachęcałam żeby na nią weszła. Zbliżyła się powoli, ale bez strachu, po czym wskoczyła na moją dłoń i obwąchała moje znamię. Kiedy już to zrobiła, spojrzała mi w oczy i czmychnęła na drzewo obok.
   - Elie, znalazłem drewno! - Usłyszałam z krzaków wołanie kolegi. - Chodź mi po... Aaaaaa!! - Słysząc piskliwy i przerażający krzyk, bardzo się wystraszyłam. Wypadłam z między drzew jak strzała, ręce aż po łokcie miałam w jęzorach płomieni, w razie jakby okazało się, że to Taeil nas napadł. Jednak gdy przyjrzałam się sytuacji, spostrzegłam, że na głowie U-Kwona siedziała ta sama wiewiórka i ciągnęła go za włosy. - Weź ją ściągnij! Jak mnie ugryzie to wścieklizny dostanę! - Machał rękoma próbując pozbyć się irytującego zwierzątka.
   - Stój i się nie ruszaj, pomogę ci. - Kiedy w końcu przestał rzucać się na boki jak jakiś świr, udało mi się odczepić małego, rudego gryzonia. - Widzisz, już po sprawie. - Chłopak patrzył się na wiewiórkę spod byka i, mogłabym przysiąc, z wzajemnością. Zaczęłam się głośno śmiać, bo brać, nie brać, to była śmieszna sytuacja. - Szybka ta wiewiórka jest, i czemu cię zaatakowała? Coś jej zrobił? - Zapytałam.
   - Ja? Nic. - Odezwał się zły. - Znalazłem po prostu drzewo, które nadawałoby się na ognisko. Ale jak tylko się  zbliżyłem, to to rude coś się na mnie rzuciło!
- Może na tym drzewie ma dziuplę i młode? I broniła ich przed tobą? - Naprawdę, przecież żeby zwierzę rzuciło się na człowieka, musi mieć jakiś powód. - Widzisz, jeśli nie zbliżamy się do tej jabłoni, to nic nam nie robi.
   - Już od jakiegoś czasu czuję coś dziwnego. Tak jakby był tu ktoś jeszcze. - Otworzył szeroko oczy. - Może jest tu Taeil?! Elie, spadamy. - Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął. Kilka sekund później usłyszeliśmy cieniutki głosik, ledwo słyszalny.
   - Pomożecie mi? - Jabłoń, którą U-Kwon chciał ściąć, nagle przemieniła się niską dziewczynę z blond włosami opadającymi na plecy. Kiedy się im przyjrzałam, zauważyłam, że są posklejane od krwi. Na twarzy miała siniaki i otarcia, wyglądała naprawdę przerażająco i smutno. U-Kwon pierwszy otrząsnął się z szoku wywołanego widokiem tej biednej istoty i podskoczył do niej, obejmując ją w talii i zakładając sobie jej rękę na ramie. Po jej drugiej stronie, zmieniając się z wiewiórki, pojawił się chłopak z bardzo ciemnymi brązowymi włosami. Wziął ją na ręce, odsuwając od U-Kwona i przytulił do siebie.
    - Proszę, pomóżcie jej. - Spojrzał na nas błagalnym wzrokiem. Pokiwałam głową na znak zgody i gestem pokazałam, żeby szedł za mną.

****


  Wpadliśmy do domu i od razu skierowaliśmy się do jednego z wolnych pokoi. Położyliśmy dziewczynę na łóżku a ja momentalnie zaczęłam ją opatrywać. To, co miała na twarzy, to nic w porównaniu z jej ciałem. Wszędzie miała siniaki i rany, niektóre powierzchowne,  inne głębokie. Ta dziewczyna musiała przejść piekło. Kiedy w końcu dokładnie ją umyłam i opatrzyłam wszystkie obrażenia, spojrzałam na chłopaka obok łóżka. Miał opuszczoną głowę i wyglądał na wycieńczonego. U niego również zauważyłam ślady na ciele, więc on też musiał cierpieć. Delikatnie potrząsnęłam jego ramieniem. Otworzył oczy i spojrzał na mnie.
   - Dziękuję ci za to, co zrobiłaś. - Powiedział. - Nie wiem ile jeszcze by wytrzymała. - Pogładził ją po włosach i uśmiechnął się delikatnie.
   - Kto wam to zrobił? - Zapytałam, choć moje przeczucie podpowiadało mi, że wiem.
   - Taeil. - Wiedziałam. - Ona jest twoją drugą i kiedy w końcu udało nam się was wytropić, oni po nas przyszli. Dałem radę zabić jednego z nich, ale było ich za wiele. - Naprawdę im współczułam, musieli tyle wycierpieć.
   - Odpoczywajcie i wracajcie do sił. Wieczorem ktoś przyniesie wam kolację. - Zostawiłam ich samych, muszą nabrać dużo sił.
   W salonie wszyscy rozmawiali cicho, nie chcąc obudzić naszych gości. Gdy tylko weszłam, zapadła grobowa cisza. Pewnie czekają na wytłumaczenie, kim oni są.
   - Nie wiem jeszcze jak oni się nazywają, bo byli zbyt zmęczeni, żeby nawet o tym pomyśleć. Z tego, co mówił chłopak, to ona jest moim "drugim", cokolwiek to znaczy. - Podrapałam się po czubku głowy.
    - To znaczy, że jest po tobie, jeśli chodzi o siłę. - Powiedział Luhan. - Tak jak Zelo jest drugim Tao. Każdy z was ma, można by rzec, "numerek", wskazujący wasze miejsce w hierarchii. - Kochany Lu, zawsze można na nim polegać jeśli chodzi o nowe informacje. - Czyli jeżeli ona jest druga, jej strażnikiem musi być L.
   Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, a później każdy poszedł się przygotowywać, bo zaraz mieliśmy mieć zajęcia z Taeminem.
    


***


   Usiedliśmy wszyscy w ogrodzie, w kółeczku, jak za dobrych czasów w przedszkolu.
    - Zaczniemy od tego, że każdy z was ma inny kolor oczu, zauważyliście to, prawda? - powiedział Taemin. Wszyscy popatrzyli sobie nawzajem w oczy, sprawdzając czy na pewno ma rację. - U niektórych proces zmiany koloru trwa dłużej, u innych szybciej. Kolor ten nawiązuje do kamienia szlachetnego, ale w niektórych przypadkach nieszlachetnych. - Taemin dał nam czas na zabawę typu "Jaki jest mój kamień". Serio jak w przedszkolu. - Chciałbym was podzielić na zespoły względem żywiołów, ale mamy tylko po jednej osobie. - Zamyślił się. - W takim razie pokażę wam, jak można bronić się przed każdym z nich. - Wziął mnie za rękę. - Elie, twój ogień może spokojnie odbić wodę i ziemię, bo one są podatne na ciepło, ale będziesz miała problem z powietrzem i energią. - Rozglądnął się po obecnych osobach. - Cassie, możesz zaatakować nas ziemią? - Dziewczyna skinęła głową i przystąpiła do ataku. Na początku leciały na nas kamienie wielkości pięści. - Skup się i postaraj się wszystkie stopić. Pamiętaj, ziemia to piasek, a piasek pod wpływem ciepła zmienia się w szklane włókna szybko opadające na ziemię. Kiedy użytkownik ziemi będzie musiał zmienić położenie i kontynuować atak z daleka, możesz podnieść te ostre jak igły włókna za pomocą telekinezy i wysłać je do przeciwnika. Potknie się na własnym ataku. - Zamieniałam kawałki ziemi do czasu, aż wokół mnie zrobiło się od nich biało. - Jedyne, co ziemia może zrobić względem ognia, to obrona. Nic się nie przebije przez dobrze wykonany manewr obronny. - Taemin podszedł do Cassie. - Postaw przed sobą wielki kawał głazu, twoja poprzedniczka robiła to tupiąc w ziemię, ale musisz znaleźć własny sposób. - Musieli już to ćwiczyć, bo dziewczynie wyszło za pierwszym razem. - Teraz Elie, zaatakuj ją. - Chwila skupienia i z moich dłoni wystrzeliły dwa słupy ognia uderzające z hukiem o głaz przed moją koleżanką. Kiedy rzeczywiście nic się nie działo, przestałam.
   - Dlaczego tak jest? - Zapytała.
   - Dlatego, że ziemia jest dobrym obrońcą, a nie napastnikiem. W każdym żywiole jest taki podział. Ogień i energia są atakującymi, natomiast woda i ziemia to doskonałe tarcze. Dlatego jest tak ważne walczyć w grupie, bo to daje dużą przewagę.
    - A co z powietrzem? - Zapytał Zelo. - Powiedziałeś, że ogień może mieć problem też z powietrzem. Dlaczego?
    - Dlatego, że ogrzane powietrze może działać jak pomieszczenie śmierci. Otocz kogoś gorącym powietrzem, a taka osoba bardzo szybko się odwodni lub ugotuje. - Mówienie o śmierci nie pasowało do słodkiej buźki Tae. - Za to obrony nie macie już tak skutecznej jak woda albo ziemia. - Pokazywał mu kilka "trików", żeby obrona coś zdziałała. - A na koniec został mi najsilniejszy żywioł. Energia. Tao, możesz połączyć energię ze wszystkimi innymi żywiołami, w taki sposób wzmocnisz każdy atak. Najniebezpieczniejszy jest w połączeniu z wodą. Pokażę ci. - Taemin chwycił butelkę z wodą mineralną i zaczął wylewać ją w linii prostej w stronę małego krzaka chwastów, który też na końcu polał. - Potraktuj to prądem. - Czarnowłosy zrobił to, a na naszych oczach biedny krzak stanął w płomieniach. - Teraz rozumiecie? To samo tyczy się łączenia z wodą, powietrzem czy ziemią. Z takim elektrycznym dodatkiem każdy atak jest praktycznie nie do obrony. - Popatrzył na nas. - Pewnie jesteście wyczerpani, do władania żywiołami trzeba się przyzwyczaić. To tak, jak z nauką szpagatu - codziennie po trochę, nie wszystko naraz. - Miał rację, przynajmniej co do mnie, byłam wyczerpana i padałam na twarz. Chwila w pokoju dobrze mi zrobi. Przy okazji zadzwonię do rodziców.
    Opadłam na łóżko wybierając numer mamy, odebrała po drugim sygnale.
   - Cześć kochanie. Co słychać?
   -  Hej, dobrze, wypoczywam powoli. - Teraz akurat na pewno. - A co tam u was? Pamiętam, że zajmowaliście się jakimś projektem przed moim wyjazdem, jak wam poszło?
   - Super! Wiesz, że moja firma potrafi wszystko. A sukienka wyszła wspaniała. Ale dosyć o pracy, błagam. Powiedz lepiej czy ten oszołom cię chociaż karmi.
   - Mamo.. To nie jest oszo... - Jak zwykle weszła mi w słowo.
   - Jest, jest. Pamiętaj, że to ja się z nim wychowywałam. Nikt nie ma tak durnych pomysłów, jak mój kochany młodszy braciszek. Może i cię kocha, ale ile już zamordował złotych rybek karmiąc je czym popadnie? Boże, dziecko, jak on cię czymś otruje to nogi z dupy powyrywam. Przekaż mu to!
   - Przekażę, nie martw się. A tak serio, to wujek teraz jest zajęty pracą i to głównie ja gotuję, a sama się przecież nie otruję. Muszę już kończyć mamo, jestem padnięta.
   - Rozumiem. Kocham cię mała i do zobaczenia!
   - Ja ciebie też mamo. - Nie lubiłam ich okłąmywać, ale niestety czasem musiałam. Nawet jeśli moja mama nie zachowuje się jak dorosła, a raczej jak wieczna nastolatka, to nie zareagowałaby przychylnie na wieść o tym, że wyjechałam z bandą nastolatków nad morze, ukrywając się przed wrednym kurduplem, chcącym jak najszybciej odstrzelić mi łeb. Ja chyba za taki pomysł wysłałabym dziecko do psychiatryka. No ale mam jeszcze najukochańszego wujaszka na świecie. Od kilku lat męczy mnie, że jestem przykładną córeczką niepotrafiącą zaszaleć i na pewno podmienili mnie w szpitalu, bo on nie może być spokrewniony z taką nudziarą. Kiedy miesiąc temu przyjechałam do niego do domu z wieścią, że musi mnie kryć, bo jadę ze znajomymi zwiedzać świat, myślałam że udusi mnie ze szczęścia.
   - Moja chrześnica! W końcu! A już myślałem, że nie ma dla ciebie ratunku! - Po czym zaprosił wszystkich na kolację składającą się z 10 pudełek pizzy. Zapytał tylko, na ile planuję wyjechać i skończył ten temat. To w nim kocham, zawsze ci pomoże, ale nigdy nie zapyta o przyczynę albo powód. Po kolacji zaczęliśmy się zbierać. - Pamiętaj kochana, wszystko jest dla ludzi, ale w granicach rozsądku.
    - Ty mówisz o rozsądku? - Zaśmiałam się.
    - Czasem trzeba. - Pokazał mi język. - Ale moja droga, proszę nie wrócić z brzuchem, bo nawet ja nie poradzę sobie z gniewem twojej matki. - I wcisnął mi do ręki paczkę prezerwatyw, zapowietrzyłam się z przerażenia, co to, to nie. Nie mam zamiaru z tego korzystać. Rozglądnęłam się za kimś, komu mogę to dać, padło na parę gołąbeczków. Tae zaczerwienił się po same uszy, a Lulu nie mógł pochamować śmiechu. Potem zapakowaliśmy się z powrotem do vana Zelo i odjechaliśmy.
    Rodzice łatwo zgodzili się na ten wyjazd, bo nie mieli żadnych argumentów przeciw. Ze szkołą nie będzie problemów, gdyż mogę pozaliczać wszystko przez internet, plusy prywatnego liceum. Oby szybko ta sprawa się rozwiązała, nie wiem co zrobią mi rodzice, jeśli dowiedzą się gdzie jestem i co robię.


***


   Siły szybko mi wróciły i właśnie byłam w trakcie robienia kolacji dla naszych nowych przyjaciół. Góra kanapek, sok i herbata powinny jak na razie wystarczyć. Wszystko ułożyłam na tacy i powoli wspinałam się po schodach, uważając, żeby nic nie wylać ani się nie zabić.
   - Jak spadniesz ze schodów i złamiesz nogę, nikt nie będzie cię nosił, a ja już na pewno. - Kochany Tao, zawsze cię pocieszy, czasem nawet przestraszy. Chcesz dostać zawału serca? Dzwoń do Tao Huanga! - Daj mi ten sok i herbatę, pomogę ci. - Chwilę później zapukaliśmy do ich pokoju. Otworzyła nam uśmiechnięta dziewczyna o dwukolorowych oczach.
    - Wchodźcie. - Otworzyła szerzej drzwi. - Przepraszam, że wcześniej nie zeszliśmy na dół, ale L po uleczeniu mnie był jeszcze bardziej zmęczony niż na początku.
    - Nie szkodzi, odpoczywajcie ile chcecie. Przynieśliśmy wam jedzenie, pomoże wam wrócić do zdrowia. - Wręczyłam dziewczynie talerz z kanapkami a Tao postawił na szafce picie. - Jak się czujecie?
   - Wspaniale! - Pomimo tego że prawie skatowali ją na śmierć, dziewczyna zachowywała się jakby nigdy nic się nie stało. - A właśnie! Jestem Luna Lovelace. - Przedstawiła się.
   - Ja jestem Elie Brauce. - Uśmiechnęłam się.
   - A ja Zitao Huang. Miło mi poznać. - Patrzcie państwo co za dżentelmen. Pfff... Kto jeszcze w tych czasach całuje po dłoni.
   - To może, skoro już czujecie się lepiej, poznacie resztę naszych domowników? - Zapytałam, a na twarzy dziewczyny pojawił się powalający uśmiech. Nie dało się jej nie lubić, miała w sobie coś, co kruszyło serca.
   - Bardzo chętnie. - Odwróciła się. - Idziemy, prawda? - Zwróciła się do chłopaka siedzącego na łóżku i pochłaniającego kanapki. Pokiwał głową nie przerywając jedzenia. - Przepraszam, ale nie mogę zjeść tego, co dla nas zrobiłaś. - Zasmuciła się. - Jestem wegetarianką i nie jem mięsa. - Zaśmiałam się.
    - To żaden kłopot, naprawdę. Zaraz zejdziemy i nasz szef kuchni zrobi ci danie bez mięsa. Ale muszę cię ostrzec, w tym domu mieszka pięciu facetów, a ich głównym składnikiem pożywienia jest właśnie mięso. - Zaczęłyśmy się obie śmiać.
   Wszyscy czworo zeszliśmy na dół, ale nie zastaliśmy tam nikogo, oprócz gotującego późny obiad Taemina.
   - Hej Minnie, mogę cię o coś prosić? - Uśmiechnęłam się słodko.
   - Zawsze. - Opowiedział z uśmiechem. - Słucham?
   - Zawołasz już wszystkich na obiad? - Chciałabym przedstawić im Lunę. - Skinęłam głową w stronę blondynki. - A, i jakbyś mógł zrobić na obiad też coś bez mięsa. - Pościłam mu oczko. Zgodził się i złapał za pusty jeszcze garnek i drewnianą łyżkę. Zawsze przychodziłam wcześniej, żeby zobaczyć "porę karmienia". Kiedy byłam mała, uwielbiałam oglądać filmy dokumentalne o dziki zwierzętach, i dam sobie uciąć rękę, ale w naszym domu karmienie wygląda tak samo. Kiedy tylko Tae uderzył łyżką w garnek, krzycząc na cały dom "obiad", sufit zaczął się trząść, a z piętra dochodziły odgłosy przepychania pomieszane z okrzykami zwycięstwa, jak ktoś wysunął się na prowadzenie, albo zawodu, kiedy ktoś biegł na końcu. Schody były zawsze najbardziej niebezpieczne w tym całym wyścigu, bo raz na jakiś czas ktoś się potknie i spadnie. Tak było i tym razem. Biedny U-Kwon został brutalnie podcięty w kostkach przez Korę, a że był na końcu, to lecąc ze schodów wpadł na resztę bandy i tak wszyscy skończyli przygnieceni przez niego. Na samym dole leżał i jęczał Zelo, potem był Luhan, na nim Cassie a na samej górze sprawca wypadku, U-Kwon. Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać, więc, idąc na kompromis, popłakałam się ze śmiechu. I z okrzykiem triumfu po całej tej leżącej zgrai nieudaczników, przebiegła Kora.
   - Frajerzy! - Pokazała im język i odwróciła się w stronę jadalni. - Ej! Gdzie jest żarcie?! - Tekst godny głodnego wikinga. Moja histeria śmiechu dalej nie przechodziła.
    - Nie ma. - Odpowiedział ze spokojem Taemin. - Będzie za jakieś pół godziny. Elie ma do was sprawę. - I tak zyskałam ich uwagę.
    - Chciałam wam kogoś przedstawić. - Wskazałam na dwójkę za moimi plecami. - To Luna i L. Będą teraz z nami mieszkać. - Do L podszedł Luhan i przywitał się. No tak, oni przecież się znają. Dziewczyny od razu znalazły z Luną wspólny język. Cieszę się, że nasze grono coraz bardziej się powiększa. Mam nadzieję, że już niedługo powiększy się jeszcze bardziej.

***

   Obiad minął bardzo luźno i teraz każdy poszedł zająć się sobą. Mnie jednak wciąż nurtowało pytanie, jakie padło od Luny do Tao. Sama byłam ciekawa. Skierowałam się do sypialni chłopaka, zapukałam kilka razy, ale nikt mi nie odpowiedział. A przecież mówił, że idzie do siebie. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi. Wsunęłam głowę do pokoju i rozejrzałam się. Zobaczyłam chłopaka tańczącego przed lustrem w słuchawkach na uszach. Nic dziwnego, że nie reagował na pukanie. Muzyka była na tyle głośna, że nawet ja ją słyszałam. Muszę przyznać, że dobrze się ruszał, jako była absolwentka podstawówki o profilu baletowym, potrafię określić czy ktoś czuje rytm, czy nie. Z tej szkoły pozostało mi tylko to, plus bolące stopy, kiedy przypominam sobie tamte lata. Przekroczyłam próg pokoju i obserwowałam nadal poruszającego się chłopaka, czekając aż mnie zauważy. Niestety, jeśli ktoś tańczy z zamkniętymi oczyma, to raczej szybko cię nie zauważy. Podeszłam do niego i chciałam klepnąć go w ramię, kiedy on wykonał nagle szybki obrót i kopnął mnie w nogę, a ja wylądowałam na tyłku przeklinając własną głupotę.
   - Jezu! Przepraszam, naprawdę! - Usiadł koło mnie na ziemi i potrząsał mną za ramiona.
   - Przestań. - Ściągnęłam z siebie jego dłonie. - Żyję, nic mi nie jest. To moja wina że tu wlazłam i jeszcze ci przeszkadzam.
   - Ale nie zemdlejesz mi tu zaraz, prawda? - Zapytał z nadzieją w głosie.
   - Marzę o tym, żeby stracić przytomność w twoim pokoju, wiesz? - Przypuszczam, że dało się wyczuć sarkazm w moim głosie. - Skoro już zwróciłam twoją uwagę, przyszłam pogadać. Od pewnego czasu strasznie ciekawi mnie pewna kwestia.
   - A mianowicie... - Ponaglił mnie.
   - Dlaczego dokładnie odszedłeś od Taeila i pomagasz nam? - Długo mi nie odpowiadał, widocznie musiał się zastanowić czy chce żebym wiedziała, czy nie. Nie poganiałam go, wiedziałam, że sam musi podjąć tę decyzję.
   - Zadecydowałem o tym po przekazaniu mi mocy od Erlosa, który nie wiem czym się kierował wybierając mnie. Może tym, że już za dzieciaka życie mi dokopało i myślał, że dziecko, które wychowało się praktycznie na ulicy, nie będzie miało skrupułów zabijać dla kaprysu. Ale na pewno nie było tak w moim przypadku. Jak miałem sześć lat, razem z rodzicami mieliśmy wypadek samochodowy, oni zginęli na miejscu, tylko ja przeżyłem. Po moim wyjściu ze szpitala, sąd postanowił, że zamieszkam z dziadkami. Niestety dla nich liczyła się tylko wódka i kasa na nią. Wydawali na to wszystkie pieniądze, jakie dostawali od państwa na moje utrzymanie, rzadko kiedy widziałem ich trzeźwych. A już jak się zdarzało, to obwiniali mnie za śmierć ich córki, bo czemu ja żyję, a ona nie? Tak więc do domu przychodziłem tylko spać. Szybko się uczyłem i w końcu zacząłem sam na siebie zarabiać, odkładałem wszystko, co udało mi się zdobyć i tak w końcu wyprowadziłem się od nich. W miarę jak dorastałem, koledzy i koleżanki zaczęli mówić mi, że mam dobre ciało i mogę na nim pozarabiać. - Moje oczy powiększyły się ze zdziwienia. - Nie głupia, nie tak. Dostałem pracę jako model lokalnej marki dżinsów. Na zdjęciach nie było widać mojej twarzy. Tak praca mi całkowicie odpowiadała. Była dobrze płatna, a nie byłem narażony, że dziadkowie mnie zobaczą, choć i tak co jakiś czas zjawiałem się u nich zostawiając pieniądze. Wiedziałem na co je wydadzą, ale jednak to moja jedyna rodzina. Później zostałem wybrany przez Taeila, powiedział mi kilka rzeczy, po których postanowiłem, że w życiu nie będę taki jak on. - Wyrzucił to z siebie na jednym wydechu. - Słyszałem, że jeśli będziemy wszyscy razem, to na pewno uda nam się was w końcu wybić, że z naszego gatunku już nikt nie został, wszyscy zginęli, a nasze moce to wszystko co po nich zostało. Erlos powiedział, że chce żebym kontynuował to, co on zaczął, bo jak w końcu się od was uwolnią, to ich życiowa misja się skończy. - Ukrył głowę w dłoniach i głośno westchnął. - Pokazał mi jak zabijał. Nieważne czy to dziecko, czy kobieta, nie miał żadnych skrupułów, to było straszne. Jeśli on wybrałby Taeila, już dawno byś nie żyła. - Podniósł głowę i popatrzył mi w oczy. - Nie chcę żebyś umarła. - Po czym przysunął się do mnie i złączył nasze usta w pocałunku. Na początku nie wiedziałam co się dzieje, kiedy dotarło do mnie, co właśnie robimy, nie odważyłam się ruszyć nawet o milimetr. To nie był namiętny pocałunek, tylko ledwie zetknięcie się ust. Odsunął się tak nagle, jak zbliżył. - Dzięki, że mnie wysłuchałaś. Teraz zrobiło mi się lżej. - Lekki uśmiech pojawił się u niego na twarzy.
   - Nie musisz dziękować. To ja się cieszę, że mi zaufałeś. - Podniosłam się i przeciągnęłam. - Ale jestem zmęczona. Idę spać, coś czuję że jutrzejszy dzień da nam ostro w kość.
   - Dobranoc. - Usłyszałam, wychodząc z pokoju.
   Nie mogłam zasnąć przez jakiś czas, ciągle myślałam o Tao. To niesamowite, że ktoś może być tak dobry, mimo że tyle złego spotkało go w życiu. No Elie, trzeba przyznać się przed samą sobą, że z dnia na dzień ten chłopak staje się dla ciebie kimś więcej. Dotknęłam palcami ust. To nie był pocałunek, raczej całus albo buziak, ale jednak. Jeszcze nie byliśmy tak blisko siebie. I muszę stwierdzić, że podobało mi się to.


____________________________________
Jest! W końcu!
Przepraszam, że tyle to trwało, ale w wakacje trudno coś planować.
Chciałabym podziękować Lunie za przypominanie o tym rozdziale, bo inaczej nie skończyłabym go do końca wakacji.
Mam nadzieję, że ten rozdział dużo wyjaśnia, bo od następnych rozdziałów chciałabym przejść do akcji głównej. Początkowo miało być to krótkie opowiadanie (max. 10 rozdziałów), ale po rozpisaniu całego pomysłu powinno wyjść coś około 25 ;P


Dedykuję to Martynie, która też truła mi głowę o nowy rozdział ;)
Mojej najukochańszej i niezastąpionej ( zUej ) przyjaciółce JMLM :D Za wszelkie rady, spostrzeżenia i groźby - wiedz, że jesteś dla mnie wzorem! <3
I na koniec dedykuję to też wszystkim, którzy trafili tu z polecenia przez Lunę! (Ujawnijcie się w komentarzach, żebym wiedziała dokładnie komu dedykować xD). Oraz wszystkim, którzy czytają to opowiadanie! Dziękuję, że jesteście <3


Na dziś to koniec, kolejny rozdział wstawię… nie mam pojęcia kiedy xD ale jak będzie rok szkolny, to powinny pojawiać się co piątek ;)
A teraz lecę, bo mój pies właśnie skacze po blacie w kuchni goniąc muchę 0_o


Pozdrawiam, wasza Elie ! <3


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wypada coś napisać, prawda? Nie bardzo wiem co. To trochę moja wina, że tyle to trwało (czyli w sumie dwa dni), bo w trakcie mojego sprawdzania mniej więcej dziesięć razy padał mi internet. Na co najmniej pół godziny za każdym razem... Jak można zauważyć, pojawiła się dziewczyna o pięknym (bo moim) imieniu, Luna. Nie był to mój pomysł, w zasadzie Elie też nie... (choć to ona wyskoczyła z jabłonią xd), zaczęło się od żartu, wyszło całkiem serio. Piąty rozdział, z tego co wiem, już się pisze. Miłego! ; )
Luna