Przez wizytę Taeila i jego ludzi u nas w domu, wszyscy zgodzili się podwoić liczbę treningów. Właśnie mieliśmy ćwiczyć walki z U-Kwonem i Luhanem. Chłopaki dali nam niesamowity pokaz na początek, U-Kwon miał mocne i zdecydowane ruchy, nie bał i nie wahał się zadawać ciosów. Natomiast Luhan był niesamowicie szybki, unikał lub parował wszystko czym raczył go jego partner. Wszyscy śledziliśmy ich ruchy z rozchylonymi ustami i szeroko otwartymi oczami.
- Widzieliście już mniej więcej na czym to polega, teraz spróbujecie wy. - Lu zwrócił się do nas z uśmiechem. - Aha, i dobierzcie się w pary, najlepiej mieszane. - O nie! Z paniką w oczach rzuciłam się w stronę Zelo.
- Co ty na to żebyśmy byli razem? - Uśmiechnęłam się do niego. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale go wyprzedziłam. - Zgoda? Super. - Złapałam go pod ramię pokazując wszystkim dookoła z kim jestem w parze. No może nie wszystkim, ale takiemu jednemu.
Chyba jednak popełniłam błąd prosząc tego dryblasa o bycie moim partnerem, wszystko mnie bolało i siniaki musiałam mieć chyba wszędzie. Ale perspektywa bycia tak blisko Tao nie była zachęcająca. Co ja myślę! Była zachęcająca i to bardzo, ale obawiam się reakcji własnego ciała.
- Dobrze wam idzie, więc teraz się zamienimy. Cassie idź do Elie. - U-Kwon wydawał rozkazy jakby był w wojsku.
Walka z Cassie była dużo łatwiejsza. Dziewczyna miała problem z zadaniem jakiegokolwiek ciosu, jak zdarzyło się że mnie dotknęła, to od razu przepraszała. Spojrzałam na wymieniających ciosy Zelo i Tao. Robili to niesamowicie, ale z tego co słyszałam, obydwoje kiedyś trenowali jakieś sztuki walki. U-Kwon był w siódmym niebie patrząc na ich walkę i kibicując, żeby któryś zrobił coś drugiemu. Kątem oka zobaczyłam poruszenie w drzewach, zaczęłam się martwić że jednak Taeil wrócił mnie zabić, więc cicho oddalając się od grupy przyjaciół weszłam w las koło naszego domu. Jednak zapomniałam, że jedna osoba dokładnie wie o czym myślę. Luhan w postaci psa przybiegł szybko i zrównał się ze mną. Czułam czyjąś obecność, ale to nie było takie uczucie jak z bandą Taeila, było całkowicie inne.
- Chodź, wracamy. - Na polanę koło domu wróciliśmy w momencie kiedy Tao został powalony przez Zelo. Wszyscy śmiali się aż płynęły im łzy po twarzy, no może nie wszyscy, bo samemu poszkodowanemu nie było do śmiechu. Miał taki smutny wyraz twarzy i moje dobre serce (czasem się pokazuje) zmusiło mnie do podejścia do niego.
- Może ci pomóc? - Zagadnęłam wyciągając rękę w jego kierunku, uśmiechnął się szeroko i chwycił moja wyciągniętą dłoń. Skierowaliśmy się do kuchni, w której znajdowała się apteczka. Chłopak usiadł grzecznie, tak jak prosiłam, na stołku kuchennym, kiedy ja sprawdzałam zawartość pudełeczka z lekami. Znalazłam wodę utlenioną, gazę i maść na siniaki, czyli to czego potrzebowałam. Wzięłam najgrubszą igłę i strzykawkę, po czym nabrałam do nich maści na siniaki, odwracając się przodem do chłopaka z uśmiechem (jak to mówi Taemin) szalonej dżdżownicy, nie wiem czemu ale Tao momentalnie zbladł. Przekrzywiłam głowę w ptasi sposób i odłożyłam na blat strzykawkę za którą podążał wzrok mojego pacjenta. Chwyciłam za wodę utlenioną i wylałam troszkę na gazę. Tao dalej patrzył z uporem maniaka na przygotowaną maść. Przyłożyłam mu gazę do policzka, na którym miał ranę, podskoczył na ten gest jak porażony prądem. - Spokojnie! To tylko ja. - Spojrzał na mnie poważnie.
- Nie będziesz mi nigdzie tej igły wbijać, nie? - Oczy miał cztery razy większe niż normalnie, przez co wyglądał jak przerażony mały kociak, którego miało się ochotę przytulić. Zaśmiałam się i pokręciłam przecząco głową. Kiedy skończyłam go opatrywać do kuchni wbiegł Zelo cieszący się jak małe dziecko.
- Stary świetny byłeś! - przybili sobie piątki. - Robimy dziś popijawe! - Wykrzyknął uradowany, po czym spojrzał na mnie z psotnym uśmieszkiem - Elie, słońce, mną też możesz się zająć? - Skinęłam głową z najbardziej uroczym uśmiechem na jaki było mnie stać i z powrotem chwyciłam do ręki igłę ze strzykawką. Chłopak z przerażeniem spadł z krzesła i uciekł szybko z kuchni.
- Zelo, SŁONKO, chodź, przecież tak bardzo cię boli. - Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. - Taki duży a boi się zastrzyków.
- Albo jesteś sadystką, albo masz bardzo ... - Zastanowił się. - Odmienne poczucie humoru. - Powaga z jaką to powiedział była powalająca. - Jesteś straszna. - Mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.
- Jak będzie coś boleć to przyjdź do mnie i zrobię ci akupunkturę. - Teraz już nie mogłam się powstrzymać i wyjęłam wszystkie igły jakie były w apteczce (a naprawdę było ich sporo, od najcięższych do 2mm), po czym skierowałam się do swojego pokoju.
***
Impreza wszystkim kojarzy się z bandą tańczących nastolatków pijących alkohol. No tak, w naszym przypadku było to tylko 'nastolatków pijących alkohol'. Na pewno nie były to dwa czy trzy piwa, wódka lała się hektolitrami, a konsumowało ją głównie nasze męskie grono. Zelo siedział na podłodze w bardzo powyginanej pozycji, jak on to zrobił, nie mam pojęcia, ale od samego patrzenia na niego wszystko mnie bolało. U-Kwon spierał się o coś z Cassie i oboje żywo gestykulowali, co skończyło się zbitymi szklankami. Taemin gadał sobie właśnie cicho z butelką wódki na temat kolorów a Luhan zamiatał podłogę (nie rozumiem niektórych ludzi, mają ciężkie choroby takie jak pedantyzm, które wzmagają się po spożyciu procentów, to po co oni je piją?!) Tao gdzieś znikł, wcześniej krzycząc, że u nas w domu jest Pikachu (pewnie miał na myśli chomika Zelo), więc mam nadzieję, że Kora pilnuje go przed zrobieniem jakiegoś głupstwa, za to ja kulturalnie piję swoje drugie piwo, obserwując całą tą bandę klownów.
Do pokoju wpadł ciemnowłosy poszukiwacz pokemonów ciągnąc za sobą zataczającą się Korę. Całe moje piwo, akurat znajdujące się u mnie w ustach, zostało brutalnie z nich usunięte w postaci pięknego wodospadu, a czemu? Dlatego że blondynka była ubrana w jednoczęściową piżamę pandy, na pierwszy rzut oka widać, że o wiele za dużą. Cassie, widząc to, podeszła do dziewczyny i z przerażeniem zapytała:
- Kto ci to zrobił?
- Ja! - Dumnie zawołał Tao. - Każda panda jest taka urocza. - Nie mogłam wytrzymać więc płakałam ze śmiechu, zresztą nie ja jedna, podczas kiedy Tao patrzył się w piżamę z takim uwielbieniem, jakby była zrobiona ze złota.
- W takim razie muszę ci pogratulować. - Gray w końcu się odezwała. - Odwaliłeś kawał dobrej roboty. - Mówiąc to przytuliła osłupiałą dziewczynę do siebie i zaczęła jej szeptać coś na ucho, przez co Kora bardzo się zaczerwieniła. Impreza trwała w najlepsze a oni wszyscy nadal pili, alkoholowi nie było końca. Po jakimś czasie zaczęły jednak odpadać kolejne osoby. Jako pierwszy, zgon zaliczył Taemin, po długiej rozmowie na temat kolorów z butelką, poszedł do Luhana przytulając się do niego jak małe dziecko, praktycznie od razu zasypiając. Czyli dwójkę mamy już z głowy. Spojrzałam dalej na mamroczących do siebie Zelo i U-Kwona, dyskutowali z takim zacięciem i moja ciekawość zaczynała wzrastać, więc przesunęłam się bliżej, chcąc usłyszeć o czym rozmawiają.
- Stary, to przykre, wiesz? - Jedno zdanie, a tyle zachodu żeby je wypowiedzieć, biedny Zeluś.
- Co jest przykre?
- To, że taki Taemin i Luhan, niby tak się kochają, a dla mnie to wygląda jakby byli rodzeństwem. - Chwila zastanowienia. - No ale przecież rodzeństwa się nie posuwa, nie?
- Chyba nie, nie mam rodzeństwa. - U-Kwon jak zwykle błysnął inteligencją.
- A ja mam stary, i jakoś sobie tego nie wyobrażam. - Znowu chwila ciszy. Boże, jak ja się cieszę że nie lubię alkoholu i toleruję tylko piwo. - To może ja też jestem gejem?
- Ja ci tego nie powiem. - Proszę państwa, jemu już dziękujemy! Taka ilość procentów zabije mu wszystkie szare komórki. - Chyba że mam ci pomóc sprawdzić. Jak chcesz to mnie pocałuj. - Moje oczy powiększyły się kilkukrotnie. Nie, żebym miała coś do całujących się facetów, nie, to jest całkiem podniecające, ale ONI? Razem? Nie, mój mózg tego nie wytrzyma, więc zakryłam sobie oczy dłońmi. No ale ja, to ja, i musiałam jednak to zobaczyć. Zelo nachylił się do chłopaka, składając na jego ustach pocałunek, trwali tak chwilę nie wykonując żadnych ruchów. Ale w końcu pogłębili pocałunek. Byli tak pijani, że na pewno nie będą nic rano pamiętać, co ja bardzo chętnie wykorzystam. Wyjęłam telefon z kieszeni i zaczęłam ich nagrywać.
- Chłopaki i jak było? - Zapytałam kiedy w końcu oderwali się od siebie.
- Inaczej. - Między brwiami Zelo pokazała się zmarszczka. - Idę spać. - Wstał i poszedł w stronę swojego pokoju. Z wrednym chichotem schowałam telefon i moje spojrzenie padło na U-Kwona, spał na stole, a ja jakoś nie miałam ochoty zanosić go do łóżka, więc skierowałam się do reszty przyjaciół. Tą resztą okazały się tylko Cassie i Kora siedzące przytulone na kanapie i oglądające jakiś film. Głośno westchnęłam i poszłam do swojego łóżka, co jak co, ale tam jest najlepiej. Ściągnęłam koszulkę i już miałam zsuwać dżinsy z tyłka, kiedy pościel na moim łóżku się poruszyła. Wzięłam do ręki miotłę i delikatnie podniosłam skrawek kołdry do góry. Spodziewałam się zobaczyć tam niedźwiedzia a nawet Taeila z AK-47, ale śpiący Tao nawet w zakamarkach mojego umysłu się nie pojawił. Szturchnęłam go kijem.
- Zaraz wstanę mamo. Jeszcze kilka minut. - Parsknęłam i znowu go dźgnęłam. - No już, już wstaję. Na śniadanie proszę owsiankę z uśmiechniętą buźką. - Wybuchnęłam głośnym śmiechem. Ile on ma lat?! Pięć? Zamachnęłam się kijem i uderzyłam go w tyłek. Zerwał się jak poparzony. - Co się dzieje? - Nerwowo rozglądał się na boki.
- Spokojnie, to tylko ja. - Wzrok chłopaka spoczął na mnie i dosłownie sekundę później jego twarz przybrała kolor dojrzałej wiśni. Uniosłam do góry jedną brew nie rozumiejąc wiele. - Chory jesteś? - To chyba nie jest normalne, żeby ktoś momentalnie się tak czerwienił. Spojrzałam na niego i podążyłam za jego wzrokiem, który miał utkwiony w mojej klatce piersiowej. Mój wrzask było chyba słychać w kosmosie. - Ty zboczeńcu jeden! Na co się gapisz?! - Wrzeszczałam, jednocześnie próbując się zakryć. Kiedy już miałam na sobie koszulkę, zaczęłam okładać go kijem. - Wypad z mojego pokoju, bo zatłukę! - Może byłam za bardzo brutalna, ale poskutkowało, uciekł z pokoju jakby goniło go stado demonów.
*
Poranek dla większości był ciężki. W sumie to dla wszystkich, ale oprócz mnie. Zeszłam rano na dół i z dobroci serca postanowiłam zrobić im koktajl bananowy na kaca. Obrałam i pokroiłam owoce, wyjęłam miód i kefir. Kiedy wszystko miałam gotowe nastawiłam belnder na najwyższe obroty. Po całym domu rozległ się okropny hałas, mnie nie bolała głowa ale i tak strasznie to irytowało. Usłyszałam że w salonie coś spadło, a raczej ktoś. Aaa, no tak, U-Kwon spał na stole, mam tylko nadzieję że spadając nie złamał sobie karku. Minęło dobre dziesięć minut, a na blat kuchenny praktycznie wdrapał się chłopak.
- Nie masz serca potworze. - Powiedział do mnie z przymrużonymi oczami.
- Ja nie mam serca? - Czasem talent aktorski bardzo się przydawał. - A kto rano zerwał się z łóżka żeby zrobić wszystkim koktajl na kaca? - Wskazałam brodą blender, jego oczy powiększyły się dwa razy.
- Cofam wszystko co powiedziałem! Kocham cię. - Od razu wypił cały kubek jaki przed nim postawiłam.
- Tylko MNIE nie całuj. - Specjalnie tak zaakcentowałam jedno słowo.
- Słucham? Ja przecież nikogo nie całowałem. Nic takiego nie pamiętam. - Trudno żeby pamiętał, skoro wypił tyle alkoholu. - W ogóle nic z wczoraj nie pamiętam. Jedyne co kojarzę, to smak orzechów.
- Orzechów? Nie mamy w domu orzechów. Tylko wódkę orzechową. Ale nie przypominam sobie żebyś ją ruszał. - Zastanowiłam się. Czyżbym coś przeoczyła?
- Na pewno nie, ani kropli, nie znoszę orzechówki. - Skrzywił się, uroczo wysuwając dolną wargę.
- Za to ja wypiłem chyba całe wiadro. - Do naszej rozmowy wtrącił się wyraźnie niewyspany Zelo, schodząc po schodach i przeciągając się. Był w samych spodniach. Zaśmiałam się, a chłopcy popatrzyli po sobie i popukali się w czoło. Ja im dam, poczekam aż wszyscy przyjdą i wtedy pokażę wspaniały filmik. Powoli do kuchni schodzili kolejni skacowani, a jak tylko pojawiali się w drzwiach, dostawali po wielkim kubku koktajlu. Ostatni przyszedł Tao.
- Cześć wszystkim. - Kurde, jak na spotkaniu AA. - Was też tak wszystko boli? Czuję się jakby napadło mnie stado dzieciaków i okładało patykami. - Hehehe, ups. - A tak w ogóle to jak impreza się skończyła, bo mi urwał się film. - Niewinne pytanie, ale teraz ja wkraczam do akcji.
- Jako że ja wypiłam najmniej, wiem co się działo. - Teraz zyskałam posłuch u wszystkich. - Długo wam nie zajęło upicie się do takiego stopnia, żeby działać pod wpływem impulsu, na początku Tao poszedł polować na twojego chomika Zelo. - Przerażony wzrok różowowłosego zatrzymał się na marszczącym czoło kłusowniku. - Ale nie udało mu się to. Dalej, Taemin rozmawiał z butelką czystej o kolorach, co nie byłoby aż tak dziwne, gdyby nie chodził z nią po pokoju i nie pokazywał jej przykładowych kolorów, zresztą i tak je myląc. - Chłopak lekko się zaczerwienił, a ja bezlitośnie kontynuowałam. - U-Kwon z Cassie tak zacięcie rozmawialiście, że pobiliście kilka szklanek a Luhan biegał z miotłą więc od razu to sprzątnął. - Luhan cicho mruknął pod nosem coś, co zabrzmiało jak "Matko, znowu?". - Kolejnym zaskoczeniem była Kora przebrana za pandę, tak Tao, to była twoja piżama, przyznałeś się. Później Kora i Cassie zaczęły oglądać jakiś łzawy film, za to w tym czasie U-Kwon i Zelo całkiem nieźle się bawili. - Wyciągnęłam telefon włączyłam filmik i obserwowałam. Oczy różowowłosemu prawie wyszły z orbit, a drugi chłopak zbladł. Długo panowała grobowa cisza, po czym reszta wybuchnęła śmiechem. Chłopcy chwilę później do nas dołączyli i teraz śmialiśmy się wszyscy razem.
***
- Widzisz co się tam dzieje? - Głęboki głos rozbrzmiał koło ucha dziewczyny. - Taeil chce wiedzieć. - Dziewczyna lekko się spięła słysząc to, miała powoli dość dyktatorskiej władzy tego kurdupla. Wiedziała, że gdyby była słabsza, nic by nie znaczyła. Był silny, to musiała przyznać, ale ci, na których polowali, byli jeszcze silniejsi. Ale Taeil to i tak nic, w porównaniu do tego osobnika, który stał za nią, był bezwzględny i uwielbiał patrzeć jak cierpią ludzie.
- Wysłałam JJ żeby się rozejrzał. A z tego co widzę, to większość z nich ma olbrzymiego kaca.
- Dlaczego nie pozwolił wczoraj uderzyć?! - Warknął chłopak. - Już dawno byliby wszyscy martwi, a tak dalej musimy się czaić. - Po plecach dziewczyny przeszły dreszcze. Coraz częściej miała ochotę rzucić ich bandę w cholerę, ale wiedziała że ani Minho, ani Taeil jej na to nie pozwolą, jej moc była dla nich bardzo ważna. W ich kierunku zmierzał właśnie piękny niebieski motyl. Przysiadł koło dziewczyny i zmienił się w wysokiego blondyna.
- Nic tam się nie dzieje. - Kiedy tylko z jego ust wydostało się to zdanie, dziewczyna automatycznie się rozluźniła. Minho wzruszył ramionami a na jego miejscu pojawił się czarny kruk i odleciał w stronę swojego pana. - Gisa... - Niby tylko imię, ale niebieskooka czuła w nim obietnicę bezpieczeństwa. - Wiesz, że możesz w każdej chwili...
- Nie, nie mogę. - W oczach Gisy można było zobaczyć smutek. - Chodźmy stąd. - Po tych słowach obydwoje zmienili się w motyle i polecieli w tym samym kierunku co kruk.
___________________________________
Dziś baaardzo malutko (z 6 punktów napisałam tylko 4 T-T) ze względu na mój wyjazd na wakacje, zaraz wsiadamy do auta i jedziemy w prawie 8 godzinną podróż... (Rozdział wstawiony tylko dla Gisy XD)
Zabieram cały komputer ze sobą, więc będę pisać i pisać, i jak wrócę to może nawet dwa rozdziały wstawię naraz :D
Mam nadzieję, że ludzie którzy będą u mnie w grupie bardzo mnie nie wymęczą xD
Rozmowa między autorką a betą cz.2!
L:" co chciałaś napisać przez ,,gdziełam''?" " może dźgnęłam? xd"
K:" Wlasnie xD" " Zapomnialam slowa xD"
L:" kiedy nieziemsko przystojny chłopak leży w twoim łóżku, to co powinnaś zrobić? cóż, według Elie Brauce najlepiej szturchnij go miotłą xd"
K:" XDDD hahahaha"
Jeszcze raz wesołych wakacji :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu trzeci rozdział. I niestety ostatni przed długą przerwą, spowodowaną wyjazdem panny Brauce. No w końcu mamy wakacje ;d Elie wyjechała wczoraj w nocy i niedługo przed tym dopiero skończyła pisać. Nie zdążyła nawet dokończyć tego rozdziału, bowiem zaplanowała sobie, że będzie on trochę dłuższy. Ale cieszmy się tym co jest! ;D A wszystko, czego nie zdążyła tu napisać, pojawi się w rozdziale czwartym : ) Połowę poprawiłam wczoraj, resztę dzisiaj i oto wrzucam wam kolejną, trzecią część tej opowieści, w imieniu wspaniałej autorki.
Luna
Jejuuuuśku <3
OdpowiedzUsuńBardzo efektowne wstawienie rozluźniającej imprezy ^^
I oczywiście wielka radocha, bo znowu się pojawiłam :D
Dziękuję, za to, że poświęciłaś swój czas, żeby to napisać. Kurcze, jak ja wytrzymam tyle czasu bez nowych rozdziałów? :((
Ale no Żelek z U-kwonem? Tu mnie zaskoczyłaś :D
W każdym bądź razie coś nie mam pomysłu na inne sformułowanie mojej reakcji po przeczytaniu. Po prostu bardzo mi się podobało :D
Pozdrawiam i jeszcze raz życzę miłych wakacji!