piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 2

  Mieszkamy już wszyscy razem od około miesiąca, relacje miedzy nami są już doskonałe wręcz. Na samym początku były zgrzyty i kłótnie. Ja nie mogłam im zaufać, przez co moje relacje z Tao ze złych stały się tragiczne. Staramy się unikać siebie nawzajem, przez co prace w domu zostały poważnie zaburzone. Ponurą atmosferę w domu naprawiała reszta wariatów, inaczej nie da się ich nazwać. Zelo i U-Kwon, do tego Cassie, to mieszanka wybuchowa, wszędzie ich pełno i starają się uprzykrzać życie reszcie. Ganiają się po domu i robią głupie żarty. Luhan z Tae są wszędzie razem, przytulając się i całując, czym doprowadzają mnie do szału. Kora potrafi przesiedzieć cały dzień czytając książkę lub trenując, no nie zapominajmy że wodzi też cały czas wzrokiem za Cassie. Tao chodzi po domu jak naburmuszona księżniczka (jeśli chodzi o to, żeby zrobił coś w moim towarzystwie), a jak jest z Zelo, to na jego twarz wraca znowu ten sam uśmiech. W życiu bym się nie przyznała , ale jest mi smutno że jest taki dla wszystkich, tylko nie dla mnie.  
  - No to dziś po obiedzie zmywa Elie i... -Taemin złapał się pod brodę - Tao. - W całym domu zapadła niezręczna cisza.  Wszyscy wiedzieli, że jeśli się nie zgodzimy, to rudowłosy znowu się obrazi i nie będzie chciał gotować. Raz, kiedy Zelo zamiast posprzątać po kolacji, rozsiadł się przed telewizorem, Tae tak się wściekł, że kilka dni nie dotknął nic w kuchni. Wszyscy inni byli antytalentami w sprawach kulinarnych i głodowali przez ten czas. Nikt nie chciał żeby to znów się stało, ale zostawienie nas razem, samych w kuchni, groziło wybuchem III wojny światowej.
  Ciszę przerwał dźwięk odsuwanego krzesła i brzęk zbieranych przeze mnie talerzy. Nie lubię tego robić, ale wolę to, niż mieć na karku obrażonego Taemina, a co za tym idzie, także Luhana. W ciszy razem pozbieraliśmy naczynia i zaczęliśmy zmywać. Znowu w duchu przeklinałam Zelo, że ma najnowsze kino domowe, nową lodówkę czy nawet pralkę, a głupiej zmywarki to już nie. Podniosło mi się ciśnienie i spróbowałam wyżyć się na gąbce, podziałało.
  - Możesz z łaski swojej przestać? - spojrzałam na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem. - Patrz ile piany tu jest teraz, a to tylko dlatego że znęcasz się nad tym biednym przedmiotem. - Wskazał na gąbkę spoczywającą w mojej ręce. Szczerze, powoli zaczynało mnie jego zachowanie irytować, więc dużo nie myśląc rzuciłam w niego tą pianą. Jego, i tak wielkie, oczy rozszerzyły się do granic możliwości. - Dlaczego to zrobiłaś?
  - Bo akurat miałam taki kaprys. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Tylko prychnął pod nosem i na mojej twarzy znalazło się pełno białej piany. - Ej! Co ty sobie myślisz? - krzyknęłam. - Jeśli uważasz że to jest zabawne...
  - To jest bardzo zabawne. - Tak się śmiał, że po jego twarzy spłynęło kilka łez. Zacisnęłam mocno zęby, podniosłam całą pianę ze zlewu siłą woli i uniosłam nad chłopaka. Poczuł na nosie krople wody i spojrzał w górę dokładnie w momencie, kiedy ściana piany runęła mu na twarz. Teraz to ja płakałam ze śmiechu. Zobaczyłam jak cały mokry ściąga koszulkę i odrzuca ją na bok. - Teraz tego pożałujesz. - Jego mięśnie ruszały się pod skórą kiedy pociągnął mnie w dół, na ziemię, szybko odzyskałam zdolność myślenia i próbowałam się wyrwać. Niestety zostałam całkowicie pokonana. Siedział mi okrakiem na brzuchu trzymając za dłonie tuż nad moją głową. W tej pozycji nie mogłam nic mu zrobić mocą. Chwila! Przecież mam jak mówić. Już otwierałam usta, kiedy znalazała się w nich jego mokra koszulka. Zagryzłam na niej zęby i spojrzałam na niego wściekle. - Wyglądasz... - i już nie dowiem się jak wyglądałam, gdyż w drzwiach stanęła reszta naszych domowników. Luhan trzymał rękę na ustach swojego chłopaka, który zresztą wyglądał jakby miał się popłakać. U-kwon i Zelo byli cali czerwoni na twarzy i kiedy Tao zapytał się, czego chcą, to wybuchnęli głośnym i niepohamowanym śmiechem. Kora z Cassie patrzyły z głupkowatymi uśmiechami, po chwili doszło do mnie co widzą. Tao siedzący na mnie bez koszulki i trzymając mnie za ręce nad głową. Scena jak z taniego pornosa. Zaczerwieniłam się cała na twarzy.
  - Zejdź ze mnie, bo nie ręczę za siebie. - Wysyczałam przez zęby, żeby zwrócić na siebie uwagę chłopaka, udało się. Spojrzał ma mnie, po czym momentalnie rozszerzyły mu się oczy i cały zrobił się czerwony jak pomidor, ale szybko odzyskał rezon i uśmiechnął się łobuzersko dotykając nosem mojej szyi na co zaczęłam się drzeć jakby mnie obdzierano ze skóry. Najgorsze jest to, że mi się to podobało. Głupie hormony! Głupi wiek dorastania! Jęk bólu i chórek męskich "uuuuu" uświadomił mi, że w końcu moje dzikie kopanie nogami na coś się zdało. Tao zsunął się ze mnie na podłogę zwijając się w kłębek z rękoma między udami. Chyba jednak zrobiłam to za mocno, chociaż z drugiej strony, należało mu się. Uniosłam dumnie głowę do góry i poszłam się przebrać.


***


  Dziś mieliśmy mieć pierwsze zajęcia z poznawania przystosowywania się naszych ras.
  - Może zacznę od tego, że, jak zdążyliście zauważyć, każdy z nas zmienia się w inne zwierzę, a jest tak dlatego, że nasze dusze trafiły do zwierząt będących najbliżej miejsca przekazania mocy. - To mnie już od jakiegoś czasu zastanawiało.
  - A jak to jest z waszymi imionami? Też przybieracie je po zwierzętach w których zamieszkujecie? - Kora spojrzała na Luhana, Taemina i U-Kwona.
  - Nie, imiona mamy takie same od zawsze. - Ale... ale przecież mój pies nazywał się Luhan, a takie zbiegi okoliczności nie istnieją.
  - Elie, nasza pani już od dawna ciebie obserwowała i kiedy pojechaliście po tego psa, użyła swoich mocy, żebyś nazwała go moim imieniem, miało być ci tak łatwiej. - Spojrzał mi głęboko w oczy, wiedziałam ze mogę na niego liczyć, w końcu czuję się jakbym miała starszego brata.
  - Jak też pewnie zauważyliście, przy zmianie nasze oczy przez pewien czas maja inny kolor, najczęściej pierwotny kolor zwierząt w których ciałach żyjemy. - Kora dalej prowadziła swój wykład. - Nasze moce są bardzo uzależnione od zdolności naszych Panów. Mamy praktycznie równą moc, po to, żeby móc was bronić. Tyle że my nie możemy z niej, tak jak wy, korzystać, nam służy tylko do tego, żeby was obronić. Jeśli chcielibyśmy was skrzywdzić, najpewniej sami byśmy się przez to zabili. - Spuściłam wzrok, nie wiedziałam że mają aż tak trudno, muszą nam służyć bez względu na to, co sami myślą. - A jeśli chodzi o nasze rasy, to u nas nie istnieje coś takiego jak rozmnażanie. - I teraz każdy z nas ,który urodził się na ziemi wybałuszył oczy. Jak to się nie rozmnażają? WTF?! Przecież to niezgodne z naturą. Nie żebym ja sama już to praktykowała, co to, to nie. - Dlatego u nas jest tak powszechny homoseksualizm, nie potrzebujemy kobiety i mężczyzny do spłodzenia potomka. - Kora wyjaśniała nam to wszystko powoli, chociaż większość z nas miała minę, jakby ktoś powiedział nam, że niebo jest różowe a słońce to jeden wielki uśmiechnięty banan na niebie.
  - Dlaczego nasze rody ze sobą walczą? - Zadał pytanie Zelo. - Czy stało się coś takiego, przez co teraz prowadzicie wojnę?
  - Kiedyś była opowiadana legenda o mrocznych wojownikach, którzy zakochali się w jednej dziewczynie, obydwoje starali się o jej względy i chcieli mieć ją tylko dla siebie, ale że żadnemu się nie udało, ponieważ ona, nie wiedząc do kogo wybrać, rzuciła się ze skarpy, zaczęli się nawzajem obwiniać. Od tamtego czasu walczyli ze sobą i tak stworzyli dwa odmienne rody spierające się o to, kto zawinił. Ale to tylko legenda. Nikt tak naprawdę nie wie czemu cały czas prowadzimy wojnę.
  - Mówiłaś, że się nie możecie rozmnażać, więc skąd się bierzecie? - może mało inteligentne pytanie, ale tylko takie teraz przyszło mi do głowy.
  - Każdy z nas urodził się na ziemi, większość jest zabierana blisko śmierci, na naszej planecie jest całkowicie inne środowisko życia, to, że byliśmy chorzy i umierający, tam nie ma znaczenia, stajemy się silni i długowieczni, ale jedno dziecko trafia do nas raz na 10 lat. - Może i jestem osobą, która długo musi przetwarzać informacje, ale przynajmniej zawsze wszystko dobrze zrozumiem.
  - To w takim razie ile wy macie lat? - I końcu na ich twarzach pojawił się uśmiech.
  - Ja mam 120, Luhan też. U-Kwon 60, a najmłodszy z nas, Taemin ma 40. - I znowu nas zaskoczyli. - Ale u nas całkowicie inaczej płynie czas. - Kora spojrzała na każdego z osobna i lekko się uśmiechnęła. Myślę, że już wystarczy tych wiadomości na razie. - Wstała z gracją i poszła do swojego pokoju.
  Większość z nas siedziała jeszcze w salonie z głupimi minami, nie wiedząc co ze sobą zrobić.


***


Wieczorem zrobiliśmy sobie seans filmowy, po czym wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Nie mogłam spać, miałam dziwne przeczucie, przez co pół nocy patrzyłam się w sufit. Nagle otworzyło się okno, a przez nie wskoczyła drobna postać. Udałam, że śpię i spod półprzymkniętych powiek ją obserwowałam. Ciemne włosy miała związane w koński ogon na czubku głowy, ubrana była na czarno, więc gdyby nie niesamowicie niebieskie oczy zlewałaby się z moim ciemnym pokojem. Przeszukiwała mój pokój, to pewne, tylko dlaczego? Czyżby...
  - Znalazłaś coś? - Usłyszałam męski głos od strony okna. Matko, czy serio mój pokój jest miejscem nocnych spotkań? - Ehhhh... Ale mam ochotę ją teraz zabić. - W mojej głowie momentalnie rozbrzmiały dzwonki alarmowe. - Nie możemy tu długo być, pamiętaj. Niech jeszcze nie wiedzą.
  - Nie boisz się że mogą być silniejsi od nas? - Po raz pierwszy odezwała się dziewczyna. Miała niesamowitą barwę głosu. - W końcu Zelo i Tao są z nimi a nie oszukujmy się, obydwoje są od nas dużo silniejsi.
  - Nie przypominaj mi nic o tym sukinsynie. - Chłopak cmoknął językiem o podniebienie. - Nim też się zajmiemy, pożałuje tego że odwrócił się od nas. - Chłopak należał do niskich osób i miał raczej ciemne włosy.
  W tym momencie drzwi do mojego pokoju otworzyły się gwałtownie i do środka weszli Luhan, Tao, Zelo i Kora. Poczułam na sobie ciężar człowieka, więc otworzyłam oczy. Na mnie siedziała niebieskooka dziewczyna.
  - Zaatakujcie a poderżnę jej gardło. - Zagroziła. Spojrzałam na swoich przyjaciół szukając jakichkolwiek wskazówek tego, co mogę zrobić, niestety nie znalazłam ich u nich, więc postanowiłam że poradzę sobie sama. Wbiłam swój łokieć w żołądek siedzącej na mnie dziewczyny i szybko podbiegłam do drzwi stając ze swoimi ludźmi.
  Przez światła latarek reszty naszych domowników w pomieszczeniu zrobiło się troszkę jaśniej.
  - Taeil. - Tao rzucił w stronę niskiego chłopaka.
  - Cześć, szefie. - Taeil uśmiechnął się.
  - Czego tu chcesz? - Hugan zaciskał, to rozprostowywał dłonie, na co ja poczułam nagły przypływ adrenaliny, wściekłości i czegoś jeszcze, ale nie do końca wiedziałam czego.
  - Szefie? - Powtórzyłam i lekko przerażona spojrzałam na chłopaka stojącego koło mnie. - Czemu on tak do ciebie powiedział?
  - Nie słuchaj go. - Krzyknął Tao i zasłonił mnie własnym ciałem. - Chce nas skłócić, rozbić nasze siły.
  Taeil spojrzał na każdego z nas i głośno się zaśmiał.
  - Jesteście bandą wystraszonych owieczek, boicie się wystawić choćby nosa poza teren tego domu, może i macie dużo większe moce od nas, ale my mamy zdecydowaną przewagę liczebną, na pewno nie macie z nami szans. - Skończył mówić i zagwizdał, przez okno wleciał kruk, zmieniając się w człowieka. Chłopak, który pojawił się przed nami był wysoki, choć nie tak jak Zelo. - Zbieramy się stąd. Załatwiłeś co miałeś zrobić?
  - Tak. - Odparł wysoki chłopak i uśmiechnął się przerażająco. - Ci dwaj, co byli na dole, pewnie zaraz dostaną zawału. To dziecko w rudych włosach prawie się rozpłakało jak wywlekałem je na zewnątrz. - Jego uśmiech cały czas się pogłębiał a oczy niebezpiecznie błyszczały. Rudy chłopak? TAEMIN! Spojrzałam na Lu. Był blady, z szeroko otwartymi oczami i mocno zaciśniętą szczęką. - Ale tak jak chciałeś nic im nie zrobiłem, tylko troszkę wystraszyłem i sam się zabawiłem, odrobina zabawy wskazana. - Luhan nie wytrzymał i rzucił się na tego chłopaka z pięściami. Pierwszy cios wykonany z zaskoczenia powalił go na ziemię, ale szybko z powrotem znalazł się na nogach. Co chwilę atakowali to parowali ciosy. Mój strażnik był szybszy, jego przeciwnik - silniejszy.
  - Minho, koniec. - Głos Taeil'a rozbrzmiał stanowczo i zdecydowanie. Po czym wyskoczył przez okno.
  - Gisa... - Zaczął Minho.
  - Wiem, nie potrzebuję niańki, już jedną mam. - I tak, jak chwilę wcześniej zrobił to Taeil, dziewczyna wyskoczyła przez okno. Minho zawahał się przed skokiem, po czym odwrócił się przodem do nas, wzrok miał utkwiony w Luhanie.
  - Jeszcze się zobaczymy. - Zamiast człowieka patrzył na nas teraz wielki, czarny kruk.
  Nikt przez dobrych kilka minut nie odzywał się i nie ruszał, nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą robić. Pierwszy zerwał się Lu i zbiegł po schodach przed dom. Zrobiliśmy to samo. Chłopaka znaleźliśmy koło linii drzew siedzącego przy cicho chlipiącym Taeminie. Wyglądał strasznie. Zwykle dobrze ułożone włosy, teraz były w nieładzie. Zadrapania na rękach, gdzieniegdzie plamy krwi. U-Kwon też nie wyglądał lepiej, tyle że on próbował udawać twardego.
  Po jakimś czasie każdy rozszedł się do swojej sypialni i rozmyślał nad tym co się dziś stało. Znowu nie mogłam zasnąć, ten dzień był bardzo meczący. Przewracając się z boku na bok usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Powiedziałam "proszę" i w drzwiach pojawił się Tao.
  - Nie przeszkadzam?
  - I tak nie mogłam spać. Coś się stało? - Moja ciekawska natura. Muszę wiedzieć wszystko.
  - Nie, po prostu ja też nie mogę spać. - Odpowiedział. Przez chwilę siedzieliśmy na moim łóżku w całkowitej ciszy, zatopieni we własnych myślach. Nagle mnie olśniło.
  - Chyba za mocno cię dziś kopnęłam. Przepraszam. - Zaśmiał się cicho.
  - Jesteś dziwna, wiesz? - Zapytał. - Większość dziewczyn przeprosiłaby, że w ogóle to zrobiła, a ty tylko, że za mocno.
  - Nie jestem jak większość dziewczyn. - Stwierdziłam lekko naburmuszona. - A poza tym, należało ci się. - Patrzyliśmy się na siebie. W końcu rozmawiamy ze sobą swobodnie. Tak długo pracowaliśmy na to, żeby sobie zaufać i w końcu nam się udało. - Dzięki. - Powiedziałam cicho i położyłam głowę na jego ramieniu zasypiając.
  - Dobranoc.


***


  Obudziły mnie promienie słoneczne świecące mi prosto w twarz, więc zaczęłam szukać innej pozycji, w której wstrętne słoneczko nie będzie mi przeszkadzać. Niestety, coś mi bardzo blokowało dostęp do kołdry. Pomyślałam, że to znowu Luhan wlazł mi do łóżka.
 - Lu, jeśli nie zejdziesz z mojej kochanej kołderki, to obiecuję, że do następnej zabawy ze swoim chłopakiem będziesz potrzebował specjalnych zabawek. - No tak, mój mózg jeszcze śpi i nie wie co się dzieje. Zamiast, jak normalny człowiek, otworzyć oczy i zobaczyć co się stało z moją pościelą, to ja muszę paplać jak po pijaku. Jednak postanowiłam że otworzę oczy, co spotkało się z kilkuminutową mordęgą i kolejnymi durnymi zdaniami. W końcu jednak się udało i otworzyłam zaspane ślepka, chociaż gdybym wiedziała, co zobaczę, na pewno bym tego nie zrobiła. Nade mną pochylał sie Tao z szerokim uśmiechem.
  - Hej. - Przywitał się. - Jak ci się spało?
  - Hmmm... - Zastanowiłam się. - Całkiem dobrze. - Odpowiedziałam szczerze. - A co ty tak w ogóle tutaj robisz?
  - Ranisz mnie! - Złapał się za serce w teatralnym geście. - To już nie pamiętasz o naszej wielkiej miłości? Kochanie! Może ty pamięć straciłaś i zapomniałaś o naszych piętnastu latach wspólnego małżeństwa i trójce dzieci? - Spojrzałam na niego jak na kretyna. Co ten człowiek bierze? Niech przestanie albo się podzieli. - Ale tak serio, to nie mogłaś spać, więc robiłem w nocy za przytulankę. - Ułożył się na brzuchu i obserwował mnie. Przez jakiś czas panowała między nami cisza, nie była to 'niezręczna cisza' w której starasz się podtrzymać rozmowę za wszelką cenę, nie. To było bardziej jak przyzwolenie na oglądanie siebie nawzajem. Przerwało nam czyjeś wejście do pokoju.
  - Elie, potrzebuje twojej bluzki z.... - Wchodząc do pokoju Cassie patrzyła się na swoje paznokcie i kiedy spojrzała na łóżko, zobaczyła nas. Siedzących koło siebie, pod jedną kołdrą. Oczy prawie wyskoczyły jej z czaszki. - Emmm... Jednak już nic. Nie było mnie tutaj. - I tak szybko jak pojawiła się u mnie w pokoju, tak samo zniknęła.
  Roześmiałam się i wstałam przeciągając się, Tao poszedł w moje ślady. Nie przebierając się podchodziłam do drzwi chcąc wyjść do łazienki. Hugan zatrzymał mnie i wskazał gestem, żebym nie wychodziła. Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc o co chodzi. Miałam właśnie zapytać, kiedy jego ręce oplotły mnie w pasie i uniósł mnie do góry. Z moich ust wydobył się jęk. Zitao, najwyraźniej zadowolony, puścił mnie i znowu gestem kazał być cicho. Zaskoczona, ciekawa i z jakiegoś powodu szczęśliwa, zrobiłam to, o co prosił. Podszedł cicho do drzwi i jednym szybkim ruchem otworzył je na oścież. Do pokoju wpadli nasi domownicy, robiąc jedną wielka kanapkę z ciał. Zelo i U-Kwon znaleźli się na samym dole, na nich leżała Cassie i Taemin, a kawałek dalej stali Kora z Luhanem. Zamiast zrobić się wściekła, zaczęłam się histerycznie śmiać, zresztą Tao mi zawtórował. Kolejny dzień z tymi wariatami. Nieważne jakie złe czasy nas czekają, razem damy radę.



*******

Dodatek 1
Luhan x Taemin


Położył roztrzęsionego chłopaka na łóżku, gładząc go po włosach. Bał się o niego jak diabli. Odkąd tylko Taemin pojawił się w Malwasul, wiedział, że nie pozwoli go skrzywdzić. Patrzył jak dorasta, z dziecka zmienił się w nastolatka. Zawsze był blisko, pomagał mu, kiedy zaczął uczyć się władania mocą, chodził z nim na spacery i często pozwalał spać w swoim łóżku. Któregoś dnia, niespodziewanie rudowłosy chłopak pocałował go, po czym uciekł i przez dobry miesiąc unikał go jak ognia. Kiedy Luhan po tym czasie go zobaczył, zaciągnął do siebie do domu i zażądał wyjaśnień. Skończyło się tym, że po rozmowie wylądowali w łóżku, delikatnie nawzajem się zaspokajając. Luhan na nic nie naciskał, wiedział, że jak chłopak będzie chciał, to sam do niego przyjdzie. Ten dzieciak jest dla niego wszystkim. Kochał go, tylko ta miłość była inna niż u innych ludzi. Nie było motylków w brzuchu czy temu podobnych rzeczy.
  - Lu? - Blondyn popatrzył na rudowłosego wyrwany ze świata wspomnień. - O czym myślisz?
  - Przypominam sobie nasze wspólne chwile. - Na twarz Taemina wpłynął uśmiech.
  - Chciałbym, żebyś trochę ze mną potrenował. Gdy wróci ten chłopak, chciałbym mu się odpłacić. Jestem na siebie wściekły. Podszedł mnie jak gówniarza i wystraszył. - Młody zaczął się nakręcać. Starszy chłopak zamknął jego usta w namiętnym pocałunku. Tae zamruczał z zadowoleniem i wtulił się w jego ciało. Długo się całowali nie kłopocząc się niczym, potrzebowali tej bliskości drugiego człowieka. Rudowłosemu powoli sam pocałunek przestał wystarczać i chciał więcej, dużo więcej. Jego ręce znalazły klamrę paska dżinsów i smętnymi ruchami próbował pozbyć się przeszkadzającej części ubioru swojego chłopaka. Taemin rozebrał się bardzo szybko, nie czuł się już skrępowany będąc nago przy swoim chłopaku. Prawdą jest, że już od czasu rozłąki coś między nimi się zmieniało. Chłopak zaczął zauważać, że dalej jest traktowany jak dziecko. Ale teraz nie miało to już większego znaczenia, teraz liczyło się ciało drugiego człowieka będące tak blisko. Na początku dotykali się delikatnie i czule, ale z chwili na chwilę ten dotyk stawał się coraz bardziej namiętny. Ręka starszego zaczynała zbliżać się do dziurki młodszego, jednocześnie zasysał on usta na jego sutku. Jęki rozchodziły się po całym pokoju, dodatkowo pobudzając będących w nim mężczyzn. Lu wsunął w swojego partnera od razu dwa palce i nie czekając aż ten się przyzwyczai, zaczął go rozciągać. Po twarzy chłopca spłynęły łzy bólu, kiedy do dwóch palców dołączył kolejny. Nie trwało to jednak długo, zwykle Luhan dobrze przygotowywał Taemina ale dziś postanowił, że przyda im się jakieś urozmaicenie. Wyciągnął palce i szybko wszedł w ciasne wnętrze chłopca pod sobą, na co z jego gardła wyrwał się głośny krzyk. Kochał, kiedy to kruche ciało wiło się w spazmach przyjemności pod nim. Powoli, nie śpiesząc się, uderzał w prostatę chłopaka wywołując u niego krzyki rozkoszy. Po jakimś czasie chłopak w jego ramionach doszedł, rozlewając się na ich brzuchy. Luhan też już długo nie musiał czekać na spełnienie i wypełnił wnętrze Taemina swoim nasieniem. Blondyn powycierał swojego chłopaka i przytulił się do niego.
  - Mój mały demon seksu. - Mruknął mu do ucha, jeszcze bardziej się do niego przytulając. Zasnęli wtuleni w siebie jak dzieci.

_______________________________________
Kolejny rozdział za mną.
Ze specjalną dedykacją dla naszej pierwszej UJAWNIONEJ czytelniczki Gisy (Dziękuję bardzo za twoje komentarze ;) )
;D
Oraz jedynej i niepowtarzalnej Mito <3



Z każdym rozdziałem będą dodawane nowe postacie :)


Rozmowy z betą podczas ostatnich poprawek xD
L:“do pokoju wleciało kilka ciał. Boże, weź to zmień, bo ja nie mam pomysłu, a to brzmi jak fragment opowieści o zakładzie pogrzebowym xd”
K:”xDDDDDDD
hahahahahahahahaah
padłam xD
hahahahaha”
L:”no ale serio, sformułuj to jakoś inaczej xd”
K: “ Już xD
może być?
xD”
L: “xdd lepiej ;d haha, kanapkę, ty to masz odchyły xd jak nie prosektorium to kuchnia”


Pozdrowienia dla wszystkich czytających xDD


~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Luna chciała tylko dodać, że jeszcze kilka takich ,,dodatków’’ a będzie potrzebować psychoterapeuty :>

5 komentarzy:

  1. Kyaaaaaa~!!!!!!!
    Nawet nie wiesz, jak bardzo się zaczęłam cieszyć widząc to piękne "Gisa". I to jeszcze z ust samego KRUKA MINHO. Ja nie wiem, jak to zrobiłaś, ani dlaczego, ale no po prostu cię kocham. Wzięłaś mojego biasa, zrobiłaś z niego moje drugie ulubione zwierze (smoka nic nie przebije) i jeszcze walnęłaś w to wszystko mnie <3 <3 <3
    No dobra, szał radości zakończony, bierzmy się za opinię.

    Wszystko mi się podoba, ale brakuje mi opisu "mocy". (chyba, że był, a ja już zapomniałam). Z tego, co zauważyłam, to jest telekineza ^^
    Matko, no Tao i Elie wymiatają. Shipuję i zabiję, jeżeli cokolwiek któremuś z nich zrobisz 8D
    Jedna mała uwaga... Piszesz, że to jest HUGAN Zi Tao, a czy przypadkiem nie jest to HUANG? No po prostu mnie to słowo pogryzło i nie zrozumiałam na początku o co chodzi. [A tak btw Kora powinna być pandą xd]
    Aghhahgasjhdgcacbzxviu
    No dalej mnie trzyma radość ze mnie w twoim opowiadaniu ^^ :D
    Dziękuję ci bardzo :* Pozdrawiam i życzę weny na więcej.
    ~Gisa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie ze ci sie podoba ;3

      Masz racje co do Tao, ale ja tak mam jak sie wkrece w cos to trudno mnie przekrecic xP poprawie to :)

      XD
      Elie i Tao beda mieli jeszcze kilka... hmmm... ciekawych akcji :D

      Jesli chodzi o moc, telekineza jest jedna z wielu jakie maja, nie ograniczam sie do jednej ;)

      Usuń
    2. Czo to, jak to idzie, ja nie mam opiekuna? :D
      Tak spojrzałam na "postacie" i aż się uśmiechnęłam, bo zdjęcie jest genialne ^^

      Usuń
    3. Twój opiekun narazię się nie pojawił, dlatego nie ma kto to będzie :3
      Będzie w 3 rozdziale ;)

      Usuń
    4. Heh już się nie mogę doczekać ^^ po prostu zżera mnie ciekawość :D
      W każdym bądź razie czekam niecierpliwie na 3 część :D

      Usuń