Myślałam, że najgorszą rzeczą jest stracić rodziców, lecz gorszą jest pogodzić się z ich odejściem. Nie żyję już złudzeniem, że gdzieś są i czekają aż wrócę z wypoczynku. Tydzień po wypadku skontaktował się ze mną wujek, powiedział kiedy odbędzie się pogrzeb i poprosił, żebym nie wracała do domu przed tym. I tak nie mogłabym wrócić. Jutro właśnie jest ten dzień. Pojadę, to na pewno, ale nie chcę przechodzić przez to na nowo, nie chcę czuć tej samotności. Luhan oczywiście pojedzie ze mną, przecież wie kiedy i gdzie to będzie, bo słyszy moje myśli. Ale chciałabym żeby był tam z nami ktoś jeszcze. Moje pierwsze myśli skierowały się do Triss. Od czasu jej przyjazdu jesteśmy praktycznie nie rozłączne, w wielu rzeczach jesteśmy takie same, przez co dogadujemy się jeszcze lepiej. Dziewczyna zgodziła się od razu. Jednak jest jeszcze jedna osoba, którą bardzo chciałabym mieć przy sobie w czasie tej uroczystości, ale w życiu się do tego nie przyznam. Mianowicie, Tao. Za każdym razem kiedy próbuję go o to poprosić, otwieram usta jak ryba bez wody, ale nie mogę wydobyć z siebie ani słowa. Lulu wtedy zaczyna się śmiać, a ja cała się czerwienię i oczywiście w końcu nic z tego nie wychodzi. Dziś mam ostatnią szansę, bo wieczorem musimy wyjechać. Zobaczyłam jak chłopak idzie w stronę swojego pokoju, więc pomyślałam ,,teraz, albo wcale''. Zerwałam się z kanapy i poszłam za nim. Kiedy byliśmy już na piętrze, udało mi się odezwać.
- Tao. - Zaczęłam. - Mogę cię o coś prosić? - Byłam bardzo dumna z siebie i swojego pewnego głosu.
- Oczywiście. Cokolwiek zechcesz. - Odpowiedział.
- Dobrze, w takim razie... czy mógłbyś pojechać ze mną na pogrzeb moich rodziców? - Tego się chyba nie spodziewał, bo mina lekko mu zrzedła.
- Nie ma sprawy. - Powiedział po chwili i rzucił mi pocieszające spojrzenie. - Kiedy jedziemy?
- Wieczorem.
Postanowiłam, że nie będę nic ze sobą brać, pogrzeb będzie w moim rodzinnym mieście i miałam zamiar zatrzymać się na ten czas w swoim domu, więc tam się przebiorę. Luna z Gisą obiecały, że zapewnią tym, którzy zostali, bezpieczeństwo. To naprawdę wspaniale, że te dwie tak się zaprzyjaźniły, aż miło patrzeć. JJ także szybko się zaaklimatyzował i często można było zobaczyć go z Luhanem w kuchni, przyrządzjących posiłki, kiedy Taemin siedział w swoim pokoju zachowując się jakby był w ciąży, wieczne zmiany nastroju i fochy. No ale najwyraźniej przechodzi okres buntu. Lulu mówi, że relacje między nimi są coraz gorsze. Młodszy zarzuca mu, że ten go nigdy nie kochał i przez niego nie może znaleźć teraz szczęścia. Oni razem wyglądali tak uroczo i wspaniale jak nikt inny, a teraz, kiedy widzę jak Luhan przez niego cierpi, robi mi się szkoda ich obydwu.
****
Gotowi do drogi zapakowaliśmy się do vana Zelo, za kierownicą usiadł Luhan, nawet nie chcę wiedzieć skąd ma prawo jazdy, a na miejscu pasażera Tao. Triss siedziała z tyłu, więc ulokowałam się koło niej z zamiarem przespania się na jej ramieniu. Nie mogły mnie opuścić myśli, że wracam do domu, pustego, cichego i już tylko mojego. To było przerażające. W końcu po długim myśleniu udało mi się usnąć.
Obudziłam się już w mieście gdzie mieszkałam, było bardzo ciemno, więc zakładam że jechaliśmy całkiem długo. Mijaliśmy miejsca, z którymi wiązały się moje wspomnienia, dzieciństwo i, jak kiedyś myślałam, przyszłość. Luhan jechał nie patrząc nawet na plan miasta, spędził tu razem ze mną trichę czasu, zatem wiedział gdzie zajduje się mój dom. Kątem oka zobaczyłam znajomy budynek, więc odwróciłam głowę w tamtą stronę. Moja szkoła, przyjaciele, których zostawiłam bez słowa wyjaśnienia i miejsce, gdzie poznałam Tao. Przez to wspomnienie na moich policzkach pokazały się lekkie rumieńce, a w lusterku zobaczyłam roześmiane oczy mojego strażnika, na co pokazałam mu język. Czyli zostało raptem kilka minut zanim staniemy przed moim domem.
Wyglądał tak, jak przed moim wyjazdem, kwiaty na parapetach, zasłony w kolorze dojrzałych brzoskwiń, nienawidziłam pomarańczowego i jego pochodnych, ale moja mama twierdziła że to dobry kolor do okien, bo zawsze wydaje się jakby świeciło słońce, uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Wysiedliśmy z auta, a ja poczułam jak o moją nogę coś się ociera, spojrzałam w dół i ucieszyłam się, widząc Luhana w postaci psa. Otworzyłam drzwi i wpuściłam wszystkich do środka. Pachniało tam jak zwykle, korytarzem od razu skierowałam się do kuchni. Nawet jak rodzice jeszcze żyli, przez cały tydzień nie było ich w domu, bo praca zajmowała im większość czasu, tylko weekendy były czymś wyjątkowym i każdy spędzaliśmy razem. Otworzyłam lodówkę i, tak jak się spodziewałam, w środku nie było nic innego niż ketchup, majonez i musztarda, uśmiechnęłam się pod nosem. Następnie zajrzałam do zamrażalnika, tam wybór był ogromny, chwyciłam pierwsze z brzegu cztery pudełka z obiadem i wsadziłam do piekarnika. Spojrzałam w stronę salonu, na kanapie leżał Lu, koło niego siedziała Triss i oglądała jakby nigdy nic telewizję. Rozejrzałam się po pokoju i dopiero zatrzymując wzrok na moim ulubionym fotelu zobaczyłam, że to, co wcześniej wzięłam za bagaże, tak naparawdę było leżącym, czy raczej śpiącym chłopakiem. Piekarnik cicho zadzwonił, oznajmiając, że jedzenie jest już gotowe. Zaniosłam do salonu sztućce i porcję dla każdego. Zaśmiałam się, kiedy zobaczyłam co akurat wybrałam. Pierogi ruskie, lazania, schabowy i ziemniaki, oraz spaghetti.
- Tao, wstawaj. - Potrząsnęłam śpiącym chłopakiem. - Zrobiłam obiad. - Pomruczał coś pod nosem, ale otworzył oczy. - Wybierzcie sobie coś. - Powiedziałam do obecnych, sama chwytając porcję z kotletem. Co jak co, ale mięso zawsze dobrze wpływa na człowieka. Srebrnowłosa, widząc w lazanii szpinak, praktycznie ze śliną lecącą po brodzie, zaczęła jeść. Lulu znowu był człowiekiem, kiedy zajadał się ze smakiem spaghetti, za to Tao najpierw dokładnie pooglądał pierogi z każdej strony, potem nachylił się, powąchał i chyba nie znalazł nic, co by go odrzuciło, bo włożył sobie całego do ust i przeżuwał dokładnie, po przełknięciu jego oczy rozbłysły i zaczął pochłaniać resztę w niemożliwym tempie. Chciało mi się śmiać na ten widok, był taki uroczy. Jedliśmy w ciszy, wszyscy wgapieni w telewizor, leciały jakieś wiadomości. W pewnym momencie Triss, ni stąd ni zowąd, zaczęła się śmiać. Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam w ekran. Stało tam małżeństwo wyglądające na smutne, ale bardziej się przyglądając, zauważyłam w tym pewną obłudę.
Państwo Hunt, niedługo kolejna gala na rzecz dzieci chorych i ofiar przemocy domowej. Są państwo jednymi z najbardziej szczodrych ludzi, miesięcznie przekazujecie na konto fundacji ponad 5 tysięcy złotych, to naprawdę dużo i dzięki temu wiele dzieci poprawiło swoje warunki życia. - Prezenterka przedstawiła sytuację.
Cieszymy się z mężem, że możemy pomagać, nam też w życiu przytrafiło się coś przykrego, przez co niestety jedno z naszych dzieci nie przeżyło, chcemy żeby teraz takie rzeczy nie miały miejsca. - Wymuszony uśmiech zagościł na twarzy kobiety.
- Śmieszni są, prawda? - Triss wskazała widelcem na telewizor. - To moi rodzice. Teraz tacy kochani, wielcy przeciwnicy przemocy domowej, a mnie katują od zawsze. - Dziewczyna wzruszyła ramionami.
Po kolacji pokazałam, kto gdzie będzie spać, dziewczyna dostała pokój gościnny, a Tao kanapę w salonie. Mieliśmy jeszcze kilka godzin odpoczynku przed jutrzejszym dniem. Wraz z Luhanem poszłam do siebie, podeszłam do szafy i wyciągnęłam piżamę. Byłam już naprawdę zmęczona i nawet taka prosta czynność jak pójście do łazienki i przebranie się, było poza moim możliwościami. Zrzuciłam z siebie ubrania i szybko włożyłam przygotowaną wcześniej piżamę. Łóżko, tak dawno nie spędziłam nocy we własnym łóżku. Na czworaka doszłam do swojej połowy i tam opadłam na poduszki, przekręciłam głowę w stronę drugiej połówki łóżka i zobaczyłam wpatrzone w moje oczy złote tęczówki. Uśmiechnęłam się.
- Idź spać Lulu. - Poczochrałam go między uszami i odpłynęłam w objęcia morfeusza.
***
Obudziłam się wcześnie, mając zamiar iść na zakupy. Szybko ubrałam się, chwyciłam w rękę smycz i wyszłam z domu. Luhan szedł koło mojej nogi, wesoło machając ogonem, pogoda była taka, że samemu chciało się uśmiechać, dzień zapowiadał się ładny i ciepły. Weszłam do małego osiedlowego sklepu, wybierając podstawowe składniki do przyrządzenia śniadania, po czym skierowałam się do kasy. Za ladą stała pani Clarks, właścicielka. Kiedy mnie zobaczyła, jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Dzień dobry. - Przywitałam się.
- Dzień dobry, Elie. - Posłała mi lekki uśmiech, zaczęłam się denerwować kiedy tak mi się przyglądała, nigdy nie lubiłam kiedy ludzie patrzyli się na mnie z taką uporczywością, ale moje dobre wychowanie nie pozwalało mi nic powiedzieć. Zaczęłam się rozglądać za czymś, co mogłoby odwrócić jej uwagę, na szczęście z pomocą przyszedł mi Lu. Skoczył na drzwi sklepowe, zaczął szczekać i w nie drapać. Kasjerka popatrzyła w tamtym kierunku i uśmiechnęła się szeroko. - Kogo ja tam widzę. - Obeszła ladę dookoła, podeszła do drzwi i otworzyła je wpuszczając mojego strażnika do środka. - Tyle razy już ci mówiłam, nie zostawiaj go na zewnątrz, tylko wchodź z nim.
- Głaskała psa po głowie i plecach. Uśmiechnęłam się.
- Teraz już postaram się zapamiętać.
Zapłaciłam, pożegnałam się, po czym skierowałam się z powrotem do domu. Wracając, myślałam że zastanę resztę jeszcze śpiącą, ale jak się okazało, Triss koczowała już przy drzwiach.
- No nareszcie! - Uśmiechnęła się do mnie chytrze. - Nie mówiłaś, że z tego Tao to taki przystojniak jest. - Wskazała palcem na salon. Z lekkim wahaniem weszłam do pokoju i spojrzałam na kanapę. Leżał na niej Tao w dziwnej pozycji, do tego był prawie całkiem roznegliżowany. Bez koszulki i spodni, w samej bieliźnie. Mój wzrok prześliznął się po jego klatce piersiowej, brzuchu, zatrzymując się na gumce bokserek. Momentalnie się zaczerwieniłam jak dojrzały pomidor i szybko odwróciłam. - Powiem ci, że gdybym nie była teraz w związku, to jarałabym się nim jak Fretka Jeremiaszem. - Skąd ta dziewczyna brała porównania, nie mam pojęcia i szczerze, to nie chcę wiedzieć.
- Lu, obudź go proszę. - Pies przekrzywił głowę na bok i w dwóch skokach znalazł się na kanapie. Powąchał kolano śpiącego chłopaka i polizał je. Sekundę później Luhan był już człowiekiem, pochylał się nad czarnowłosym w dwuznacznej pozycji. Dłoń położył mu na brzuchu i musnął jego szyję ustami.
- Bez jaj! - Dziewczynie obok najwyraźniej się to podobało. Lulu zwiedzał ręką nagi tors chłopaka. Powoli chyba zaczynało go to nudzić, bo westchnął i złączył jego wargi ze swoimi. Nie mam nic do homoseksualistów, ale przez patrzenie na tą scenkę krew mnie zalała. Mam dziwne wrażenie, że to nie Luhana usta powinny się tam znaleźć. Nagle oczy Tao otworzyły się i popatrzyły przed siebie, na Lu, potem przeniosły się na mnie i Triss, po czym znowu na chłopaka, który na nim leżał. Poderwał się jak oparzony i spadł z kanapy.
- Co tu się wyprawia?! - Wrzasnął.
- Próbujemy cię obudzić. - Odpowiedział spokojnie Lulu. - Nie bierz tego do siebie, ale nie jesteś w moim typie.
- To dlaczego mnie pocałowałeś? - Zapytał przerażony Tao.
- Że niby ja to zrobiłem? - Puknął się w czoło. - Chyba sobie coś uroiłeś, chłopczyku. Wiesz.. - Zmierzył go spojrzeniem od góry do dołu. - Po pierwsze, jesteś dla mnie o wiele za młody, a po drugie, takich niewiniątek jak ty nie mam zamiaru gorszyć. - Luhan wstał i wyszedł z pokoju. Tao popatrzył na nas wzrokiem małej, zabłąkanej owieczki.
- Rozumiecie coś z tego?
- Ja tam nic nie wiem i nic nie widziałam. - Triss podniosła obie ręce do góry, odwróciła się i zniknęła na schodach. Pokręciłam głową na znak, że też nic nie wiem i, podobnie jak wcześniej srebrnowłosa, skierowałam się do swojego pokoju. Przeszukałam całą szafę, w końcu znajdując czarne rurki ze wzorkiem w kształcie gwiazdek wyszytym srebrną nitką, do tego czarny golf z długim rękawem. Przeczesałam swoje włosy i wplotłam w nie cieniutkie rzemyczki, na których były malutkie czarne róże. W mojej szafie zawsze większość ubrań była we wszystkich odcieniach czerni, ale teraz, patrząc na siebie w lustrze, wyglądałam żałośnie. Cała na czarno z włosami koloru krwi wyglądałam jak kostucha. Moje rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Proszę.
- Elie, masz może pożyczyć mi jakąś czarną bluzkę? - Zapytała Triss. Gestem ręki pokazałam jej żeby weszła i wskazałam moją szafę.
- Szukaj, tylko szybko, bo nie mamy dużo czasu.
Nie całe dwadzieścia minut później wszyscy siedzieliśmy już w vanie i kierowaliśmy się w stronę cmentarza. Bałam się jak cholera. Będzie tam moja rodzina, jak ja popatrzę im w oczy, wiedząc, że oni zginęli przeze mnie? Przed kaplicą zebrali się ludzie z miasteczka, sąsiedzi i znajomi, przeszłam między nimi, słysząc szepty na mój temat, wszystkim było mnie szkoda. W środku, zaraz po przekroczeniu progu, przybiegła do mnie siostra mojego ojca i zacisnęła w niedźwiedzim uścisku. Za nią zobaczyłam wujka, który ciepło się do mnie uśmiechnął. Rozejrzałam się, na środku kaplicy stał ołtarz, a przed nim, na specjalnym stojaku stały dwie urny. Dlatego tak długo zwlekano z pogrzebem, próbowano z ciał pozyskać jakiekolwiek dowody, ale były tak bardzo spalone, że nie dało się nawet dobrze zobaczyć tych ciał. Z całych sił próbowałam się nie rozpłakać, płakanie na pogrzebie było dla mnie ukazywaniem własnych słabości. Nie płaczemy za osobą, tylko nad własnym nieszczęściem, bo to TY już nigdy kogoś nie zobaczysz. Cała uroczystość przebiegła spokojnie,obok mnie stał wujek i cały czas trzymał mnie za rękę, chcąc dodać mi otuchy. Po mszy wszyscy skierowali się w stronę miejsca, gdzie miały zostać złożone urny. Wtedy po moich policzkach poleciały łzy. Wtuliłam się w płaszcz wujka, kiedy po moim ciele przebiegały spazmy szlochu. Płakałam, już nawet nie starałam się tego ukryć, w tej chwili zrozumiałam, że zostałam sama. Poczułam jak ktoś odciąga mnie od rękawa wujka i przytula się do moich pleców.
Poczułam ciepło drugiego człowieka, było mi w tym momencie tak wspaniale i przytulnie.
- Nie jesteś sama. - Usłyszałam bezpośrednio przy moim uchu. Odwróciłam się przodem do chłopaka, dalej mnie obejmował, a ja czułam się jakby wokół była bariera niedopuszczająca do mnie zła. Uspokoiłam się już na tyle, że mogłam coś powiedzieć.
- Dziękuję.
Kiedy już wszyscy, którzy byli na pogrzebie, złożyli mi kondolencje, w końcu mogłam skierować się z powrotem do domu. Nie chciałam uczestniczyć w stypie, a wujek zrozumiał mój wybór i nawet nie próbował mnie przekonywać. Wiedział, że teraz muszę o tym zapomnieć. Jak dobrze mnie znał.
Po powrocie do domu poszłam od razu do siebie, żeby się przebrać. Założyłam bardzo obcisłe szare rurki, tunikę na ramiączkach, do tego czarne trampki, przeczesałam włosy i na koniec zawiesiłam na szyi kilka łańcuszków. Musiałam zapomnieć, chciałam żeby w mojej głowie pojawił się spokój. Przy drzwiach zastałam Luhana z zaciętą miną na twarzy.
- Idę sama. - Powiedziałam do chłopaka. - Proszę. - Zagryzł wargę i westchnął.
- Daję ci trzy godziny. - Oznajmił. - Potem idę cię szukać. - Skinęłam głową, to i tak lepiej niż się spodziewałam.
Wejście do klubu było niesamowicie oświetlone, nie sposób go było przeoczyć. Nie musiałam ustawiać się w kolejce, bo wszyscy ochroniarze mnie tu znali, często wynosiłam zalanych w trupa znajomych. W środku było duszno i gorąco. W powietrzu unosił się zapach potu zmieszanego z perfumami. Zmarszczyłam nos, nie lubiłam tego. Usiadłam przy barze i zamówiłam pierwszego drinka. Chciałam jak najszybciej odlecieć. Po czterech szklankach ruszyłam na parkiet, skakanie, kręcenie się wokół własnej osi było czymś, co kiedyś robiłam często. Teraz, kiedy wiedziałam, że przyszłam tu sama i czułam procenty zaczynające działać we krwi, było tak inaczej. Co jakiś czas stawałam przy barze, zamawiając kolejnego drinka. Z każdą szklanką było mi coraz lepiej, zapomniałam po co tu przyszłam i jak się tu dostałam. Było mi tak lekko i przyjemnie, przez co chciałam więcej tego magicznego płynu. Około pierwszej poczułam, że ktoś obejmuje mnie wokół tali. W klubie panował coraz większy ścisk ale i tak nie zwróciłam większej uwagi na ten incydent, tańczyłam dalej. Dopiero kiedy te same ręce potrząsnęły mnie za ramiona, odwróciłam się z zamiarem skrzyczenia tego, kto mi zawraca głowę, jednak widząc jego twarz, zaniemówiłam. Przede mną stał ktoś, z kim dawno temu wiązałam przyszłość, ktoś, z kim chciałam założyć rodzinę i zestarzeć się. Alan był ze mną od małego, wychowywaliśmy się razem i spędzaliśmy razem każdą chwilę. Nasi rodzice też popierali ten związek i bardo nam kibicowali, nawet trzyletnia różnica wieku im nie przeszkadzała. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy pojechał na studia. Po pijaku przespał się z jakąś dziewczyną, a ona później zaszła w ciążę. Jego rodzice chcieli go wydziedziczyć, ale za moją namową wybaczyli mu. Związał się z tą dziewczyną, bo uważał że musi, ale z dnia na dzień między nimi zrodziło się uczucie i teraz są szczęśliwym małżeństwem z dwójką dzieci.
- Elie, co ty tu robisz? - Zapytał.
- Raczej... - Nawet powiedzenie prostego zdania przychodziło mi z trudem. - To ja... powinnam o to... zapytać. - W końcu mi się udało.
- Mnie nie oszukasz. - Złapał mnie za rękę i pociągnął do wyjścia. - Wiedziałem, po prostu widziałem! Już na pogrzebie zachowywałaś się dziwnie, nie jak ty. Kiedy coś cię boli, to wyłączasz się od świata. - Mówił. - Ale żeby zapić się tak, że nie możesz nawet złożyć poprawnie zdania? Jestem w szoku. - Wyszliśmy z klubu i stanęliśmy na chodniku. - Dlaczego Sam na to pozwolił? Nie jest u ciebie? Czemu jesteś sama? - Nie miałam jak odpowiedzieć (nawet jeślibym dała radę wycisnąć z siebie choć jedno słowo), bo ktoś się wtrącił.
- Nie jest sama. - Ten głos poznam wszędzie. - I przepraszam, że przerywam, ale muszę zabrać ją do domu. - Tao wziął mnie na ręce, czułam się dziwnie kiedy słyszałam jak bije mu serce.
- Kim jesteś? - Alan groźnym wzrokiem patrzył na trzymającego mnie chłopaka.
- Jestem Zitao. - Prawie warknął. - Tyle powinno ci wystarczyć. - Już chciał się odwrócić i pójść, ale straszy złapał go za ramię.
- Nie, tyle mi nie wystarcza. - Chyba chciał uderzyć Tao, ale przerwał mu głośny warkot. Ten dźwięk też wszędzie bym poznała. - Luhan. - Alan najwyraźniej był w szoku. Znał dobrze mojego psa i wiedział, że nie ufa ludziom, którym ja nie ufam. Alan opuścił rękę i patrzył się w plecy odchodzącego chłopaka.
Kiedy dotarliśmy do domu, czarnowłosy zaniósł mnie do mojego pokoju i położył na łóżku. Chciał od razu po tym wyjść, ale złapałam go za rękaw. Spojrzałam mu w oczy.
- Zostań ze mną.
Westchnął głośno, ale nie wyszedł. Ściągnął kurtkę i buty, po czym położył się koło mnie na łóżku. Nie mówiliśmy nic, nie było nam to potrzebne, w tym momencie pragnęłam ciepła ciała drugiego człowieka. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, tuż przy moim uchu słyszałam miarowe i silne bicie jego serca, czułam się tak bezpiecznie. Podczas gdy tak leżałam i wsłuchiwałam się w jego serce, on bawił się moimi włosami i gładził mnie po plecach. W pewnej chwili odsunęłam się od niego, tak żeby być twarzą na wysokości jego twarzy. Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, po czym złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Trwaliśmy tak chwilę, nie ruszając się nawet o milimetr, a później wstąpił w nas ogień. Całowaliśmy się, jakby jutro nigdy nie miało nadejść, jego język badał moje podniebienie, oplatał i ocierał się z moim językiem. Najpierw delikatnie i z czułością, a za chwilę brutalnie i namiętnie. Oderwaliśmy się od siebie kiedy zaczęło brakować nam powietrza. Tao przytulił mnie do siebie, ucałował w czoło i oboje odpłynęliśmy w krainę snów.
***
Ranek przyszedł szybko i wiedzieliśmy, że trzeba wracać. Oprócz Luhana, który znał moje najskrytsze przemyślenia, nikt jeszcze nie podejrzewał co zaplanowałam po powrocie. Byliśmy już w połowie drogi do domu nad morzem, kiedy się odezwałam.
- Wieczorem zaatakujemy Taeila.
__________________________________
Hej wszystkim ;D
Jestem z siebie dumna, że udało mi się napisać ten rozdział. Ostatnio wstąpiły we mnie czarne myśli i byłam gotowa usunąć wszystko, co do tej pory napisałam, ale dzięki kilku osobom jednak będę to kontynuować ;)
Proszę wszystkich, którzy czytają to nędzne opowiadanie - zostawcie po sobie komentarz, to bardzo motywuje do dalszej pracy ;p
Pozdrawiam
Elie
~~~~~~~~~~~~~~~
Apff, a ktoś to w ogóle czyta? I wypraszam sobie, nędzne to to może jest zanim trafi do mnie, już ja dbam o to, żeby takie nie było xd Muszę też powiedzieć, że jestem jedną z osób, które zareagowały oburzeniem na wieść o planach usunięcia tego opowiadania (do tej pory sądziłam, że jedyną ;d) i wybiłam to z głowy autorce. Choć nie do końca grzecznie, z tego co pamiętam... Ale ważne, że w ogóle ;>
Luna
No w końcu Luhan nie jest słodki do obrzygu , więcej akcji z Tao, chodź i tak jakoś tak mało treści xDDDD masz szczęście że ten rozdział się pojawił xD obijasz się u I. To zlaczcie siły i napiszcie jeszcze jeden xD moja ocena 6/10 ;3
OdpowiedzUsuńMiało być u J* ;3
OdpowiedzUsuńWoow *.* już myślałam że się do siebie nigdy nie zbliżą, a tu takie zaskoczenie ^^ Rozdział bardzo bardzo bardzo mi się podobał <3 co tu dużo pisać :3 czekam na kolejny i życzę ci dużooo weny :*
OdpowiedzUsuńNo i mam nadzieje że dokonczysz to opowiadanie, bo jest świetne ;3
Dobra. Luhan i ta cała pobudka... Padłam i nie wstaję :)
OdpowiedzUsuńChciałaś usunąć to wszystko?!
Tak się nie robi i chwała wszystkim, którzy ci to z głowy wybili.
Ten rozdział wniósł dużo ciekawych informacji.
Czyżby Lu miał w końcu dość Taemina i postanowił zacząć szukać nowego chłopaka?
To opowiadanie tak bardzo mnie fascynuje, że nie mogę się doczekać dalszych części.
Jak dotąd jest na 1 miejscu w moim rankingu "najbardziej wyczekiwanych wpisów"
Dlatego odgoń czarne myśli i pisz dalej.
A ty, cudowna beterko, spójrz na to zdanie i proszę, wytłumacz mi je, bo się pogubiłam :)
"Olodówkę i, tak jak się spodziewałam, w środku nie było nic innego niż ketchup, majonez i musztarda, uśmiechnęłam się pod nosem."
Kocham was obydwie i dziękuję, że robicie to, co robicie :)
Ach, tak, pamiętam. Utknęłam na tym zdaniu, bo było nspisane w taki sposób, że, mimo że miałam wiele pomysłów na jego zmianę, ciężko było je poprawić. Dlatego też zostawiłam je na później. A potem, jak można się domyślić, zapomniałam o tym. Ale dziękuję za spostrzegawczość, ja, czytając ten rozdział już chyba po raz 20, prawdopodobnie nawet bym tego nie dostrzegła. Jeśli chcesz, wróć do tego zdania, mam nadzieję, że teraz je zrozumiesz : )
UsuńCo do tego dziwnego zdania - jest wynik pisania po nocy xD
UsuńGisa nie musisz sie martwić, nie usunę tego opowiadania, ostatnio miałam tylko małe problemy i złapała mnie deprecha, ale teraz jest już wszystko opanowane :D
Pozdrawiam i też kocham <3
PS. Kiedy u Ciebe kolejny rozdzial? :3
Doczekamy się nowego rozdziału czy nie ??? Zamarło coś tu ostatnio xD
OdpowiedzUsuńCo się pieklisz? Jak skończymy to będzie ;d
UsuńWłaśnie Lulu ma rację, jak skończymy to będzie. ;p
UsuńCiesz się że jako mały, wredy człek dostałaś vip'owskie pozwolenie na wgląd w przyszłe opowiadanie ;p
Ale teraz musisz czekać aż zostanie dodane tu... czyli z kilka miesiecy xD
Muahahahahaha !