Strony

sobota, 6 września 2014

Rozdział 6

Hej wszystkim! Dziś na początku ;)
Pierwsza część rozdziału jest pisana oczami nowej bohaterki. Chciałam wprowadzić coś innego i padło na nią. Jest ostatnią osobą, która pojawi się w tym opowiadaniu. ;)

__________________________________

   Ciężko zaczęło się moje nowe życie.  Ni stąd ni zowąd jakiś wariat mówi mi, że od dziś będę posiadała jakieś moce i chronić będzie mnie jakiś chłopak. Sorry, ale moje życie już i tak jest do dupy, a ci szaleńcy wcale mi nie pomogli. Niestety, nie mogę nawet zadzwonić na policję z donosem, że wypalili mi w dłoni jakieś znaki, bo kiedy zrobią oględziny mojego ciała, zobaczą siniaki, stare, źle zrośnięte złamania, na pierwszy rzut oka widać, że spowodowane pobiciem. Rodzice katowali mnie już odkąd pamiętam, dostawało mi się za wszystko, nawet za to, co nie było moją winą. Z zewnątrz kochająca się rodzinka, chodząca na przyjęcia w strojach i butach od najlepszych projektantów, mieszkająca w wielkim domu. Krótko mówiąc, wspaniała rodzina jednego z wysoko postawionych polityków. Jednak nic bardziej mylnego. Jestem ich jedyną córką. Córką, której nie chcieli. Matka zaszła w ciążę bliźniaczą, spodziewała się chłopca i dziewczynki. Syn miał być następcą ojca i przejąć cały majątek rodziny, plany na jego życie były ustalone jeszcze zanim okazało się, że przyjdzie na świat. A ja byłam tylko pięknym dodatkiem od Boga, miałam być tylko dobrze prezentującą się damą, córką na pokaz, nie mającą własnego zdania, miałam znaleźć męża pasującego do naszej rodziny, słuchać go i nawet nie myśleć o sprzeciwie, oraz urodzić mu gromadkę dzieci. Ale już podczas porodu pojawiły się komplikacje, nasze pępowiny zaplątały się wokół naszych szyi i nawzajem się zabijaliśmy. Lekarzom udało się uratować tylko mnie, co spotkało się ze złością i zawodem ze strony moich rodziców. Do tej pory nie wybaczyli mi, że zabiłam im ich syna. Nie chcieli na mnie patrzeć czy nawet przebywać w moim towarzystwie. Moje pierwsze lata spędziłam z babcią, to ona dała mi imię i pokazała co to jest miłość. Kiedy skończyłam trzeci rok, babcia ciężko zachorowała i już nie mogła się mną opiekować, wtedy zaczęło się piekło. Trafiłam do domu rodziców poniżana, wyzywana i karana. Długo nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje, co złego zrobiłam. Z roku na rok było coraz gorzej, ojciec bił mnie codziennie, nie szczędząc przy tym wyzwisk. Jedyne, co mnie w życiu dobrego spotkało, to chłopak. Poznaliśmy się w szkole, kiedy moja drużyna miała zawody. Często zdarzało się, że dyrektorzy innych szkół zapraszali nas na mecz, w końcu nasza prywatna uczelnia należała do elitarnych, gromadziła dzieci wpływowych i znanych ludzi. Taka szkoła dla bogatych, zapatrzonych w siebie dzieciaków, które mają wszystko co chcą. Kiedy zaprosili nas do tej szkoły, dużo mnie to nie obeszło, nie koleguję się z nikim z drużyny, ja tam tylko gram. Mecz oczywiście wygrany, bo co jak co, ale taka bogata placówka może pozwolić sobie na najlepszych trenerów. Rytuałem naszej drużyny jest przejście się w strojach po tych "biednych" szkołach, bo tym pustakom sprawia to przyjemność a jak przy okazji upokorzy lub wyśmieje się kilka dziewczyn, to dodatkowy sukces. Tak stało się i tym razem. Znana na pół kraju drużyna siatkarska, w swoich droższych od niejednego domu strojach (dodajmy, że ledwo co zasłaniających pośladki) idzie sobie jak gdyby nic po twoim korytarzu, głośno komentując tutejsze obskurne warunki, nie jest tym, co chcesz oglądać. Zawsze trzymałam się z tyłu nie chcąc brać w tym udziału, nie sprawia mi przyjemności gnębienie ludzi, może dlatego, że sama jestem ofiarą. Czasem zdarzy mi się przewinić, ale w ogóle się tym nie przejmuję. Czemu? Bo i tak po powrocie do domu rodzice spuszczą mi niezły łomot, więc dlaczego nie dać im jakiegoś powodu? Tak wróciłam kiedyś z kolczykami w wardze po obu stronach, tatuażem na dłoni. Często z nudów zdarzy mi się wdać w pyskówkę z nauczycielem albo przyjść pijana do szkoły.
    Kiedy moje koleżanki znalazły swój nowy cel, oddaliłam się od nich i dalej zwiedzałam szkołę. Nie szłam szybko, bo dzień wcześniej ojciec nieźle mnie urządził i nawet zwykłe chodzenie sprawiało mi trudności. Nagle zza zakrętu wbiegł na mnie jakiś chłopak, zderzając się ze mną. Upadając, stłukłam jeszcze bardziej miejsce, gdzie najbardziej mnie bolało. Syknęłam z bólu i z pięści uderzyłam go w twarz, po czym zemdlałam.
   Obudziłam się w jakiejś klasie i pierwsze co zobaczyłam po otworzeniu oczu, to burza włosów w jakimś trudnym do zidentyfikowania kolorze. Należały do chłopaka o dużych oczach, który w tym momencie pochylał się nade mną.
   - Przepraszam, że na ciebie wpadłem. - Uśmiechnął się. - Może w zamian dasz się zaprosić na kawę?
   I tak zaczęła się nasza znajomość. Lubiłam spędzać z nim czas, był zabawny i naprawdę pomocny. Po jakimś czasie zostaliśmy parą, co spotkało się z kolejnym atakiem rodziców. Matka, bijąc mnie, krzyczała, że jak już muszę żyć i mieć ich nazwisko, to chociaż powinnam spotykać się z kimś wysoko postawionym, a nie z chłopakiem z żadną przyszłością. Nie słuchałam ich, byłam po raz pierwszy szczęśliwa i zakochana. Kiedy odkrył ślady na moim ciele, chciał żebym poszła do szpitala i na policję. Z nim czułam, że mogę pokonać wszystkie trudności.
   Od czasu jak ten wariat nagadał mi bzdur, chodzi za mną jakiś koleś, mówiąc, że będzie mnie bronił. Oczywiście nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi i udawałam, że nie istnieje. Od tamtej chwili moje włosy zrobiły się srebrno-szare, a oczy burszytnowo-pomarańczowe, co zaczęło mnie bardzo martwić. I cały czas nie miałam kontaktu z moim chłopakiem, tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Przez to czułam się coraz gorzej. Pewnego dnia, kiedy wracałam wieczorem do domu (bardzo zdenerwowana, bo ten pajac znowu za mną łaził), kilku chłopaków złapało mojego prześladowcę i, bez skrupułów, skręcili mu kark. Poczułam w sobie obezwładniający ból. Upadłam na kolana i spojrzałam w jego kierunku. Ci, którzy go zamordowali, rozglądali się na boki szukając kogoś, i miałam dziwne wrażenie, że szukają mnie.
   No i tak właśnie skończyłam teraz, siedząc na przystanku z walizką. Kiedy po zobaczeniu morderstwa wróciłam do domu, zauważyłam na biurku kartkę z adresem i dopiskiem "Tam będziesz bezpieczna". Więc właśnie tam jadę.


***


   Czemu to musi być tak daleko? Podróżowałam już trzema autokarami, a teraz czekam na ostatni autobus, który zawiezie mnie dokładnie na ulicę, gdzie znajduje się dom, do którego się wybieram. Na szczęście przyjechał szybko i równie szybko dostałam się na miejsce. Nie było tam żadnych budynków, zwykła pusta droga. Skierowałam się w stronę szumu morza, cały czas rozglądając się za jakimiś znakami życia. Zza zakrętu powoli wyłaniały się pierwsze mury domu, był przyjemnego kremowego koloru, z brązowymi okiennicami i kwiatami. Był wielki, wyglądał jak hotel. Podeszłam do drzwi i lekko zapukałam, za nimi rozległy się kroki i po chwili się otworzyły. Pojawił się w nich chłopak o wielkich oczach i pomarańczowych włosach. W pierwszej chwili nie wiedziałam co się dzieje. Może mam zwidy, tyle kilometrów od domu, to niemożliwe. Chłopak odezwał się pierwszy.
   - Triss, co ty tu robisz? - Był zaskoczony i lekko przerażony, ale również bardzo szczęśliwy.
   - Uciekłam z domu, a ktoś kazał mi tu przyjść. - Odpowiedziałam. On złapał mnie za dłoń i spojrzał na nią, widząc bliznę uśmiechnął się lekko i pocałował mnie w nią.
   - Nie chciałem cię tam zostawiać, ale wolałem żeby nie groziło ci większe niebezpieczeństwo. - Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Znowu poczułam się bezpiecznie, po raz pierwszy od dawna. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie, jednak wiedziałam, że to niemożliwe.
   - V, dlaczego tu jesteś? Co to za miejsce?
   - Jestem z tego samego powodu co ty, tu nic nam nie grozi. A to miejsce to był kiedyś pensjonat, teraz jest to nasza kryjówka. - Pociągnął mnie do środka. - Chodź, poznasz resztę.
   - V, kto to? - Nagle na ramieniu mojego chłopaka uwiesiła się dziewczyna, miała piękne czerwone włosy i niesamowicie zielone oczy, do tego była śliczna. Nie jak dziewczyny w mojej szkole, ładne dzięki portfelom rodziców i sprawnym dłoniom lekarzy, nie, ona była piękna naturalnie. Tae popatrzył na nią z jakimś dziwnym uczuciem, najpierw myślałam o najgorszym, ale patrząc na nich zobaczyłam, że w jego oczach jest tylko troska i delikatność, jakby dziewczyna miała się zaraz rozpaść. Już nie raz widziałam u niego takie spojrzenie, patrzył tak na Mikę, jego młodszą siostrę, kiedy leżała w szpitalu czekając na operację. Z miejsca polubiłam tę czerwonowłosą dziewczynę, emanowała taką dobrą aurą.
   - To Triss, moja dziewczyna, ta o której ci opowiadałem. - Jej wielkie oczy spoczęły na mnie. Lekko się uśmiechnęła.
   - Miło mi poznać. - Podeszła do mnie, wyciągając rękę. Uścisnęłam ją. Jej wyraz twarzy po chwili stał się pusty, odwróciła się i odeszła. V podążał za nią smutnym wzrokiem, lekko przygryzając wargę. Zawsze tak robił, gdy się o kogoś martwił.
   - Śliczna jest. - Powiedziałam.
   - Jest. - Stwierdził. - Ale ty, kochanie, jesteś najpiękniejsza na świecie. - Pocałował mnie delikatnie w usta.
    - Coś jej się stało?
    - Musisz wiedzieć, że są ludzie, którzy pragną naszej śmierci i oni nie cofną się przed niczym. Kilka tygodni temu, kiedy mieliśmy z nimi starcie, akurat przyjechali rodzice Elie i... zostali zabici przez naszych wrogów. Nie może sobie z tym poradzić. Kiedy już wszyscy myślą, że jest lepiej, ona znowu zamyka się w sobie. Gdyby nie Luhan, jej strażnik, i Tao, dawno by się całkiem załamała. - W jego oczach widać było szczerą troskę. - A czemu jesteś sama? Gdzie twój strażnik?
   - Nie ma. - Opowiedziałam. - Nie żyje.



*****Elie*****




   Nowa dziewczyna okazała się świetną osobą. Jej szczery, uroczy uśmiech powalał na kolana większość zebranych w domu osób. Do tego wraz z V rzucali do siebie dyskretne czułe spojrzenia. Byłam szczęśliwa, że w końcu chłopak może znów z nią być, bo tyle o niej mówił. Od tamtego dnia mało się odzywałam, spędzałam czas głównie w swoim towarzystwie i nie miałam z tym żadnego problemu. Największym utrapieniem był Tao, cały czas czegoś ode mnie chciał, nie dając mi nawet chwili sam na sam z własnymi myślami. Ale przez te kilka tygodni moim ulubionym zajęciem było obserwowanie reszty. Relacje między Luhanem a Taeminem z dnia na dzień stawały się coraz gorsze. Prawie ze sobą nie rozmawiali, a jeśli już, to tylko podczas kłótni. Cassie chodziła po domu często podśpiewując i kiedy tylko się dało, obsypywała pocałunkami Korę. Widać, że między nimi było coraz lepiej. Luna spędzała najwięcej czasu z U-Kwonem i Zelo. Przez swoją subtelną budowę i dziecięcą buźkę, mogłaby być postrzegana jako młodsza od nich. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak siedemnastoletnia dziewczyna może mieć wygląd trzynastolatki, ale to było w niej urocze. Niestety, ten urok jest tylko zewnętrzny, bo w środku tej przesłodkiej istoty mieszka prawdziwy diabeł. Kiedy ten mały chochlik się zdenerwuje, to trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie. Jimin, V i Jackson nie mogą usiedzieć długo w jednym miejscu i swoją energię najczęściej wyładowują grając na PlayStation Zelo. Mark, widząc ich wygłupy, często śmieje się pod nosem. Jednak nie bierze w tym udziału. Jest od nich o wiele spokojniejszy i od gry w FIFĘ zdecydowanie woli karty. Podobnie jak strażnik Luny, L, który odnajdywał prawdziwą przyjemność w ogrywaniu Marka w pokera lub brydża. Mimo to, od czasu do czasu robił sobie przerwę i dosiadał się do wariatów na kanapie, tylko po to, żeby pokazać, kto tak naprawdę jest mistrzem piłki nożnej.
   Dzisiejszy dzień był jak zwykle, najpierw jakiś trening z mocami, później czas dla siebie. Postanowiłam, że wykorzystam go na przechadzkę po lesie koło domu. Wyszłam cicho i krążyłam między drzewami. Wiedziałam, że ktoś jest za mną, Luhan nigdy nie zostawia mnie samej.
   - Możemy porozmawiać? - Cichy głos rozbrzmiał kawałek przede mną. Zobaczyłam dziewczynę o ciemnych włosach i błękitnych oczach. Gisa.
    - O czym?
    - Przyszłam zapytać czy... mogłabym do was dołączyć. - Jej twarz nie wyrażała wiele. - Codziennie budzę się w strachu, że ktoś mnie zabije. Ci ludzie nie mają skrupułów mordować nawet własnych towarzyszy. - Nie byłam temu chętna, ona to chyba dostrzegła, bo kontynuowała. - Oczywiście odwdzięczę się, znam informacje, które mogą być wam pomocne. - Więcej nie było mi trzeba. Moja krew zapłonęła rządzą zemsty.
   - Zgoda. - Podałam dziewczynie rękę, a ona ją chwyciła. - A teraz mów.
   - Wiem, gdzie dokładnie znajduje się kryjówka Taeila. - O to mi chodziło, w mojej głowie zaczął rodzić się plan doskonały, już nie mogę się doczekać, jak zobaczę wyraz twarzy reszty. - I jest wśród was zdrajca.
    - Czemu tak mówisz?
    - Taeil wie, że jesteś teraz w depresji i chciałby zaatakować jak najszybciej, ale od kogoś dowiedział się, że masz u siebie pierwszą piątkę, a on nie, i wie, że to byłoby samobójstwo uderzyć na was teraz. Zbiera siły. - Ufałam wszystkim tym ludziom jak sobie samej, więc słyszenie, że ktoś nas zdradził, było bardzo dotkliwym ciosem w serce.
    - Dobrze, dziękuję. - Wyciągnęłam do niej rękę, a gdy ją chwyciła, splotłam jej palce ze swoimi i skierowałam ją do naszego domu.
    Weszłyśmy do salonu przez taras, a wszystkie oczy zostały zwrócone ku nam. Większość osób miała na twarzy wymalowane zdezorientowanie.
    - To Gisa, od dziś będzie z nami mieszkać. - Rozejrzałam się po zebranych. - Luna, mogłabyś zająć się nią i pokazać jej, gdzie będzie mieć pokój? - Drobna dziewczyna uśmiechnęła się i zabrała nową koleżankę na piętro domu. W salonie panowała niezręczna cisza, którą przerwało raptowne wejście Taemina.
    - Patrzcie! Fajnie to wygląda? - Zapytał z dużym uśmiechem na twarzy. Kiedy tylko zobaczyłam, co ze sobą zrobił, byłam lekko zdziwiona.. no, może nie lekko. Jego włosy były białe, do tego ścięte i inaczej ułożone. Miał mocny makijaż na oczach i gdybym nie wiedziała, że to on, w życiu bym go nie poznała. Spojrzałam na Luhana, mocno zaciśnięte usta i odrobinę przymrużone oczy. Chyba nie był zadowolony ze zmian swojego chłopaka. - Boże, jeśli się wam nie podoba to spoko, ale nie musicie mnie lustrować takim wzrokiem!
    - Nie, stary! Wyglądasz… - Zelo próbował ratować sytuację. - Inaczej! Ale jak tak na ciebie patrzę, to podoba mi się. - Podszedł do niższego i rozwalił mu nową fryzurkę. - Tylko masz chyba za mocny makijaż.
    - Nie, jest okey. - Uśmiechnął się od ucha do ucha. - To ja idę do siebie. - Po tych słowach zniknął na piętrze. Co się dzieje w tym domu. Ehhh. Idę spać.
    - Elie. - Już kierowałam się na górę, kiedy zatrzymał mnie głos Luhana. - Mogę dziś spać u ciebie? Nie chcę gadać z młodym.
    - Jasne.



*****

    - Tu będzie twój pokój, mój jest prawie naprzeciwko, więc jeśli będziesz czegoś potrzebować, wpadnij. - Gisa nie miała pojęcia, dlaczego ta dziewczynka jest dla niej taka miła.
    - Czemu to robisz?
    - Ale - Luna, zaskoczona, zrobiła chwilę przerwy - co masz na myśli? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
    - Czemu jesteś dla mnie taka pomocna i miła? Nic z tego nie rozumiem.
    - Jeśli Elie cię tu przyprowadziła to znaczy, że ma do tego powód, a ja pójdę za nią wszędzie i będę z nią, niezależnie od jej decyzji. - Niższa dziewczyna spojrzała Gisie w oczy.  - Uratowała mi życie. - W brązowowłosej odezwało się wspomnienie łkającej i krzyczącej dziewczyny w jednym z pokoi w kryjówce Taeila. Codzienne tortury na nic się nie zdawały. Nic im nie powiedziała, a jej płacz zawsze był błaganiem o opatrzenie jej strażnika. - Poza tym, wiem jak on cię traktował, dobrze że odeszłaś. - Kolejna fala wspomnień zalała dziewczynę. Pamiętała słone łzy, kiedy jej własny strażnik był mocno bity bo On odkrył, że chciała uciec.
    - Dzięki mała. - Rozwichrzyła jej włosy.
    - Nie ma za co. Ach, i - uśmiechnęła się przebiegle - może jestem niska, ale jestem rówieśniczką Elie. - Na widok miny Gisy, Luna roześmiała się głośno, wychodząc z pokoju. Przed drzwiami, stał oparty o ścianę U-Kwon. Słysząc śmiech dziewczyny, także się uśmiechnął. Byli teraz naprzeciwko siebie.
    - Widzę, że humor dopisuje. - Odepchnął się od ściany, zbliżając się do blondynki. - Co powiesz na mały, wspólny seans filmowy? - Zapytał, przygryzając wargę. - Musisz tylko wybrać film, reszta jest już gotowa. - Mówiąc to, pociągnął dziewczynę za rękę w stronę swojego pokoju. Otworzył drzwi i przepuścił Lunę pierwszą. Z łóżka została zrobiona prowizoryczna kanapa a przed nią, na krześle, stał laptop. Na półkach były przygotowane przekąski i napoje. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale rozchyliła tylko usta i, prawdopodobnie ze zdziwienia, nie zdołała wydobyć z siebie ani słowa. Po chwili zamrugała szybko, jakby po to, żeby się ocknąć, wzięła też głęboki oddech, jednocześnie otwierając buzię jeszcze szerzej. Dłonie przyłożyła do policzków w najsłodszy sposób, jaki U-Kwon mógłby sobie wyobrazić. W końcu odwróciła wzrok od pokoju i spojrzała na niego. Kiedy ich oczy się spotkały, uśmiechnęła się szeroko, niczym małe dziecko, które dostało pudełko czekoladowych ciastek bez żadnej okazji. Wszystko w niej wyrażało zachwyt, postawa, każdy gest, spojrzenie… U-Kwon, widząc to, nie mógł powstrzymać się przed dumnym uśmiechem.
    - Podoba ci się. - Stwierdził, i bynajmniej, nie było to pytanie.
    Luna wróciła spojrzeniem przed siebie i radośnie wyrzuciła ręce na boki, jakby chciała przytulić wszystko, co widziała.
    - Ojoooj - pisnęła naprawdę wysoko - Oczywiście że mi się podoba! Przygotowałeś to sam? I to naprawdę wszystko dla mnie? To takie...
    - Tak, wiem. - Przerwał Lunie jej potok słów. Nie posiadał się z radości, że to dzięki niemu jest tak podekscytowana. - Jestem cudowny. - Przytulił się do pleców dziewczyny, wkładając głowę w jej włosy. - No! To teraz tylko trzeba wybrać film i jedziemy z tym koksem! - Oboje roześmiali się głośno.




************************************
Dodatek Yaoi


    Taemin nie miał zamiaru iść do pokoju, tak jak powiedział swoim przyjaciołom. Wyszedł przez okno, zostawiając je uchylone, jakoś musiał wrócić. Zeskoczenie z pierwszego piętra było łatwe. Szybko znalazł się w lasku. Biegł przed siebie dość długo, kiedy nagle ktoś złapał go i przystawił nóż do szyi.
    - Spróbuj choćby drgnąć, a poderżnę ci gardło. - Nie minęła nawet chwila, kiedy osoba, która go trzymała, zaczęła całować go po karku, nóż znalazł się na ziemi, a ręce oprawcy teraz błądziły po jego ciele. - Minnie - Wymruczał mu do ucha, na co on obrócił się w uścisku i stanął z nim twarzą w twarz. Duże, brązowe oczy, charyzmatyczne rysy. Jak dobrze go znał. Minho. Kiedy się spotykali, nie mogli ryzykować, że ktoś ich zobaczy. Wtedy któryś z nich straciłby życie.
    - Powiedz, jak podoba ci się moja nowa fryzura? - Zapytał młodszy.
    - Jest niesamowita. - Zaczął chłopak. - Już nie wyglądasz jak dziecko i kiedy będę w ciebie wchodził, nie poczuję się jak pedofil. - Taemin roześmiał się.
    - W takim razie, na co czekasz? - Bardziej wyraźnego zaproszenia brązowowłosy nie potrzebował. Nie kłopocząc się z rozpinaniem bluzy, ściągnął ją przez głowę razem z koszulką, zostając bez żadnej górnej części odzieży. W tym samym czasie młodszy uporał się ze swoim T-Shirtem. Całowali się długo, namiętnie i brutalnie. Obydwoje walczyli o dominację w tej pieszczocie, ale zdobył ją oczywiście starszy. Kiedy się od siebie oderwali, popchnął mało delikatnie blondyna na drzewo, na co z ust poszkodowanego wyrwał się syk bólu. Przyszpilony do pnia przez ciało Minho, mógł się tylko oddać coraz to większej przyjemności, jaką było lizanie i podgryzanie sutków. Tae nie mógł nic poradzić na to, że z jego gardła wypływały ciche jęki i posapywania. Brunet do swojej zabawy dołączył rękę, gładząc męskość młodszego przez materiał dżinsów.
    - Ś... ściągnij. - Taemin wyjęczał. - Ściągnij to i weź mnie w końcu. - Starszy uśmiechnął się, ale spełnił prośbę swojego kochanka.
    - Dziś, kochanie, bawimy się na ostro. - Znowu popchnął chłopaka, tyle, że tym razem na ziemię, jednocześnie rozpinając rozporek w spodniach. - Weź. - Blondyn patrzył na niego z rozbawieniem w oczach, ale grzecznie zrobił, co mu kazano. Lizał, ssał i delikatnie zahaczał zębami główkę penisa starszego. Kiedy zaczął poruszać głową, starając się wziąć go całego do ust, chłopak nad nim zaczął jęczeć. - Postaraj się zostawić jak najwięcej śliny. - Powiedział brązowowłosy i kolejny rozkaz został spełniony przez Tae. Kiedy skończył, został pociągnięty w górę i odwrócony przodem do drzewa. Ręce Minho gładziły jego uda i pośladki. Schylił się i polizał go po obydwu jędrnych półkulach. Z ust młodszego można było usłyszeć coraz to głośniejsze jęki. Chciał, żeby brunet wziął go teraz i natychmiast, w tym momencie nie pragnął niczego innego, oprócz uczucia wgłębiającego się w niego członka.
    - Możesz przestać się ze mną droczyć? - Warknął rozdrażniony chłopak.
    - Jak chcesz, księżniczko. - Minho uderzył wypiętego chłopaka w jeden z pośladków i rozszerzył je. - Postaraj się być cicho. - Po skończonej wypowiedzi, wbił się cały w Taemina. W lesie rozbrzmiał krzyk bólu. - Miałeś być cicho!
   - To kurwa nie jest śmieszne! - Krzyknął młodszy. - Czemu to zrobiłeś? - Po jego twarzy płynęły łzy. Nie był gotowy na przyjęcie całej jego długości bez wcześniejszego przygotowania. Brunet dał blondynowi chwilę na przyzwyczajenie się, a później zaczął się poruszać. W ich seksie nigdy nie było czułości, ciepła i spokoju. Obydwoje woleli raczej uprawiać dziki seks w dziwnych miejscach. Minho pchał chaotycznie i głęboko, ręką pompując członka swojego kochanka. Stęków i jęków było coraz więcej. Nie minęło dużo czasu, aż obaj doszli ze swoim imieniem na ustach.




___________________________________
To znowu ja xD
Piszę też tu, żeby coś wyjaśnić.
Jak na pewno zauważyliście, w rozdziale zmienia się narrator. Zrobiłam to, bo chciałam przybliżyć wam, co dzieje się również u innych domowników. Myślę, że takie wstawki będą się często pojawiać.
Pozdrawiam ;D


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta, bo nie widzę żadnych komentarzy :c Jednak liczba wyświetleń mówi co innego. Rozdział miał być wczoraj, ale obie z Elie pracowałyśmy nad nim do późnego wieczora, i ona skończyła, natomiast ja kończę dziś ; ) Ale przynajmniej mam pewność, że wszystko jest idealnie, tak jak powinno. Na koniec, takie małe podziękowanie dla autorki, za to, że pozwala mi zmieniać po swojemu co chcę i jak chcę, bo wie, że wszystko co robię, jest dla dobra opowiadania. : )
                                                                                                                 Luna

1 komentarz:

  1. Genialny rozdział <3 wszystko było idealne <3 I tak jeszcze bardzo mi się podobał pomysł na śmierć strażnika Triss ^^ no i tak dużo weny Ci życzę i czekam na kolejny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń