- Już przestań się tak kręcić, bo zaraz zakręci mi się w głowie przez ciebie. - Luhan leżał na moim łóżku opierając się o zagłówek, w ręku trzymając mój telefon. - Lepiej kup mi coś takiego, będzie mi łatwiej się z tobą kontaktować jak sobie gdzieś pójdziesz. - Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Chyba będzie mi to wypominał do końca. Raz umówiłam się z przyjaciółką na zakupy i poszłyśmy od razu po szkole, zapomniałam, że byłam umówiona z Luhanem na trening. Tak się zdenerwował, że poszedł mnie szukać. Natknął się na nas w sklepie z bielizną. Zaczął krzyczeć na mnie, że jestem niezdyscyplinowana i lekkomyślna, że bał się o mnie i odchodził od zmysłów, na koniec przytulił się do mnie i prosił, żebym nie robiła tego więcej, bo pęknie mu przeze mnie serce. Na co Alina na cały sklep zrobiła:"Ooooo". Przez to zdarzenie teraz wszyscy w szkole myślą, że Luhan jest moim facetem. - A tak poza tym udało mi się skontaktować z Taeminem. Będą tu za kilka dni. Jego nowa pani zapisze się do ciebie do klasy, zaczniecie razem treningi. Jest od ciebie dużo słabsza, więc tylko władanie żywiołami będziecie miały razem, walki będziecie odbywać z nami.
- Ale po co muszę to robić? - Same treningi z Lu były dla mnie świetną zabawą, odkrywanie mocy jest niesamowite. Mogę przenikać przez przedmioty, podnosić siłą woli różne rzeczy oraz tworzyć coś z niczego. Nie lubiłam tylko tych zajęć, w których musiałam uczyć się walki. Luhan mówił mi, w jakich miejscach muszę uderzać, żeby powalić przeciwnika, ogłuszyć czy nawet zabić.
- Kochanie, musisz umieć się bronić. - Zaczął po raz setny swój wywód na temat "Musisz się bronić". - Nie zawsze będę przecież z tobą. - Pogłaskał mie czule po głowie. - Do szkoły na przykład z tobą nie pójdę. - No tak, wiem...
- Ale przecież możesz zapisać się ze mną do szkoły. Będziemy razem w klasie i możesz mieć na mnie oko. - Szeroki uśmiech wypłynął na moje usta. - A do tego dowiesz się więcej o naszej kulturze. - Chłopak zamyślił się na chwilę i ledwie zauważanie skinął głową.
- Zgoda, ale namówię też Tae żeby to zrobił. Wtedy we dwójkę będziemy mogli lepiej was pilnować. - Po raz kolejny skinął głową jakby utwierdzając siebie w tym, co właśnie powiedział.
- A więc postanowione, od jutra idziesz ze mną do szkoły. - Wesoło klasnęłam w dłonie.
***
Szłam w stronę klasy odprowadzana setkami oczu. Mam gdzieś co sobie pomyślą o mnie inni, zawsze miałam. Ludzie są debilami żerującymi na potknięciach innych, dlatego nigdy nie słuchałam co o mnie mówili. Teraz też nie zamierzałam. Luhan wesoło dreptał koło mnie, co chwila posyłając mi uśmiechy. Na początku chyba nie był przekonany do myśli, że będzie musiał iśc do szkoły, ale jak tylko przekroczył próg budynku, wstąpił w niego niesamowicie pozytywy humor.
- Hej - Koło mnie rozbrzmiał głos Aliny. - Słyszałam, że będzie u nas w klasie trójka nowych uczniów, ale nigdy nie pomyślałabym że jednym z nich będzie twój "boy". - Dała mi sójkę w bok.
- Spadaj durna jędzo. - Krzyknęłam do niej i wymierzyłam jej z pięści w ramię. - To nie jest mój chłopak.
- To prawda. - Luhan zatrzymał się koło mnie z powalającym uśmiechem, łapiąc mnie w talii. - Nie jestem jej chłoapkiem. To raczej nie jest i nigdy nie będzie możliwe. - Powiedział mojej przyjaciółce.
- A to dlaczego? - Zaciekawiła się Alinka. -Dziewczyna jest śliczna, dobrze zbudowana, mądra i z ciętym językiem. Każdy facet taką chce. - Powiedziała poważnie.
- Głupia jesteś. - Lekko poczerwieniała na twarzy syknęłam w jej kierunku. To zawsze był mój największy problem. Jak ktoś mnie chwalił czy komplementował, robiłam się czerwona i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Większość może tak, nie zaprzeczę że jest wspaniała - Teraz to on zarobił cios w żebra. - Ale ja zdecydowanie wolę penisy między nogami. - No i myślałam że umrę. Szczęka opadła mi do ziemi i nie chciała wrócić na swoje miejsce. Zresztą, nie tylko ja wpadłam w takie zaskoczenie. Alinie oczy wychodziły z orbit i jeśli wyglądałam tak samo głupio jak ona, to wolałam żeby nikt w tej chwili nie zrobił mi zdjęcia. Rozejrzałam się dookoła. Ludzie będący teraz na korytarzu patrzyli się na chłopaka z różnymi emocjami na twarzach, począwszy od zaskoczenia, przez wyrazy uznania dla jego odwagi i szacunek, poobrzydzenie. - To może my z koleżanką przejdziemy się do klasy. - Pomachał dziewczynie dłonią przed oczami. Odwróciliśmy się i kontynuowaliśmy drogę.
- Nie musiałeś mówić tego tak głośno. - Spojrzałam na niego wymownie - Teraz cała szkoła wie, że wolisz "penisy między nogami" - Zacytowałam jego własne słowa.
- Już ci chyba wspominałem, że nie musisz się mną przejmować. Jak przyjedzie Taemin, będę miał ich głęboko. Wtedy już nie będę musiał się hamować i zajmę się nim i tobą. - Uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
- Czekaj, co?! - Lekko krzyknęłam. - Ten cały Taemin to twój facet?! - No to teraz mnie zaskoczył.
- A masz coś do teg... - Nie skończył, tylko zaczął się nerwowo rozglądać. Mi w tym momencie przeszedł dreszcz po plecach. - Co się dzieje Luhan? Coś jest nie tak?
- Witaj, nowa koleżanko - Te słowa zostały wypowiedziane praktycznie do mojego ucha. - Jestem Tao. - Odwracając się usłyszałam gardłowy warkot Lu. Przede mną stał wysoki chłopak w czarnych włosach, skośnych, czarnych oczach i z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Złapał mnie za rękę i podsunął ją sobie do twarzy. Przesunął kciukiem po mojej bliźnie i uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Wiedziałem. - Luhan stanął między nami, patrząc na niego groźnie.
- Zbliż się do niej, a obiecuję, że już nigdy nie zobaczysz nic. - Wysyczał przez zęby prosto w jego twarz. Byli prawie równego wzrostu, ale czarnowłosy chłopak był odrobinę wyższy. Kiedy mierzyli się wzrokiem, do Tao podeszła blondynka i popchnęła mojego wojownika. - Co t...
- To ty go rusz, a tak cię załatwię, że twoja księżniczka będzie zdana tylko na siebie. - Powiedziała to bardzo pogodnie, wcale nie zabrzmiało jak groźba. - Rozumiemy się pedałku? - Przekrzywiła głowę w ptasi sposób, wyglądała jak mała pchełka. Musiała być ode mnie niższa, platynowe blond włosy spływały jej kaskadą na plecy a szare oczy patrzyły bystro i drapieżnie.
- Kora! - Luhan zakrył dłonią usta patrząc na nią z niedowierzaniem. - Czyli to musi być... - Wskazał na chłopaka palcem. - Niemożliwe że on.. on... kurwa. - Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę klasy. Zamknął za nami drzwi, chwycił mnie za ramiona i poparzył poważnie w oczy. - Słuchaj, ten chłopak ma moc tego, przed którym Pani Ireth uciekła ze swojego świata. Musimy na niego uważać, jeśli jest taki, jak jego poprzednik, to będziemy musieli uciekać. - Delikatnie skinęłam głową, pokazując, że rozumiem jego słowa. Na korytarzu rozbrzmiał dzwonek, więc do klasy zaczęły wchodzić dzieciaki i nauczycielka, widząc Lu, poprosiła, żeby stanął pod tablicą. Kora wraz z Tao weszła prawie na końcu i ustawili się koło mojego obrońcy.
- Witajcie moi mili. Od dziś będą chodzić z nami nowe osoby. - Wskazała na trójkę stojącą pod tablicą. - Z tego co dowiedziałam się przed chwilą, kolejne dwa podania już zostały zaakceptowane i czekamy aż ich nadawcy zjawią się u nas. A teraz może przedstawię waszych nowych kolegów. To jest Kora i Zi-Tao Huang. - Wskazała na chłopaka w czarnych włosach i blondynkę. - Kora, usiądź proszę w ławce pod ścianą z tym chłopakiem w brązowych włosach. - Dziewczyna posłusznie zajęła wskazane miejsce. - Zi-Tao...
- Wystarczy tylko Tao. - Posłał jej uroczy uśmiech, na co cała żeńska część klasy głośno westchnęła.
- Dobrze, Tao - Uśmiechnęła się do niego. - Zajmij miejsce koło Elie. - Wskazała mnie ręką. - Uśmiech poszerzył mu się domaksymalnych rozmiarów.
- Proszę pani, czy to ja mógł bym siedzieć z Elie? - Luhan zapytał naszą wychowawczynię. - Znamy się już całkiem dobrze, więc...
- Właśnie dlatego nie będziecie razem siedzieć. Tao nie zna nikogo w tej szkole. - Jej wzrok doskonale wskazywał, że zakończyła już z nim rozmowę. Huang wsunął się na siedzenie koło mnie i uśmiechnął się.
- W takim razie jeszcze raz. Witaj koleżanko, mam nadzieję że dobrze uda nam się dogadać. - Wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na nią krzywo i zobaczyłam, że ma praktycznie identyczny wzór jak ja na kciuku, tyle że jego jest na palcu wskazującym.
- Przykro mi ale nie będę z tobą rozmawiać, bo nie znam cię... - spojrzałam na niego krzywo. - ... i wcale nie chcę poznać. - Po czym oscentacyjnie odwróciłam się do tablicy. Miałam zamiar zaufać Luhanowi, bo teraz on jest odpowiedzialny za moje bezpieczeństwo jak i życie.
-No weź. Co z tego że nasze rody się nie lubią? - Zapytał się mnie prosto z mostu. - Nawet jak nie miałbym tych mocy, to z chęcią chciałbym cię poznać. Jesteś bardzo ciekawą osobą, z tego co zdążyłem już zauważyć. - Złapał mnie za kosmyk włosów i lekko pociągnął. - Może uda mi się zaprosić cię na spacer? - To pytanie zostało wypowiedzine prosto do mojego ucha. Po całym ciele przeszedł mnie dreszcz, kiedy poczułam na skórze jego oddech i oddzielone o milimetry usta. Boże święty! Co się ze mną dzieje! Czemu moje serce tak szybko bije?! Spojrzałam przerażonym wzrokiem na Luhana. - To co? - Chłopak nie dawał za wygraną.
- Słuchaj, nie mam zamiaru się powtarzać. - Warknęłam. - Ale na pewno nigdzie z tobą nie pójdę. Z tego, co słyszałam, możesz zrobić mi niemałą krzywdę, a ja chciałabym mieć przez jakiś czas choć troszkę spokoju, więc z łaski swojej odpierdol się ode mnie, bo zrobię ci taką krzywdę, że żadna panna cię nie zechce. - Po czym znów się odwróciłam.
- Wow... Tego się nie spodziewałem. - I dobrze, może już sobie odpuści. - Dobra, nie, to nie. - Teraz to ja się tego nie spodziewałam; albo go przestraszyłam i martwi się o swoje przyrodzenie albo cholera coś wymyśliła i teraz tylko chciała mnie zmylić. No ale dam sobie radę, przecież mam Lu.
Przez całe dwie lekcje ani razu się do mnie nie odezwał, tylko szczerzył się jak kretyn. Przed trzecią lekcją szłam do stołówki po coś do jedzenia dla siebie i Luhana. Miał zaczekać na mnie w klasie, bo zadzwonił do niego Taemin. A myślałam że takie miłe słówka mówią tylko laski. Wzięłam po jakiejś kanapce oraz jabłku i zaczęłam wracać w stronę klasy. Poczułam na ramieniu czyjąś rękę, więc odwróciłam się chcąc sprawdzić, do kogo należy. Nie zdążyłam nawet nic pomyśleć, kiedy przed oczami zrobiło mi się ciemno.
***
Jak tylko otworzyłam oczy, wiedziałam, że nie jestem już w szkole i każdą moją myśl stanowiły wiadomości do Luhana. Miałam nadzieję, że mnie znajdzie. Kiedy wiedziałam już, że nic więcej nie mogę zrobić, rozejrzałam się za Tao, niestety zobaczyłam tylko las. Na początku nic nie wydawało mi się dziwne, słońce przebijające się między drzewami świeciło normalnie, liście miały naturalny kolor (nie to co w moich snach). Po chwili zrozumiałam o co chodzi. Było strasznie cicho. Zerwałam się, chcąc jak najszybciej stąd uciec, lecz ledwie się podniosłam, zza drzewa wyszedł wysoki chłopak o lekko różowawym kolorze włosów. Spojrzał na mnie, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu. Nie myśląc dużo, odwróciłam się i zaczęłam biec. W kilku krokach znalazł się koło mnie.
- Nie chciałem cię wystraszyć. - Wiem, że faceci nie myślą, ale taki tekst połączony z przerzuceniem sobie mnie przez ramię, po prostu nie działa. - Obiecałem Tao, że cię przypilnuję, więc nie dam ci uciec.
- Puść mnie frajerze. - Krzyczałam, wyrywałam się i na wszelkie możliwe sposoby próbowałam się uwolnić. W końcu przypomniałam sobie, dlaczego ten cały Tao mnie tu zaciągnął. Skupiłam się, tak jak uczył mnie Luhan i potraktowałam tego wielkoluda prądem. Wrzasnął i poluzował chwyt, co od razu wykorzystałam uwalniając się i wbiegając między drzewa. - Nara ćwoku. - Zatrzymałam się na chwilę pokazując mu środkowy palec. Wznawiając bieg patrzyłam za siebie czy może nie zechciał mnie gonić. Niestety, to był mój błąd. Wpadłam rozpędzona na coś twardego i wylądowałabym na tyłku na ziemi, gdyby ktoś mnie nie złapał. Nawet nie musiałam podnosić wzroku, żeby wiedzieć kto to. Samo parsknięcie w zupełności mi wystarczyło.
- Czego ode mnie chcesz? - Rzuciłam przez mocno zaciśnięte szczęki. - Po coś mnie tu przytargał i kazał pilnować swojemu przydupasowi?!
- Ej! - Za moimi plecami rozległ się dźwięk zawodu. - Nie jestem jego przydupasem. A ja myślałem, że się zaprzyjaźnimy.
- Mogłabyś nas posłuchać? - Tao przybrał poważny wyraz twarzy. Muszę szczerze powiedzieć, że dopiero teraz na spokojnie mogłam popatrzeć na niego. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale ma niesamowicie ciekawą twarz, z jednej strony wydaje się taka męska i dojrzała, a z drugiej - delikatna i chłopięca, do tego te oczy, ciemne niczym dwie studnie bez dna. - To co? - skinęłam głową dalej się na niego patrząc. - To może zacznę od tego, że nie zrobimy ci żadnej krzywdy, obiecuję. Okej. Jak już wiesz, cała nasza trójka jest obdarzona mocami z Malwasul, tyle, że ci, którzy dali ją nam - wskazał na siebie i chłopaka obok. - Bardzo nie lubią się z tymi, którzy dali moc tobie. Ale po tym, co usłyszałem od Erlosa, wiedziałem, że nie chcę być taki jak on. Nie wiem, czym się kierowali wybierając mnie, ale ja nie chcę robić krzywdy waszej rasie. Zdecydowanie wolę być po twojej stronie, bo wiem, że reszta po ciebie przyjdzie. Tylko Zelo podziela to, co myślę, więc postanowiliśmy, że znajdziemy cię i przekonamy żebyś nam zaufała. - Uśmiechnął się do mnie zachęcająco. Szczerze, to nie mam pojęcia co teraz o tym myśleć.
- Czemu ja? - To pytanie było chyba najbardziej odpowiednie. - Czemu nie ktoś inny, czemu wybraliście mnie? - Spojrzeli po sobie i zgodnie odpowiedzieli :
- Bo jesteś najsilniejsza.
- I tak wam nie zaufam od razu, nikomu nie ufam oprócz Luhana. - Teraz mnie olśniło. - Gdzie on jest?!
- Jest bezpieczny, nie martw się. - Podszedł do mnie różowowłosy chłopak. - Pilnują go Kora i U-Kwon. - Powiedział spokojnie, przysiadając koło mnie. - I nie musisz od razu nam ufać, wystarczy, że my zaufamy tobie, tak na początek przynajmniej. - Popatrzył przed siebie marszcząc śmiesznie nos. - U-Kwon, przyprowadźcie Luhana. - Krzyknął. Przez chwilę kompletnie nic się nie działo, po czym między nas wpadł Lu w postaci psa. Wargi miał podniesione pokazując kły, złote oczy jarzyły się w szale, kiedy mnie zobaczył, podbiegł do mnie i polizał po policzku.
- Nic mi nie jest, naprawdę. - Poczochrałam go po głowie. - Kto to jest U-Kwon? - Zwróciłam się do Zelo. Moja ciekawość musiała zostać zaspokojona a, jak na razie, Zelo wydawał mi się najbardziej godny zaufania, on tylko przerzucił sobie mnie przez ramię, a Tao mnie ogłuszył.
- U-Kwon jest dla mnie tym, kim jest dla ciebie Luhan. - Odparł z uśmiechem. I wskazał ręką kępę krzaków, z której wystawał pysk Owczarka Staroniemieckiego. Podchodząc do nas, zmienił się w chłopaka, znacznie niższego od Zelo, ale od niego chyba każdy jest niższy. Miał oryginalną fryzurę, jego włosy u nasady były czarne, a im dalej tym jaśniejsze , na samych końcówkach były rudo-blond, do tego brązowe oczy i zaraźliwy uśmiech. Podszedł do mnie i wyciągnął rękę.
- Miło poznać.- Złapałam jego rękę, bądź co bądź, jestem dobrze wychowana, ale w życiu bym jej jednak nie podała, wiedząc, co zrobi, a mianowicie pociągnął mnie i zamknął w niedźwiedzim uścisku. - Jak się cieszę, że będzie mieszkać z nami jakaś prawdziwa dziewczyna. Bo Kora to jakiś babochłop. Może i wygląda jak dziewczyna, ale z zachowania jest gorsza ode mnie, lesby są dziwne. - I tak szybko, jak mnie złapał, to puścił i padł na ziemię pod moimi nogami. Koło mojej głowy szybko coś przeleciało z wysuniętymi szponami. - Dobra, dobra. Przepraszam, tak mi się wymsknęło, wiesz przecież że tak wcale nie myślę. - Owym czymś okazał się sokół, który przysiadł na ramieniu Tao tuląc się do niego. Chwila… Co?!
- U-Kwon czy mógłbyś, proszę, wytłumaczyć o co ci chodziło z tym mieszkaniem? - Zapytałam.
- No przecież chłopaki chyba ci mówili, że chcieliby, żebyś z nimi wyjechała, prawda? - Jego wyraz twarzy mogłabym określić jako totalny brak jakiejkolwiek wiedzy. - Mówili prawda?
- Nie debilu, jeszcze nie mówiliśmy. - Warknął Zitao. - To może jak ten pajac już wspomniał, rozwinę myśl. Chodziło nam o to, że Zelo ma własny dom położony nad morzem i tam moglibyśmy wszyscy trenować, żeby być przygotowanym na nadejście innych.
- A zmieścimy się tam wszyscy na pewno, bo ten budynek jest przerobiony z pensjonatu i mamy około 10 sypialni, więc facet Luhana i jego Pani też niech z nami jadą. - Zelo mówił to takim tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Przez to robił wrażenie, jakby znało się go od lat.
- Ale.. Ja nie wiem, może to być jakaś pułapka. - Spojrzałam na nich krzywo. - Poczekamy aż przyjedzie Taemin i wtedy zdecydujemy. - Oznajmiłam.
- Nie mamy tyle czasu, oni tu idą Elie. - Tao popatrzył mi głęboko w oczy. - Jesteś tu w niebezpieczeństwie. - Złapał mnie za rękę. - Obiecuję, że nie dam cię nikomu skrzywdzić. - W tym momencie wokół nas zawirowało powietrze. Rozejrzałam się zdziwiona i wyrwałam rękę z uścisku chłopaka.
- Nie! - Luhan cicho krzyknął. - To nie możliwe!
- Lu, coś się stało? - Poczułam się dziwnie silna.
- Aj! Stało się, stało. - Zawodził. - Połączyliście swoje moce. Zdarza się to bardzo rzadko i głównie wtedy, kiedy tworzy się zespoły. Ale pierwszy raz widzę, żeby stało się to po między osobami, które prawie w ogóle się nie znają i są z przeciwnych rodów. - Popatrzył na nas dziwnie. - Wiem tylko tyle, że teraz możesz mu zaufać, bo on musi cię chronić, inaczej sam może pożegnać się z życiem. - Luhan westchnął cierpiętniczo. - Możemy już wracać, jakiś czas temu przyjechał Tae z Cassie i czekają na nas. Chcieli tu przylecieć, ale im nie pozwoliłem. Wracajmy.
- Odwiozę was. - Zaoferował Zelo. - I tak trzeba już wracać. Tao, pakuj się, wracamy do domu. - Rzucił do chłopaka stojącego pod drzewem i cicho rozmawiającego z Korą.
-Już idziemy. - Zawołała dziewczyna i z uśmiechem pociągnęła czarnowłosego w naszą stronę.
***
Wysiedliśmy z auta Zelo pod moim domem. Całą drogę gadali tylko U-Kwon i różowowłosy, Tao i Kora szeptali do siebie, nie zwracając na nas uwagi. Było to strasznie dziwne, bo odkąd poznałam chłopaka zawsze się uśmiechał i dużo gadał. No ale przecież co mi do tego. Kiedy podchodziłam do drzwi, przebiegło koło mnie coś rudego. Odwróciłam się akurat, kiedy Luhan i jakiś chłopak złączyli usta w namiętnym pocałunku. Moje oczy rozszerzyły się do wielkości piłki tenisowej.
- Jakie to urocze. - Obok mnie stanęła dziewczyna o brązowych włosach i szerokim uśmiechu. - Tak dawno się nie widzieli. A właśnie, jestem Cassie. A ten chłopak, co przyssał się do twojego strażnika, to Taemin.
_________________________________
I tak kończę pierwszy rozdział.
Na karcie “Postacie” powoli będą pojawiać się nowi bohaterowie.
Ci, co są teraz, to jedni z głównych.
To opowiadanie będzie połączeniem Yaoi, Yuri jaki i zwykłego romansu.
Większość moich postaci jest znana z zespołów tj. B.A.P, SHINee, EXO czy nawet Block B, ale to dlatego, że nie mogłam się powstrzymać… Pierwotnie użyczone miało być tylko imię Luhana, ale jak poszłam fają, to nie dało się zatrzymać. ;)
Chciałam oficjalnie podziękować mojej najwspanialszej becie, za to, że tak się ze mną męczy (głównie z moimi błędami) - Kocham Cię LUNA <3
Za tydzień w piątek powinien pojawić się kolejny rozdział ;)
Pozdrawiam, Elie Brauce
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A to tylko ja, Lusia. Chciałam powiedzieć, że wiem, że mnie kochasz i obie wiemy, że masz za co :D Ja ciebie też, dyslektyku :> Co do opowiadania, to jestem bardzo szczęśliwa, że będę mogła czytać rozdziały, zanim reszta w ogóle dowie się, że już powstały huhu :D
P.S.: U-Kwon jest taaki faaajny =3
To jest niesamowite.
OdpowiedzUsuńWpadłam tu przez przypadek, czytając bloga Yume Mito. I od razu muszę ci powiedzieć, że zostaję twoim stałym czytelnikiem.
Nie dość, że pojawił się Tao, to jeszcze Lulu z Tae i Zelo i U-kwon. Po prostu w tym momencie cię kocham.
Bardzo podoba mi się twój styl pisania i ciekawe rozwinięcia akcji. Nie napiszę nic sensownego, bo jest po 1 w nocy... ale naprawdę mi zaimponowałaś.
Pozdrawiam, życzę weny i zapraszam do mnie.
~Gisa
http://yaoi-by-remon.blogspot.com/
Miło, że jest chociaż jedna osoba czytająca to opowiadanie ;)
UsuńA jako że jesteś pierwsza (i jeśli chcesz oczywiście) możesz wymyślić z kim będzie paring Zelo ;D
Pozdrawiam również i dziękuję za zaproszenie :)
Oh... wybacz, że tak późno ale...
Usuńnie mam pojęcia z kim mógłby być Zelo... Moja cudowna pierwsza myśl? znikąd pojawia się tajemnicza dziewczyna o imieniu Gisa (a jakże!) i okazuje się być byłą prawą ręką tego złego nie pamiętam kogo (nie krzycz c;) no i stara się popsuć plany twoim bohaterom, a wiadomo, przeciwieństwa się przyciągają...
Cóż... nie będę jednak mieszać ci się w fabułę, więc zrezygnuję z tegoż przywileju.
Pozdrawiam serdecznie i życzę duuużo weny.
Dodawaj jak najszybciej kolejny rozdział :)